Mimo przebywania aktualnie na wakacjach na Seszelach Tadej Pogačar znalazł czas by odpowiedzieć dziennikarzom L’Equipe na pytanie o swoje przemyślenia na temat trasy Tour de France 2025. Słoweniec wydaje się patrzeć na przebieg przyszłorocznej edycji z optymizmem.
Tadej Pogačar był jednym z wielu nieobecnych na gali w Pałacu Kongresowym w Paryżu, podczas której zaprezentowano trasę 112. edycji Tour de France. Wszystko za sprawą tego, że Słoweniec wraz ze swoją narzeczoną Uršką Žigart przebywa właśnie na zasłużonych posezonowych wakacjach na Seszelach. 3-krotny zwycięzca Wielkiej Pętli znalazł jednak czas dla dziennikarzy by krótko opowiedzieć o swoich przemyśleniach dotyczących trasy przyszłorocznego Tour de France.
Zaczyna się od długiego pierwszego tygodnia na północy Francji. To będzie interesujące, ponieważ znajdziemy tam niepozorne, ale trudne etapy. Jest też jazda na czas na dystansie 33 kilometrów, która wygląda nieźle, ale szczególnie podoba mi się wspinaczka na czas na Peyragudes, ponieważ nigdy nie pokonywałem tej góry w ten sposób. Ciekaw jestem, co się tam wydarzy, ale jak dotąd dobrze jeździłem w Pirenejach. Etap Mont Ventoux jest w większości płaski, ale podjazd jest bardzo trudny. Uwielbiam Ventoux, jest inne niż wszystkie góry. Do tego dochodzi fakt, że jest on zaplanowany zaraz po 2. dniu odpoczynku. W Alpach zawsze jest ciężko. Etap prowadzący na Col de la Loze jest prawdopodobnie królewskim, ta suma przewyższeń robi wrażenie. To będzie naprawdę okrutny dzień
— przyznawał Tadej Pogačar.
Tour de France 2025:










18 etap to jest faktycznie rzeźnia! A w nagrodę wszyscy dostaną etap 19…