fot. Uno-X Mobility

Choć męski Omloop Nieuwsblad nie zakończył się aż tak wielką niespodzianką jak wyścig kobiet, to i u panów można mówić o trudnym do przewidzenia zwycięzcy. Słynny klasyk padł bowiem łupem Sørena Wærenskjolda – bardzo masywnego Norwega, dla którego to pierwsza w karierze wygrana na poziomie World Touru.

Za nami 80. edycja Omloop Nieuwsblad. Choć wyścig ten obfitował w ataki, a peleton niejednokrotnie mocno się dzielił to ostatecznie wszystko raz po raz się zjeżdżało, a na ulice Ninove wpadł przeszło 50-osobowy peleton. Na ostatniej prostej jak rakieta wystrzelił z niego Søren Wærenskjold i to Norweg z Uno-X Mobility został niespodziewanym zwycięzcą pierwszego z północnych klasyków.

Jechałem z tyłu peletonu, w pewnym momencie jednak przesunąłem się do środka i pomyślałem – muszę spróbować. Jechałem z dobrą prędkością, a gdy zobaczyłem linię mety, po prostu ruszyłem. Nie wiedziałem, ile zostało do mety, ale starałem się utrzymać maksymalną moc. Jestem wręcz zakłopotany tym sukcesem, ale jestem naprawdę szczęśliwy, bo to duży krok naprzód w mojej karierze

— przyznawał Søren Wærenskjold.

Dziennikarze wypytywali Norwega o wiele spraw – począwszy od tego czy spodziewał się swojej dobrej dyspozycji, poprzez to jak odbierał wydarzenia z trasy, aż po takie szczegóły jak to czemu ścigał się w getrach, choć podczas Omloop Nieuwsblad nie było aż tak zimno by je stosować. Na to ostatnie 24-latek odpowiedział szczerze, choć zaskakująco.

Jechałem w getrach, bo nie ogoliłem nóg. Nie chciałam ich zdejmować, bo nie chciałam pokazywać moich owłosionych nóg. Po wyścigu jedną z pierwszych rzeczy, które zrobię, będzie naprawienie tego błędu. Zresztą kto mógł się spodziewać, że to na mnie będzie dziś skupiony wzrok. Kiedy dziś rano wszedłem na wagę w bokserkach to ta wskazała 92,3 kilograma. Nie przywiązuję zbytniej wagi do wagi, nie chcę też chudnąć by nie stracić swojej siły. Myślę, że jestem jednym z najtwardszych kolarzy w peletonie i chcę by tak zostało

— opowiadał mierzący 195 centymetrów Norweg.

24-latek nie spodziewał się sukcesu nie tylko ze względu na swoją budowę, ale i nieco zaburzone przygotowania do pierwszych startów. W poprzednich latach Søren Wærenskjold szykował się poprzez udział w AlUla Tour, ale w tym roku wymusił na zespole by nie brać udziału w tym wyścigu na znak protestu przeciwko łamaniu praw człowieka w Arabii Saudyjskiej. Zamiast tego wybrał Etoile de Bessèges, z którego wycofał się, podobnie jak większość peletonu, na znak protestu przeciwko fatalnemu zabezpieczeniu trasy. Norwegowi mogło zatem brakować nieco rytmu wyścigowego.

Tak, to prawda, że ominąłem wyścig w Arabii Saudyjskiej na znak protestu. To jest po prostu osobista sprawa. Zespół to szanuje i nie będzie to miało żadnego znaczenia. Jednocześnie postanowiłem pojechać na Etoile de Bessèges, ale ten wyścig skończyliśmy przedwcześnie, więc to też nie było idealne rozwiązanie. ​​Finalnie spędziłem 11 dni w Hiszpanii, w Calpe, aby móc trenować na rowerze. To łatwiejsze niż korzystanie z roweru treningowego w domu. Przed sezonem też nie wszystko było zresztą idealne – podczas świąt Bożego Narodzenia doznałem kontuzji kostki i zerwałem jedno z więzadeł, co komplikowało przygotowania. Mimo to cieszę się, że po prostu z każdym rokiem staję się odrobinę silniejszy. Myślę, że to jest najważniejsze

— kontynuował Søren Wærenskjold.

Czy Norweg z czasem może zacząć podbijać północne klasyki? Ten póki co mocno tonuje nastroje podkreślając, że podczas Omloop Nieuwsblad splotło się na jego korzyść wiele wydarzeń, a on sam był bliski odpadnięcia z walki o końcowy triumf na długo przed metą.

Właściwie to czułem pustkę w nogach już na długo przed metą. Muur i Bosberg przejechałem siłą woli, siedziałem na siodełku i miałem wrażenie, że nie jestem w stanie znaleźć w sobie energii, żeby się podnieść. Nie czułem się najlepiej, ale na szczęście wiał czołowy wiatr, więc nawet siedząc na końcu grupy nie ryzykowałem odpadnięciem. Dzięki niskiemu tempu odzyskałem siły po tych dwóch podjazdach i że zostało mi jeszcze wystarczająco dużo energii na przyzwoity sprint. To był dobry splot, ale nie czuję się jeszcze wytrawnym łowcą klasyków. Póki co zaczynam poznawać drogi, bo nie jestem osobą, która siedzi na Veloviewerze i studiuje trasy. Myślę, że znajomość tras robi dla mnie dużą różnicę. Zazwyczaj radzę sobie trochę lepiej, gdy na trasie są okrążenia. Wtedy wiem, jak się ustawić. Potrafię już przetrwać podjazdy, ale tylko te nie za długie

— szczerze zakończył Søren Wærenskjold.

Poprzedni artykułVisit South Aegean Islands 2025: Marcin Budziński 2. na finałowym etapie
Następny artykułKuurne-Bruksela-Kuurne 2025: Jasper Philipsen najlepszy w sprincie
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Jon
Jon

Fantastisk !:)

Jacek
Jacek

Szczery chłopak ☺️