fot. Tour de Pologne

Odnosząc 9 zwycięstw w sezonie 2024, Thibau Nys pokazał, że jest jednym z najbardziej utalentowanych zawodników młodego pokolenia. Jego ambicje sięgają wysoko i w przyszłym roku marzy o wygraniu etapu Tour de France i Strzały Walońskiej. Sam przyznaje jednak, że jego sezon nie będzie porażką, jeśli ich nie wygra.

Kalendarz startów Thibau Nysa w jego drugim pełnym sezonie zawodowym na szosie był skromny i składał się z zaledwie 34 dni startowych. Młody Belg z Lidl-Trek wykorzystał jednak perfekcyjnie każdą okazję, sięgając po pojedyncze triumfy we wszystkich „etapówkach”, w których startował − Tour de Romandie, Tour de Suisse, Tour of Norway, Tour de Hongrie, gdzie wygrał także klasyfikację generalną oraz oczywiście Tour de Pologne, tam triumfował na trzech etapach.

− Wykorzystałem prawie wszystkie okazje. Mam świadomość, że to rzadkie, a w najbliższych latach będzie jeszcze ciężej

− mówił Thibau Nys w rozmowie z belgijską Sporzą.

Ambicje Belga sięgają jeszcze dalej i ma nadzieję, że kolejny sezon będzie lepszy od ubiegłego. Jego głównym celem mają być klasyki wchodzące w skład „tryptyku ardeńskiego” − Amstel Gold Race i Strzała Walońska. Być może wystartuje również w Liege-Bastogne-Liege.

− Wystartuję w walońskich klasykach po raz pierwszy i być może wezmę udział w pierwszym wielkim tourze. Którym? Tego jeszcze nie wiem, nic nie jest potwierdzone. Każdy z wielkich tourów ma swoje wady i zalety. Giro jest niedługo po sezonie przełajowym, Tour jest bardzo chaotyczny, a Vuelta poprzedza przełaje. Tour pasowałby mi najbardziej pod kątem terminu, ale wszystko zależy od tego, na jaki wybór zdecyduje się drużyna

− powiedział Nys.

− Na papierze te wyścigi mi odpowiadają, ale nikt nie wie, czy Pogačar nie zaatakuje na przykład na przedostatnim przejeździe przez Mur de Huy. Z nim nigdy nic nie wiadomo. Chcę być w jak najlepszej dyspozycji

− mówił, dodając, że rywalizacja z Mathieu van der Poelem i Tadejem Pogačarem go nie demotywuje, wręcz przeciwnie.

Ambitny kolarz Lidl-Trek przyznał też, że jego marzeniem na przyszły sezon jest wygranie Strzały Walońskiej i etapu Tour de France.

− To moje marzenie. Jestem ostatnią osobą, która powie, że wygram te wyścigi, ale jednocześnie będę ambitnie pracował, by to osiągnąć. Mój sezon nie będzie porażką, jeśli ich nie wygram

− dodał.

22-latek cały czas zamierza łączyć starty na szosie z przełajami, na których się wychował. Przyznaje, że chciałby pójść w ślady swojego wybitnego ojca, Svena, i dominować w tej dyscyplinie, ale jednocześnie nie czuje presji, by dorównać jego osiągnięciom − chce pisać swoją historię.

− Nie chcę być kolarzem na mistrzostwa, który wygra 3 wyścigi, mistrzostwa Belgii i świata, ale nigdzie indziej go nie ma. Wolałbym wygrać 10 wyścigów, ale nie zostać mistrzem. Dla mnie ważniejsza jest dominacja, coś, co mój tata robił przez całą karierę. Chciałbym dawać kibicom wielkie emocje co tydzień. Nikogo tu nie oceniam, ale tak to widzę

− opisywał Nys.

Poprzedni artykułZuzanna Krzystała, Karol Ostaszewski i Filip Helta najlepsi w Ełku
Następny artykułNocna szansa dla reszty. Superprestige w Diegem bez dominatora
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze