Czemu ten zespół nie awansuje do drugiej dywizji? Polska potrzebuje drużyny drugiego poziomu! – takich i podobnych komentarzy w ciągu roku naliczyłbym się lekką ręką w setkach. Czy jednak status UCI Pro Team w 2024 roku ma sens? Przyjrzyjmy się temu.
Na początku tego roku w ramach tekstu „Kolarskie ABC: Drużyny” opowiedziałem dość szczegółowo na temat tego jakie obowiązki i przywileje mają zespoły kolarskie zarejestrowane na trzech poziomach struktur UCI, czyli World Teamy, Pro Teamy oraz ekipy kontynentalne, a także formacje znajdujące się poza nimi, czyli w dużym skrócie grupy amatorskie. Dziś nadeszła pora na długo kiełkujące w mojej głowie zmierzenie się z tematem sensowności istnienia drugiej dywizji – w bardzo subiektywny i pełen opinii sposób opiszę Państwu dlaczego moim zdaniem formuła poziomu będącego pomiędzy World Tourem a kolarstwem kontynentalnym jest mocno wypalona i będzie degradowała się jeszcze bardziej w kolejnych latach.
Druga dywizja, czyli?
Zacznijmy sobie od semantyki, bo ta będzie istotna w dalszej części tekstu. Najważniejsze wyścigi świata, czyli cykl UCI World Tour, to imprezy, na których starcie (zazwyczaj) obowiązkowo stają World Teamy, czyli 18 najlepszych drużyn świata. Trzeci poziom to z kolei drużyny kontynentalne – nazywa się je tak w dokumentach UCI, jak i zwyczajowo, a jest to związane z tym, że te rywalizują w ramach cykli podzielonych terytorialnie takich jak UCI Europe Tour, UCI Asia Tour, UCI America Tour itd.
Co jest pomiędzy? Wiele osób powiedziałoby, że mamy tam drużyny prokontynentalne i byłaby to dobra odpowiedź… ale ponad 5 lat temu. Od sezonu 2020 obowiązuje bowiem termin UCI Pro Team na ekipę… drugiej dywizji? Właśnie, „środkowy” poziom nie posiada swojego cyklu, nie ma własnego rankingu, a termin Pro Team na tyle mocno kojarzy się z Pro Tourem, czyli poprzednikiem UCI World Tour funkcjonującym w latach 2005-10, że nie przyjął się w szerszej semantyce. Druga dywizja cierpi zatem już na poziomie braku własnego wizerunku, a to dopiero początek problemów.
Obligatoryjne dzikie karty
W 2021 roku Międzynarodowa Unia Kolarska wpadła na pomysł by wynagrodzić w jakiś sposób najlepszą drużynę drugiej dywizji z poprzedniego sezonu i w ten sposób powstał system obligatoryjnych dzikich kart. System ten polega na tym, że czołowy Pro Team może wystartować w każdym wyścigu UCI World Tour na świecie bez aplikowania o dziką kartę u organizatora, ale jednocześnie nie musi – taka ekipa jest zatem w lepszej pozycji niż ktokolwiek inny, bo może sobie odpuścić mniej chciane starty bez jakichkolwiek kar. Pierwszym beneficjentem tego systemu był ówczesny Alpecin – Fenix, który z roku na rok zwiększył swoją liczbę wyścigów World Tour z 12 do 23 dodając do kalendarza m.in. debiut ekipy we wszystkich wielkich tourach.
Dziś ten program daje obligatoryjną dziką kartę dwóm najlepszym Pro Teamom, a trzeci z nich może liczyć na bezwarunkowe zaproszenie na każdy z wyścigów jednodniowych z cyklu UCI World Tour. Teoretycznie idea bardzo piękna i słuszna by promować najlepsze drużyny ma jednak jeden mały błąd u swoich podstaw – praktycznie co roku nagroda ta trafia w ręce tych samych drużyn, a wynika to z bardzo prostej rzeczy – formacje jeżdżące wyścigi UCI World Tour mają dużo lepszą pozycję do negocjacji kontraktowych z zawodnikami, a lepsi zawodnicy mając bogatszy kalendarz od rywali zdobywają więcej punktów do rankingu i w ten sposób koło nam się zamyka. Starczy powiedzieć, że w obecnym 3-letnim cyklu Lotto Dstny i Israel-Premier Tech są poza zasięgiem kogokolwiek.
Co dla reszty?
Dobrze, mam nadzieję, że jasno wyartykułowałem już, że najlepsi są nagradzani za to, że są najlepsi. Co jednak dzieje się za ich plecami? Otóż niewiele… Liczba dzikich kart, jakie wręczyć mogą organizatorzy w ostatnich latach mocno spadła – z jednej strony przez ograniczenie rozmiaru peletonu do maksymalnie 176 zawodników w 2018 roku, z drugiej zaś przez mechanizm obligatoryjnych dzikich kart – jeśli 2 (bądź 3 w przypadku klasyków) najlepsze zespoły z nich nie zrezygnują to w przypadku takich wielkich tourów organizatorowi pozostaje opcja wręczenia ledwie dwóch zaproszeń. Łatwo się domyślić, że chętnych jest zdecydowanie więcej.
Co oczywiste to fakt, że organizatorzy stawiają przede wszystkim na swoje, krajowe drużyny – w Belgii zapraszane są te z Belgii, we Włoszech z Włoch, a w Hiszpanii te z Hiszpanii. Pro Teamy z tych państw mają zatem cały czas namiastkę partycypowania w cyklu UCI World Tour niejako zapewnioną przez to skąd pochodzą, jakich mają sponsorów oraz kolarzy. Niech najlepiej zobrazuje to tabelka ukazująca w ilu wyścigach UCI World Tour w sezonie 2024 wzięły udział poszczególne Pro Teamy.
| Drużyna | Wyścigi 1.UWT w 2024 | Wyścigi 2.UWT w 2024 | Suma | Liczba wyścigów World Tour w kraju pochodzenia ekipy |
| Israel – Premier Tech (obligatoryjna dzika karta) | 20 | 12 | 32 | 0 |
| Lotto Dstny (obligatoryjna dzika karta) | 19 | 10 | 29 | 9 |
| Uno-X Mobility (obligatoryjna dzika karta na klasyki) | 19 | 4 | 23 | 0 |
| Tudor Pro Cycling Team | 13 | 8 | 21 | 2 |
| Q36.5 Pro Cycling Team | 12 | 6 | 18 | 2 |
| TotalEnergies | 8 | 3 | 11 | 5 |
| Team Flanders – Baloise | 9 | 1 | 10 | 9 |
| Bingoal WB | 8 | 1 | 9 | 9 |
| Team Corratec – Vini Fantini | 3 | 4 | 7 | 5 |
| Euskaltel – Euskadi | 3 | 3 | 6 | 4 |
| Equipo Kern Pharma | 2 | 3 | 5 | 4 |
| Team Polti Kometa | 3 | 2 | 5 | 5 |
| VF Group – Bardiani CSF – Faizanè | 2 | 2 | 4 | 5 |
| Burgos-BH | 1 | 2 | 3 | 4 |
| Caja Rural – Seguros RGA | 1 | 2 | 3 | 4 |
| TDT – Unibet Cycling Team | 1 | 1 | 2 | 1 (2*) |
| Team Novo Nordisk | 2 | 0 | 2 | 0 (2*) |
Co oczywiste to fakt, że listę otwierają zespoły, które mogły korzystać z obligatoryjnych dzikich kart. Tym co jednak mocno rzuca się w oczy jest fakt, że takie Uno-X Mobility mimo ogromnego budżetu i bardzo mocnego składu nie posiadając obowiązkowego zaproszenia było w stanie „załapać się” na jedynie 4 wieloetapowe wyścigi UCI World Tour. Świetne zaplecze finansowe i solidni zawodnicy zapewnili też start w wielu wyścigach najwyższego poziomu dla szwajcarskich Pro Teamów, czyli Tudor Pro Cycling Team i Q36.5 Pro Cycling Team – ci pierwsi zakontraktowali na przyszły rok m.in. Juliana Alaphilippe’a i Marca Hirschiego, a zatem będą zapewne celowali w jeszcze większą liczbę imprez UCI World Tour w sezonie 2025.
Co tymczasem pozostaje dla reszty? Specjalnie dodałem ostatnią rubrykę dotyczącą liczby wyścigów UCI World Tour w kraju licencji drużyny – to pięknie obrazuje jak rzadko pozostałe formacje mają okazje opuszczać swoje ojczyzny. Francuski TotalEnergies nieco korzysta z tego, że w Belgii jest więcej miejsc na wyścigach niż belgijskich drużyn drugiej dywizji, włoski Team Corratec – Vini Fantini jeździł z kolei wyścigi w Szwajcarii. Poza tym liczba zagranicznych wyjazdów tych drużyn jest zaś żenująca – gwiazdki przy dwóch ostatnich ekipach mają zaś zobrazować, że TDT – Unibet Cycling Team poza domowym Amstel Gold Race pojechał przejeżdżające przez terytorium Holandii Renewi Tour, zaś amerykański Team Novo Nordisk może i nie ścigał się w USA, ale… Kanadzie.
Druga dywizja – czy się opłaca?
Od lat liczba Pro Teamów jest w miarę stała, a wręcz powoli się redukuje. Powody tego widać jak na dłoni. Ta dziś bowiem opłaca się jedynie w dwóch wypadkach:
- gdy jesteś najlepszy bądź dysponujesz gigantycznym budżetem i jesteś w stanie wywalczyć / otrzymywać dzikie karty na największe wyścigi świata;
- gdy pochodzisz z kraju, w którym odbywa się sporo wyścigów UCI World Tour.
W ciągu ostatnich 5 lat z drugą dywizją pożegnało się sporo ekip. Tym co rzuca się w oczy jest fakt, że dotyczy to praktycznie wszystkich projektów z „reszty świata”, czyli państw, gdzie nie odbywają się wyścigi UCI World Tour. Dyrektorzy tych drużyn wprost przyznawali, że licencja Pro Team, a raczej pozostałe koszty związane z funkcjonowaniem na tym poziomie nijak nie współgra z korzyściami. W związku z tym w ostatnim czasie upadek bądź spadek do poziomu kontynentalnego dotknął takie drużyny jak:
- Bolton Equities Black Spoke (Nowa Zelandia) – status PRT wyłącznie w 2023 roku, 1 wyścig UCI World Tour w tym sezonie, po nim upadek
- Human Powered Health (USA) – druga dywizja w latach 2018-23, w ostatnim sezonie 3 wyścigi UCI World Tour w kalendarzu, ekipa upadła
- Riwal Securitas Cycling Team (Dania) – druga dywizja w latach 2019-20, 1 wyścig UCI World Tour w sezonie 2020, później degradacja do poziomu kontynentalnego
- Hagens Berman Axeon (USA) – druga dywizja w latach 2018-19, 1 wyścig UCI World Tour w sezonie 2019, później powrót na poziom kontynentalny
- Manzana Postobon (Kolumbia) – druga dywizja w latach 2017-19, 2 wyścigi UCI World Tour w sezonie 2019, po nim upadek drużyny
- W52 / FC Porto (Portugalia) – druga dywizja w 2019 roku, 1 wyścig UCI World Tour, później powrót do poziomu CT
- Roompot – Charles (Holandia) – druga dywizja w latach 2015-19, 10 wyścigów UCI World Tour w sezonie 2019, po nim upadek
Nie chcę wprost twierdzić, że funkcjonowanie na poziomie Pro Teamu poza Belgią, Francją, Hiszpanią czy Włochami nie może się opłacać, bo mamy przykłady takie jak Israel-Premier Tech, Uno-X Mobility, Tudor Pro Cycling Team czy Q36.5 Pro Cycling Team, ale postawię tezę, że by działać z licencją spoza tych kilku czołowych państw trzeba mieć jasny plan i ogromny budżet – myślę, że na poziomie nie niższym niż najsłabsze z World Teamów.
Druga dywizja w Polsce
W zdecydowanej większości sportów awans do wyższej ligi oznacza większy prestiż, nagrody i szeroko rozumiany splendor. Kolarstwo jest jednak od tego, przynajmniej w mojej opinii, pewnym wyjątkiem – dziś wejście do drugiej dywizji się po prostu nie opłaca. Wspominający CCC Sprandi Polkowice czy VERVA ActiveJet Pro Cycling Team jeżdżący w największych wyścigach świata i na tej podstawie sugerujący, że sprawdziłoby się to i dzisiaj zapominają o tym jaką transformację przeszło kolarstwo – tą w niekoniecznie dobrą stronę. Obecnie zanosi się, że do drugiej dywizji spadnie w przyszłym roku Astana Qazaqstan Team, czyli zespół, który z nowym, chińskim sponsorem może liczyć na czołowy budżet świata. Ekipa ta zapewne będzie przez 3 kolejne lata beneficjentem programu obligatoryjnych dzikich kart, a o podobną gratyfikację walczyć będzie też wzmocniony m.in. Julianem Alaphilippem Tudor oraz coraz mocniejsze Uno-X Mobility. Wśród takich potentatów „mały żuczek” z budżetem mniejszym o rząd wielkości nie ma obecnie żadnych szans na „dopchanie się” do dzikich kart na wyścigi UCI World Tour – jedynym zaproszeniem byłoby zapewne to na Tour de Pologne. Czasy gdy polski zespół drugiej dywizji brał udział w Giro d’Italia minęły i nie zanosi się by wróciły.
Zaraz, zaraz! Panie autorze, co Pan tak tylko o tym World Tourze piszesz! – tak zakrzyknąć można by po przeczytaniu tego tekstu. Na pewno istnieją przecież inne korzyści ze statusu Pro Team! Otóż… nie za bardzo. Owszem, łatwiej byłoby o udział w wyścigach UCI ProSeries, ale i tu trzeba by liczyć na dobrą wolę organizatorów, a czysto technicznie obecność w drugiej dywizji nie jest do tego wymagana – Mazowsze Serce Polski w ostatnich latach gościł na wyścigach 2.Pro w Chinach, Danii, Słowenii czy Turcji będąc ekipą kontynentalną, Voster ATS Team też w historii ma tego typu występy. W mojej opinii wzrost kosztów funkcjonowania w drugiej dywizji byłby dla polskich grup skrajnie niewspółmierny w stosunku do korzyści, jakie dawałoby wejście do niej. Napiszę tak – w tym wypadku lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu.










Może zamiast próbować ciągnąć nasze drużyny na PC zrobić w Polsce jakiś wyścig wyższej kategorii niż 2.2. było by gdzie więcej pkt. zdobywać.
Problemem jest ogolnie niski poziom kolarstwa w polsce. Dlatego nalezaloby wydluzyc sezon, od kwiernia do co najmniej konca wrzesnia, wiecej wyścigów ktorych organizatorzy dazyliby do podniesienia ich kategorii, wiecej druzyn ct, wiecej projektow mlodziezowych. Jesli chodzi o grupe pro w polsce to czemu nie jesli pieniadze na to dawalby jakis fascynat tak jak kiedys pan Miłek…