fot. Radosław Sorbian

Coś się kończy, coś zaczyna. Po jednym z najlepszych sezonów w historii drużyny Mazowsze Serce Polski, w składzie doszło do rewolucji. Zawodników, którzy wybrali rozwój w czeskim ATT Investments, zastąpiły „młode wilczki”. Wśród nich jest Dawid Lewandowski, 6. zawodnik juniorskich mistrzostw Europy, wchodzący w kategorię U23. Wychowanek LKS POM Strzelce Krajeńskie wraz z dotychczasowym trenerem Piotrem Ignaczakiem opowiedzieli nam o swoich początkach, planach na rozwój w mazowieckiej ekipie i ambicjach na przyszłość. Dowiedzieliśmy się także, co łączy 18-latka z Dziadami Adama Mickiewicza i siwym koniem…

Kolarz ze Strzelec Krajeńskich – innej opcji nie było

Strzelce Krajeńskie od lat stoją kolarstwem. Wywodzi i wywodziło się stamtąd wielu znakomitych zawodników, głownie przełajowych, ale także szosowych, a najlepszym przykładem połączenia dwóch dyscyplin jest Michał Paluta – wychowanek LKS POM Strzelce Krajeńskie, były mistrz Polski elity na szosie, który niedawno ogłosił zakończenie kariery.

Jako że liczba zawodników z lubuskiego miasta w peletonie musi się zgadzać, w przyszłym sezonie do elity wkroczy inny zawodnik ze Strzelec – Dawid Lewandowski, który podpisał kontrakt z ekipą Mazowsze Serce Polski.

– Jestem z takiej miejscowości, gdzie ta dyscyplina ma wielkie tradycje. Kogo się tu nie zapyta, to był kolarzem albo miał znajomego kolarza. U nas na przykład wyścigi przełajowe to wielkie święto, więc nie było innej opcji, jak zostać kolarzem

– mówił Dawid Lewandowski w rozmowie z Naszosie.pl.

Przełaje odegrały istotną rolę również w jego kolarskiej przygodzie, którą rozpoczął w 2016 roku, podobnie jak jego wieloletni trener Piotr Ignaczak. Do strzeleckiego klubu trafił dzięki naborowi w jednej ze szkół i rozwijał się w nim od kategorii żak. Już w młodziku pokazał szkoleniowcowi duży talent i zaczął odnosić pierwsze sukcesy.

– Na zgrupowaniach wyróżniał się tym, że jako młodzik przetrzymywał w górach czy na tempówkach z dużo starszymi kolegami, juniorami młodszymi czy juniorami – i to medalistami mistrzostw Polski. U tego małego Lewandowskiego już było widać tę sylwetkę, wysoki rytm pedałowania, nie trzeba mu było dużo mówić, a wszystko łapał w mig

– wspominał trener Piotr Ignaczak, doskonale pamiętający kolejne sukcesy swojego podopiecznego. Opisywał go jako „bardzo systematycznego, poukładanego od początku”.

– Ktoś kiedyś powiedział, że jak jest dobry aktor, to reżyser nie powinien za dużo przeszkadzać i tutaj właśnie tak było

– dodał.

Z wypiekami na twarzy opowiadał o pierwszym wysokim miejscu na imprezie mistrzowskiej. Miało to miejsce w krajowym czempionacie w kolarstwie przełajowym, rozegranym w pandemicznym sezonie 2020/21 we Włoszakowicach. Ze względu na sytuację zdrowotną w kraju i obostrzenia z nią związane, wiele wyścigów było odwoływanych, a sam Dawid Lewandowski nie miał na swoim koncie żadnych punktów w challenge’u PZKol.

O jego pozycji startowej – która w kolarstwie przełajowym odgrywa bardzo istotną rolę – decydowało losowanie. Dla kolarza ze Strzelec Krajeńskich poszło ono pechowo i wyścig zaczął z ostatniego rzędu. Na trasie udowodnił jednak, że należy do krajowej czołówki.

– Przechodził po 5, 10 ludzi co odcinek. Wtedy zauważyliśmy, że ten gość ma coś w sobie. Dodatkowo jechał na pożyczonym rowerze swojego kolegi, Janka Skupińskiego, który był jednym z kandydatów do czołowego miejsca, ale zachorował i w przyjacielskim geście oddał mu swój rower

– opisywał Piotr Ignaczak wyścig juniorów młodszych we Włoszakowicach.

Przełaje. „Ktoś może powiedzieć, że to nienormalne, ale mi to pomagało”

W rozwoju Dawida Lewandowskiego kolarstwo przełajowe odegrało istotną rolę. Od najmłodszych lat łączył je z szosą i – jak sam mówił – wychodziło mu to na dobre. W „błocie” zdobył także pierwszą koszulkę mistrza Polski, wygrywając wyścig juniorów w Słubicach w styczniu tego roku.

– Na pewno pomagały w podnoszeniu techniki na rowerze, omijaniu kraks, wchodzenie w zakręty, utrzymywaniu równowagi na mokrej nawierzchni i tak dalej. To też dobrze przepracowana zima, bo przez kilka miesięcy można zapomnieć, jak to jest się ścigać. Mi na pewno tego nie brakowało. To też takie hartowanie przy minusowych temperaturach. Ktoś może powiedzieć, że to nienormalne, ale ja już się przyzwyczaiłem i na pewno pomagało mi to w sezonie szosowym w trudnych warunkach atmosferyczne

– wyjaśniał 18-letni zawodnik.

Zanim jednak został mistrzem Polski juniorów w przełajach, z dobrej strony prezentował się na szosie – zarówno wśród kolarzy do lat 19, jak i w młodszej kategorii wiekowej. Dzięki zagranicznym startom z kadrą juniorów młodszych, zdobył doświadczenie i obycie w międzynarodowej stawce, które później mógł przekuć na wyniki.

fot. Andrzej Gucwa / Naszosie.pl
„Jechałem po wyniki, nie doświadczenie”

Jako pierwszoroczny junior dobył srebro górskich szosowych mistrzostw Polski i wygrał ceniony w kraju wyścig „Szlakami Jury”. W tym sezonie wraz z kolegami z reprezentacji ruszył na podbój zagranicy, co zakończyło się wieloma sukcesami. Triumfował na etapie prestiżowego wyścigu w niemieckim Cottbus. Zwycięstwa byłyby dwa, jednak na odcinku indywidualnej jazdy na czas otrzymał 20 sekund kary ze względu na zbyt małą odległość między nim a samochodem technicznym. Z relacji osób przebywających na miejscu wynika, że decyzja sędziów była co najmniej kontrowersyjna. Ostatecznie zmagania zakończył na 2. miejscu w „generalce”, ze stratą… 11 sekund do zwycięzcy.

Dawid Lewandowski plasował się także w czołówkach etapów wyścigów rangi Pucharu Narodów na Słowacji, w Czechach i Niemczech.

– Zawsze było takie przekonanie, że Polacy na zachodzie nic nie osiągają, ale my byliśmy bardzo mocnym rocznikiem. Kontakt z zagraniczną czołówką już w juniorze młodszym na pewno mi pomógł. Miałem już doświadczenie i wiedziałem, czego mogę się spodziewać w juniorach, więc to nie było zbieranie doświadczenia, a jechanie po wynik. One mówią same za siebie, bo był to jeden z najlepszych sezonów juniorskich w kadrze narodowej w ostatnich latach, więc myślę, że jest coraz lepiej

– opisywał zawodnik.

Wisienkami na torcie były wicemistrzostwo Polski juniorów w wyścigu ze startu wspólnego oraz fenomenalny występ w mistrzostwach Europy. Kolarz ze Strzelec Krajeńskich zajął w nim 6. pozycję. 18-latek wielokrotnie podkreślał, że sukcesy zawdzięcza trenerowi Piotrowi Ignaczakowi.

– Trener opiekował się mną od kategorii żak, zawsze byłem mu oddany, dawał mi dobre rady i — jak widać — zawsze dobrze przygotowywał mnie do najważniejszych imprez. Jego plan szkoleniowy zawsze doprowadza mnie do momentu, że w kluczowym wyścigu miałem szczytową formę. Było to wielokrotnie widać na mistrzostwach w Polski, a w tym roku też w mistrzostwach Europy. Jestem mu niezwykle wdzięczny, bo bardzo się poświęcił, spędzałem z nim więcej czasu na wyjazdach niż z rodzicami

– mówił.

fot. Andrzej Gucwa / Naszosie.pl
Imię jego czterdzieści i cztery

W kolarskiej historii Dawida Lewandowskiego interesujące są też zbiegi okoliczności. Co łączy go z Dziadami Adama Mickiewicza i siwym koniem?

– To są takie żarty, ale jak się patrzy z perspektywy, to zawsze te dobre wyniki były jakoś powiązane z tą czwórką. Dawid urodził się 4 kwietnia – 4.04. Zdobywając tytuł mistrza Polski w przełaju miał numer 404

– mówił z uśmiechem Piotr Ignaczak, dodając, że to nie wszystko. Dobrym omenem dla kolarzy ma być także siwy koń.

– Kiedyś trener powiedział nam, że jeśli zobaczy się siwego konia w drodze na wyścig, to będzie dobrze. Niejednokrotnie spotykając siwego konia wracaliśmy z medalem. I właśnie wtedy w Belgii zobaczyłem przez okno siwego konia, potem patrzę na listę startową i widzę numer 44. Mówię, że „to będzie chyba medal”. Medalu nie było, ale Dawid zajął znakomite 6. miejsce, które umożliwiło rozmowy z innymi ekipami zawodowymi

– dodał, podkreślając, że data urodzenia Dawida Lewandowskiego to 4.04.06.

fot. Piotr Ignaczak

Sprawdzając teorię czwórek natknąłem się na wyniki ze wspominanego przez Piotra Ignaczaka wyścigu o mistrzostwo Polski juniorów młodszych w przełajach we Włoszakowicach. Numer Dawida Lewandowskiego: 445. Można być jednak spokojnym – młody kolarz potrafi osiągać sukcesy także z innymi numerami.

Pierwsze kroki w elicie

Po kilkuletnim pobycie w LKS POM Strzelce Krajeńskie i zakończeniu kategorii juniorskiej, nadszedł czas na zmiany. Mimo zainteresowania ze strony zagranicznych ekip, Dawid Lewandowski wybrał dołączenie do polskiego zespołu kontynentalnego – Mazowsze Serce Polski. Jak mówił, już na samym początku złapał dobry kontakt z dyrektorem Adrianem Banaszkiem. Gdy rozmawialiśmy z nim o jego nowym nabytku, wypowiadał się w samych superlatywach.

– Do Mazowsza dołączyłem też dlatego, że oni byli mną zainteresowani i wykazali chęci do współpracy. Widzę, jak dużo robią dla polskiego kolarstwa, chcą rozwijać młode talenty i odmłodzić skład. Poczułem też ogromne wsparcie i złapałem kontakt z panem Adrianem i to też o tym zadecydowało

– tłumaczył Dawid Lewandowski.

– Bardzo się cieszę, że będę mógł ścigać się na najwyższym poziomie, złapać doświadczenie, łącząc to z zakończeniem edukacji. Wiem, że ze spokojną głową będę mógł osiągać super wyniki. Mam nadzieję, że w młodym składzie będę mógł się super rozwijać i dalej będę cieszyć się tym kolarstwem

– dodał.

18-latek jest jednym z kilku utalentowanych kolarzy, którzy w przyszłym roku dołączą do ekipy Mazowsze Serce Polski. Jak podkreślają Dariusz oraz Adrian Banaszkowie, szykowany przez nich skład jest projektem kilkuletnim. Wśród młodych kolarzy pozyskanych przez mazowiecką ekipę są między innymi rówieśnicy Dawida Lewandowskiego – Michał Strzelecki i Kacper Mientki – z którymi dobrze zna się z reprezentacji Polski.

– Myślę, że przede wszystkim będzie dużo weselej. Z chłopakami już się znam, mamy super kontakt. Pracowaliśmy ze sobą w juniorach, tak że myślę, że będzie ułatwienie i świetnie się dogadamy

– mówił Dawid Lewandowski.

Skład Mazowsze Serce Polski będą tworzyli także bardziej doświadczeni zawodnicy, jak mający worldtourowe doświadczenie Paweł Bernas czy Jakub Kaczmarek. Znajdą się w nim również Michał Pomorski, Mateusz Gajdulewicz, Hubert Grygowski czy Maksymilian Radosz, mający kilkuletni staż w ściganiu na wysokim poziomie.

– Będzie tam kilku zawodników, którzy mogą mnie wiele nauczyć. Z panem Adrianem już na początku złapałem super kontakt, poczułem duże wsparcie i gdy oni wykazali zainteresowanie, to wiedziałem, że będzie to dobra decyzja

– dodał.

– Dla mnie ważną opcją było zakończenie edukacji, jestem młody, ciągle się uczę, a całe życie kolarzem nie będę. Zdecydowałem się na zostanie w Polsce, bo myślę, że w Mazowszu mogę połączyć ściganie na najwyższym poziomie z edukacją

– opisywał Dawid Lewandowski.

„Chcę zebrać doświadczenie”

Jako zawodnik kontynentalnej drużyny Mazowsze Serce Polski, Dawid Lewandowski będzie miał możliwość rywalizacji w lokalnych imprezach 2. kategorii, ale także w wyścigach wyższej rangi, w której startują także zawodnicy ekip ProTeams i World Tour.

– Myślę, że na pewno będzie to niezły przeskok, chociaż teraz ciężko pracuję, żeby nie był on tak duży. Sam nie wiem, czego się spodziewać. Na pierwszy rok orlika nie mam wielkich marzeń, chcę zebrać doświadczenie i zobaczę, co mi ten rok przyniesie

– porównywał rywalizację w juniorze do tego, co może spotkać go w wyścigach elity.

Do tej pory największe sukcesy Dawid Lewandowski odnosił w wyścigach pagórkowatych – dobrze radzi sobie na krótkich podjazdach i dysponuje świetnym przyspieszeniem. W pierwszych latach ścigania w elicie zamierza jednak odkrywać siebie i zobaczyć, na co go stać.

– Ciągle się rozwijam i do końca sam nie wiem, jakim typem zawodnika jestem, ale zdecydowanie najlepsze wyniki robię właśnie na pagórkowatych, krótkich hopkach. Myślę, że będzie to moje pole do popisu

– mówił.

Whisky za zawodowy kontrakt

Marzeniem Dawida Lewandowskiego, podobnie jak i jego pierwszego trenera Piotra Ignaczaka, jest dojście na sam kolarski szczyt. Krokiem w tym kierunku ma być podpisanie kontraktu z drużyną Mazowsze Serce Polski.

– Kiedy się ścigałem, marzyłem o tym, żeby dostać się do tego wielkiego kolarstwa.Gdy było wiadomo, że mi się to nie uda, to celem było wychowanie zawodnika, dzięki któremu będę miał tę satysfakcję. Usiądę sobie z pilotem przed telewizorem i padnie nazwisko mojego wychowanka, że jest wśród najlepszych kolarzy świata. Nie wiem, czy tak będzie, ale cały czas to drugie marzenie spełniam i Dawid jest na dobrej drodze, bo zainteresowanie nim jest duże i jeśli zdrowie dopisze, to moim zdaniem jest to kwestia czasu.

– mówił Piotr Ignaczak, dzieląc się również historią pewnej butelki.

– Po mistrzostwach Polski w przełaju zrobiliśmy podsumowanie i dostałem od Dawida butelkę whisky, na której napisałem wtedy markerem, że otworzę ją, gdy Dawid podpisze kontrakt minimum w drugiej dywizji. Jeszcze ten moment nie nastąpił, ale myślę, że to jest kwestia sezonu albo dwóch i tę flaszkę otworzymy.

fot. Piotr Ignaczak

Z Dawidem Lewandowskim i Piotrem Ignaczakiem rozmawiał Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułNaszosowa zapowiedź sezonu 2025: Lotto
Następny artykułKraksa na zgrupowaniu Team dsm-firmenich PostNL
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
zbig
zbig

może lepiej coś o Mikołaju napisać 😉