Noah Hobbs wygrał 1. etap Tour de l’Avenir. Brytyjczyk był zdecydowanie najlepszy w finiszu z nieco przerzedzonego peletonu, a prowadzenie w klasyfikacji generalnej utrzymał zwycięzca prologu, czyli Paul Seixas.
Drugiego dnia rywalizacji w ramach 61. edycji Tour de l’Avenir, najlepsi orlicy z całego świata mieli do przejechania 188,6 kilometra pomiędzy Aoste a Saint-Galmier. Największą trudnością dnia był podjazd Col des Brosses (15,4 km; 3,2%), z którego szczytu do mety pozostawały nieco ponad 32 kilometry.

Podobnie jak u jadących nieco wcześniej pań, tak i wśród orlików rywalizujących w Tour de l’Avenir pierwsze kilometry stały pod znakiem bardzo intensywnej walki o znalezienie się w ucieczce dnia. Sztuka ta przez długi czas nie udawała się nikomu, a po półtorej godziny jazdy średnia prędkość wynosiła niemal 50 km/h. Wreszcie na 106 kilometrów przed metą odjechał Stef Koning (Holandia), który rozpoczął samotny odjazd.
Uciekinier wygrał jedyną na trasie lotną premię, a peleton tracił na jej linii do Holendra około 2 minut. Z czasem różnica jeszcze nieco wzrosła, po czym zaczęła dynamicznie spadać podczas jedynej dziś górskiej premii. Tuż przed jej szczytem do Stefa Koninga dołączył José Juan Prieto (Meksyk), ale to Holender zgarnął tam komplet punktów. 21 kilometrów przed metą odjazd przeszedł do historii.
Sprinterów długim atakiem ubiec próbował Carl-Frederik Bévort (Dania), ale o losach zwycięstwa zadecydował finisz z grupy. Ten bardzo pewnie wygrał Noah Hobbs (Wielka Brytania), którego wyższość uznać musieli Davide Donati (Włochy) i Cesar Macias (Meksyk). Liderem pozostał Paul Seixas (Francja).
Wyniki 1. etapu 61. Tour de l’Avenir:
Wyniki dostarcza FirstCycling.com









Nie musi się ze mną zgadzać redaktor, ale uważam że panowie z rocznika 2006 mają jeszcze jakieś szanse na wielkie kariery, ich starsi koledzy zwłaszcza Mateusz gajdulewicz, już chyba nic wielkiego nie osiągną. Po prostu brakuje progresu, który wróżyłby im jakiś skok w karierze poza kontynental, ewentualnie drugą dywizję. będąc szefem jakiegokolwiek zespołu z world touru po tym sezonie gajdulewicza niestety definitywnie bym skreślił. Ewentualnie wrzucił do szafy na długie lata. Niemniej życzę mu jak najlepiej ale ilekroć ja słyszę różne wypowiedzi, zapowiedzi, ilekroć opowiada o swoich mocnych stronach, a później dostaje od 3 lata młodszych rywali półtorej minuty w plecy na prologu który nawet nie jest czasówką to z takim jeżdżeniem, nie ma w ogóle czego szukać w WT.