Za nami tegoroczne mistrzostwa świata w kolarstwie szosowym. Nie ukrywam, że w ostatnich dniach towarzyszyły mi ogromne emocje, związane głównie z jazdą naszych młodych zawodników i zawodniczek. Na końcu czuję ogromną dumę, ale też pewną dawkę smutku…
Felieton rozpocznę oczywiście od tego, że Jan Jackowiak sprawił mi olbrzymią radość swoim medalem. Niesamowity wynik, wspaniała walka, duża odwaga i na koniec po prostu szczęście. Ambicja, charakter i świetne przygotowanie sprawiły, że ten chłopak mógł się cieszyć z wymarzonego krążka, a mi podczas pisania relacji serce biło zdecydowanie szybciej, niż w ostatnich kilku miesiącach. Tyle tytułem wstępu, czas na krótkie podsumowanie mistrzostw świata Kigali 2025.
Duma
Jan Jackowiak to oczywista oczywistość. Medal – czego chcieć więcej? Medal w takim stylu – jeszcze większe powody do radości i dumy. Nie zapominajmy jednak, że w Kigali świetnie zaprezentowali się również inni młodzi zawodnicy oraz zawodniczki – wspaniałe widowisko ze strony Mateusza Gajdulewicza, wzmożona aktywność Malwiny Mul, walka Marii Okrucińskiej. Praktycznie na każdym wyścigu mieliśmy się czym emocjonować i trzymaliśmy kciuki za naszych, od startu aż do mety. Oby wszyscy świetnie się rozwijali i odpowiednio pokierowali swoją karierą, dzięki czemu kibice będą mieć jeszcze więcej powodów do radości.
Mógłbym się tutaj rozpisywać, ale chyba każdy kibic doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele znaczyło dla nas to, co reprezentowali sobą młodzi zawodnicy oraz zawodniczki podczas tegorocznych mistrzostw świata. Po prostu klasa! Z tego miejsca ogromnie dziękuję za te emocje!
Pół na pół
Do żadnej z kategorii „duma” oraz „smutek” nie mogłem przypisać występu naszych pań w elicie kobiet. Wiadomo, że praktycznie nikt nie nastawiał się na czasówkę, ale wyścig ze startu wspólnego, to już coś innego. Kasia Niewiadoma jak zwykle w czołówce, miejsce również dobre, ale na trasie zabrakło „pazura”. Muszę przyznać, że oczekiwałem jakiegoś większego zrywu, walki na całego i braku oglądania się na rywalki. Oczywiście Kasia nie była w tej grupie sama i potoczyło się to tak, jak się potoczyło. Wynik niezły, ale chyba wszyscy wolelibyśmy, aby to 10. miejsce przypadło Kasi po jakiejś odważnej akcji, która mogłaby się zakończyć np. brakiem energii na ostatnich kilometrach, ale wyglądałoby to zupełnie inaczej. Kasia wiele razy udowadniała już, że lubi atakować i doskonale wychodzi jej skupianie się na swoich celach oraz ambicjach, ale na wyścigach etapowych ta taktyka wygląda nieco inaczej. Tutaj była trochę przytłoczona ciężarem wyścigu rangi mistrzowskiej, ale i tak zawsze będzie jedną z moich ulubionych zawodniczek w kobiecym peletonie. Swoje w karierze już osiągnęła.
Smutek
Co w takim razie może być u mnie powodem do smutku? Oczywiście występ panów w męskiej elicie. Wróć… Przecież takiego występu nie było. Moje stanowisko jest jasne – nie wyobrażam sobie sytuacji, w której tak duży kraj jak Polska i który ma tak rozwinięte kolarskie tradycje, nie wystawia reprezentacji na najważniejszą imprezę w kalendarzu. Czułem dumę, gdy widziałem z przodu Malwinę Mul. Zatem byłoby fajnie zobaczyć, w tak nieoczywistym miejscu jak Kigali, naszego reprezentanta w męskiej elicie, np. w odjeździe. Jak polskie kolarstwo ma do siebie przyciągnąć osoby z zewnątrz, skoro nie chcemy się pokazywać na mistrzostwach świata. Kwestie finansowe? O tym, że jest to Kigali każdy wiedział od dawna. Nie musieliśmy wystawiać nawet pełnej reprezentacji, ale żeby nikt nie pojechał? Nie rozumiem tego. Szczerze, dla mnie mistrzostwa świata zakończyły się w sobotę. Oczywiście spoglądałem na męski wyścig i wybitne widowisko ze strony Tadeja, ale gdy wiedziałem, że na starcie nie będzie Polaków, ten wyścig przestał mieć w mojej głowie większe znaczenie. Potem ktoś się dziwi, że niektórzy ludzie z Afryki nie wiedzą, gdzie leży Polska, jak w najbardziej prestiżowym wyścigu na mistrzostwach świata nie ma naszej reprezentacji…
To, że nie mamy kogo wystawić i nie mielibyśmy szans na medale? To już w ogóle do mnie nie trafia. W takim razie męski peleton powinien sobie liczyć 15 zawodników. No i oczywiście na inne imprezy rangi mistrzowskiej będziemy mogli wystawić skład, nawet gdy nie będzie w nim Michała Kwiatkowskiego i Rafała Majki? Jak to? Co się zmieni? Przecież tam również startują tacy kolarze, jak Tadej, Jonas, Remco i inni. Na płaskiej trasie będą Jasper, Jonathan, Tim i wielu innych szybkich zawodników. Jakoś ci zawodnicy, którzy nie mogli jechać na mistrzostwa świata, bo nie mieli szans na dobry wynik, ścigają się niekiedy na co dzień z tymi samymi zawodnikami, którzy sięgnęli w Kigali po medale. Idąc takim tokiem rozumowania, to po co piłkarze wychodzą na mecz z Francją, Hiszpanią lub Argentyną? Po co zawodnicy spoza TOP 20 światowych list jadą na igrzyska olimpijskie? Może po to, aby spełniać marzenia, zdobywać cenne doświadczenie, realizować swoje ambicje i po prostu rywalizować z silniejszymi zawodnikami, bo to napędza na przyszłość? Jest też coś takiego jak duma z występu i możliwość sprawienia niespodzianki. Dla mnie takie starty mają duży sens. Po co niezły biegacz startuje w imprezie, która gromadzi na starcie kilka tysięcy osób, skoro w tym samym czasie mógłby pobiec w jakimś lokalnym biegu i zająć miejsce na podium? No właśnie…
Wiem, że kobiece kolarstwo znacznie różni się od męskiego, ale gdyby ktoś wyszedł z takiego założenia w Austrii lub Kanadzie, to Anna Kiesenhofer nie byłaby mistrzynią olimpijską, a Magdeleine Vallieres nie byłaby mistrzynią świata. Dziękuję za uwagę.








Dobrze napisane, szczególnie od akapitu „smutek”
Misiu, kasa…
Wiem, emocje kipią, serce chce zobaczyć biało-czerwonych na starcie.
Ale sport zawodowy to już dawno przestał być romantyczną opowieścią o marzeniach.
Tu rządzą cyfry, nie uczucia.
Dla związku, sponsorów i całej ekipy liczy się jedno: koszt – szansa – efekt.
Jak to się nie spina, to nikt nie poleci przez pół świata tylko po to, żeby „być”.
Czasem zamiast wzruszenia trzeba po prostu odpalić Excela i zobaczyć, że bilans się nie zgadza.
@Marcol
Widac z tego, że wśród krajów kolarski ch w Europie Excel odpalił tylko PZKol…
Dokładnie, młodzi mogą jechać po naukę, ale w elicie jak nikt nie ma szansy na wynik w Top 10 to co nam z 25 miejsca… (a tym bardziej DNF po dublu)?
Panie Autorze, kolarskie tradycje to mają Włochy albo Belgia. Wspominki o tym, jak to kiedyś było, zostawmy kopaczom, niech się jarają medalem z ’82. Fakt jest taki, że od zawsze mieliśmy co najwyżej kilku kolarzy w elicie, którzy odnosili sukcesy, to nie są „tradycje”. Drugi fakt jest taki, że bez Michała i Rafała nie mamy kim walczyć; wystawienie kogoś, kto nie dojedzie do mety, albo dojedzie w ogonach, to temat do dyskusji o tym, czy to byłaby kompromitacja czy zaprezentowanie się mimo wszystko, ale to nadal kwestia drugorzędna.
Jeśli wolno coś zasugerować: myślmy o przyszłości: ciekawym artykułem mogłoby być rozważenie, jakim cudem Słowenia, kraj mający tyle ludności co Warszawa i ktoryś z przyległych powiatów, ma takie sukcesy. Jak to się dzieje, że potrafią wyszkolić ludzi do topki klasy światowej i to w tak wielu dyscyplinach? (Nie szukajmy daleko – Janja Garnbret zdjęła 2 medale MŚ we wspinaczce w ten sam weekend)