Trzeci etap Arctic Race of Norway dostarczył kolarzom i kibicom niezwykłych emocji. Chociaż to Tom Pidcock (Q36.5 Pro Cycling Team), faworyt i dwukrotny mistrz olimpijski w kolarstwie górskim, wygrał królewski etap na podjeździe do stacji narciarskiej Malselv, to prawdziwą sensacją okazał się Corbin Strong (Israel – Premier Tech. Nowozelandczyk, lider klasyfikacji generalnej, nie tylko utrzymał żółtą koszulkę, ale też, ku zaskoczeniu wszystkich, dotrzymywał Pidcockowi kroku aż do samej mety.

Etap, liczący 182 km, rozpoczął się dynamicznie od podjazdu pod Husoy, gdzie uformowała się silna, czteroosobowa ucieczka złożona z Norwegów. Znaleźli się w niej Storm Ingebrigtsen (Team Coop-Repsol), Morthen Wang Baksaas (Team Ringerikskraft), Georg Rydningen Martinsen (Lillehammer CK Continental Team) oraz Sebastian Veslum z norweskiej reprezentacji narodowej. Ich walka o punkty na kolejnych górskich premiach była ozdobą etapu. Baksaas, zdobywając punkty na dwóch premiach, zbliżył się na zaledwie jeden punkt do Ingebrigtsena w klasyfikacji górskiej, co zapowiada pasjonującą walkę o koszulkę w ostatnim dniu wyścigu
Po wypracowaniu przewagi na stromych zboczach, czwórka kontynuowała jazdę, zwiększając swoją przewagę do ponad dwóch minut, jednocześnie rywalizując o punkty na sprincie pośrednim w Mefjordbotneidet (1. miejsce Baksaas). Kontrolę nad peletonem przejęła drużyna Q36.5 Pro Cycling Team z Tomem Pidcockiem, która pilnowała, aby strata nie stała się niebezpieczna, a ostatecznie zaczęła odrabiać straty do uciekinierów.
Prawdziwa rywalizacja rozpoczęła się w końcówce etapu. Ataki zaczął inicjować zespół XDS Astana, który próbował stworzyć szansę dla swojego lidera, Christiana Scaroniego. Atak Pierre’a Latoura (Team TotalEnergies) został szybko skasowany, podobnie jak próba samego Scaroniego. Wtedy do gry wkroczył Tom Pidcock, który na 1,3 km przed metą przypuścił potężny atak. Ku zaskoczeniu wszystkich, Strong, sprinter i puncheur, zdołał utrzymać się na jego kole.
W bezpośrednim, pełnym dramatyzmu sprincie na szczycie, Pidcock okazał się minimalnie silniejszy, ale minimalna przewaga pozwoliła mu zdobyć zaledwie kilka sekund bonifikaty. Strong, finiszując tuż za nim obronił koszulkę lidera i pokazał, że jest gotowy na walkę z najlepszymi na podjazdach, a jego postawa na Malselv sprawiła, że nadchodzący finał w Tromsø, z 9 okrążeniami pagórkowatego rundami miejskimi, zapowiada się jako epicka walka o każdą sekundę.








