Foto: Giro d'Italia

Można pisać, że kolarze wystartują dziś z miejscowości położonej u bram regionu Canavese, jednak powiedzenie, że ruszą spod obsługującego Turyn lotniska, jest bliższe rzeczywistości. Później powinno być już nieco ciekawiej, bo długa wspinaczka szlakiem prowadzącej w Alpy linii kolejowej da wystarczający pretekst do rozniecenia grilla, a która ekipa posiada najlepszy towar – wiadomo.

Uczestnicy hiszpańskiego wielkiego touru mogli dziś pospać nieco dłużej, ponieważ start honorowy do jednego z najkrótszych etapów ze startu wspólnego tej odsłony wyścigu zaplanowany został dopiero na godzinę 14:20. Przed nimi 134,6 kilometra, 2000 metrów przewyższenia i całościowo dość interesująca trasa, która sugeruje rozwiązania, ale ich nie wymusza.

Startowe San Maurizio Canavese od Cerez dzieli w linii prostej niecałe 30 kilometrów, jednak przed dotarciem na metę peleton pokona w poniedziałek sporą pętlę na północny wschód, mijając wiele miejscowości z “Canavese” i “Castel” w nazwie. O pagórkowatym krajobrazie i zamkach tej krainy pisałam już wielokrotnie, więc aby się nie powtarzać, dziś dodam lasy, orzechy laskowe i uprawiane wokół jeziora Viverone, złociste Erbaluce.

Na pierwszych 10 kilometrach etapu kolarze pokonają niekategoryzowane wzniesienie, więc jeśli mamy dziś zobaczyć coś konkretniejszego niż klasyczny wielkoturowy odjazd 4×4 (choć współcześnie to de facto 4×2:30), właściwe miejsce i czas zbiegną się już w tamtym punkcie. Później powinno nastąpić tymczasowe ostudzenie emocji, a trasa ponownie zacznie falować po minięciu Baldissero Canavese (55,5 km), co potwierdzi wspinaczka na jedną z dwóch premii górskich dzisiejszego odcinka Vuelty – Issiglio (5,5 km, śr. 6,5%). Niby nic godnego rozbierania na części pierwsze, a szczyt podjazdu dzieli od Ceres zbyt duży dystans, aby wykorzystać go jako bezpośrednią broń przeciwko gorzej wspinającym się sprinterom, ale jeśli po odpuszczeniu ucieczki zrobi się na jakiś czas sennie, tutaj tempo najprawdopodobniej wyraźnie wzrośnie.

Tuż po zjeździe, w Cuorgne (78,5 km), rozegrany zostanie lotny finisz (ponownie w zestawie z bonifikatami czasowymi), a na kolejnych 30 kilometrach peleton przebijać się będzie przez serię bezimiennych pagórków położonych na północny wschód od stolicy Piemontu.

Ze względu na swój jednorodny charakter, za końcówkę w przypadku poniedziałkowego etapu Vuelty przyjąć można ostatnie 25 kilometrów, a więc część trasy rozpoczynającą się po zjeździe z miejscowości Corio. Na tym odcinku peleton opuści Canavese na rzecz charakteryzującej się bardziej dramatycznym krajobrazem doliny Lanzo, a stopniowo wspinające się szosy podążać będą śladami starej linii kolejowej – Ceres niegdyś było stacją końcową linii łączącej Turyn z Alpami Graickimi.

Finałowy podjazd to według oficjalnych danych 3,6% nachylenia na 2,6 kilometra, ale jak już zaznaczyłam, poprzedzi go bardzo długa wspinaczka doliną o zbliżonej charakterystyce. Przed samą kreską gradient wzrasta do ok. 7%, jednak większą trudność stanowić będzie przebieg trasy – bardzo kręty na końcowych kilometrach, łącznie z ciasnym nawrotem zaledwie 200 metrów od mety. O tym, kto będzie się dziś liczyć w walce o etapowe zwycięstwo zadecyduje w dużej mierze pozycja, dlatego spodziewać się należy szalonego tempa i dość brutalnych przepychanek przed najbardziej techniczną sekcją.

Oto, co na temat 3. etapu Vuelta a España 2025 napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 3, 25 sierpnia: San Maurizio Canavese > Ceres (134,6 km)

Trzeci, ale o dziwo wcale nie ostatni akt piemonckiej przygody to powrót do regionu Canavese, jego niezliczonych zamków i podobnej liczby łagodnych pagórków. Etap prowadzący z San Maurizio Canavese do Ceres na pierwszy rzut oka wygląda na idealny materiał dla uciekinierów, gdyby nie dystans zaledwie 134 kilometrów. Większość sprinterów piszących się na udział we Vuelcie przetrwa hopki w środkowej części trasy, ale ciekawi mnie, jak na oblicze tego odcinka wpłynie prowadzące pod górę finałowe 10 kilometrów. Przy odpowiednim tempie sporo można tam ugotować.

Pogoda

Do 27 stopni Celsjusza w najcieplejszym momencie dnia, kilka stopni mniej na starcie i mecie. Duże zachmurzenie, ale szanse wystąpienia opadów poniżej 10%, większe dla okolic Ceres w oknie czasowym przewidzianym na finisz etapu. Wiatr bez wpływu na przebieg rywalizacji.

Faworyci

Nie ma pewności, czy wielkie grillowanie rozpocznie się już na Issiglio, czy dopiero podczas finałowej wspinaczki szlakiem alpejskiej kolejki, jednak można obstawiać w ciemno, że organizatorami będą chłopaki z Lidla – w końcu mają najlepszy towar. Oba z rozegranych już etapów tegorocznej Vuelty zakończyły się zwycięstwami faworytów, a presja podtrzymania tej passy spoczywa dziś na barkach Madsa Pedersena (Lidl-Trek).

Duńczyk i wspierający go pomocnicy kompletnie stracili wątek w końcówce sobotniego odcinka, ale nie wyciągałabym na tej podstawie długofalowych wniosków. Pedersen jest obecnie w wybornej formie, a jego tegoroczna wersja wspina się lepiej niż kiedykolwiek – a tym samym lepiej od pozostałych sprinterów obecnych w tym wyścigu. Jest jednocześnie szybszy od całej reszty stawki, więc sprawa wydaje się przesądzona, o ile pozostali kolarze ekipy Lidl-Trek zdołają wykonać robotę na poziomie tej wczorajszej, jednocześnie dbając o pozycję swojego duńskiego lidera.

Poświęcenie pomocników celem podyktowania wysokiego tempa wydaje się absolutnie konieczne, ponieważ w innym razie albo posypią się w końcówce trudne do skontrolowania ataki, albo Pedersenowi przyjdzie się zmierzyć w sprincie z Jasperem Philipsenem (Alpecin-Deceuninck). Jak na gościa tej specjalności i gabarytów, pierwszy lider tegorocznej Vuelty bynajmniej nie jest na straconej pozycji w tego typu terenie – gdyby było inaczej, nie zostałby triumfatorem Milano-Sanremo w erze pogačarowych ataków na Poggio.

Rozpatrując w dalszym ciągu sprinterów, dzisiejsza końcówka powinna przypaść do gustu Orluisowi Aularowi, Ivanowi Garcíi Cortinie (obaj Movistar), Benowi Turnerowi (INEOS Grenadiers), Bryanowi Coquardowi (Cofidis), Madisowi Mihkelsowi (EF Education-EasyPost) i duetowi z Israel-Premier Tech. Na papierze powinna ona bardziej odpowiadać Jake’owi Stewartowi, ale Ethan Vernon zaprezentował świetną formę na finiszu w Novarze.

Jeśli finisz okaże się jeszcze cięższy, w walkę o etap zaangażować się mogą Tom Pidcock (Q36.5), Magnus Sheffield, Victor Langellotti (obaj INEOS Grenadiers), Thibaud Gruel (Groupama-FDJ) i im podobni.

Harmonogram

📍 Start honorowy: 14:20 – San Maurizio Canavese
🚩 Start ostry: ok. 14:25–14:28
🏁 Prognozowany finisz: ok. 17:20–17:25 – Ceres
📺 Transmisja: od 14:00 na Eurosport 1 i HBO Max


Wszystko o 80. edycji Vuelta a España:

Poprzedni artykułMathieu van der Poel: „Jestem pewien swojej formy”
Następny artykułVermarc Cycling Project 2025: Kolejna w tym roku wygrana Marii Okrucińskiej
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Andrzej
Andrzej

Nie rozumiem, dlaczego jadą we Włoszech.

Adam
Adam

Pewnie kwestia pieniędzy, które dany region/kraj jest gotów sypnąć organizatorom za możliwość promocji. Jakby u nas ktoś chciał tyle wyłożyć, i po drodze nie zostało to rozkradzione (a więc mówimy o czysto hipotetycznej sytuacji), to kto wie, może i Polsce by startowali.