fot. UEC - Limburg 2024

Choć tegoroczne Mistrzostwa Europy w kolarstwie szosowym – Limburgia 2024 należały do Holendrów, którzy zdobyli aż 11 z 42 medali, to na zakończenie swoje piękne chwile przeżyli gospodarze, czyli Belgowie. Sprinterską potyczkę w elicie mężczyzn wygrał Tim Merlier, a wraz z nim świętowali koledzy z kadry czy po prostu prawie cała kolarska Belgia.

Niedzielny wyścig ze startu wspólnego o tytuł mistrza Europy zdecydowanie należał do tych ciekawych i długo zanosiło się, że sprinterzy mimo stosunkowo płaskiej trasy będą musieli obejść się smakiem. W pewnym momencie za pracę wzięli się jednak Włosi, którzy skontrolowali atakujących kolarzy i doprowadzili do finiszu z nieco ponad 50-osobowego peletonu. Kadra Italii poniosła tam sromotną klęskę – najlepszy Jonathan Milan był dopiero 13., ale świętować mogli za to gospodarze, albowiem triumfatorem został Tim Merlier.

Im dłużej trwał wyścig, tym bardziej wierzyłem w zwycięstwo. To nadal niewiarygodne. Przez pierwsze 2 godziny cierpiałem, miałem defekt, zresztą nie jedyny. Na finiszu mój łańcuch spadł gdzieś na 300 metrów przed metą. Wtedy pomyślałem, że to koniec. Na szczęście łańcuch zaskoczył z powrotem, znalazłem lukę między rywalami, udało mi się wyjść w odpowiednim momencie. To dla mnie wiele znaczy. To był mój największy cel w tym roku, ciężko na to pracowałem. Wierzyłam w powodzenie i teraz jestem tutaj…

— opowiedział wyraźnie wzruszony Tim Merlier.

Jest szansa, że koszulkę mistrza Europy zobaczymy na starcie wyjątkowo prędko. Jeśli szwalnia się wyrobi to istnieje potencjał na to, że 31-letni Belg reprezentujący na co dzień Soudal Quick-Step już we wtorek przypnie numer do koszulki. Stało by się to podczas jednego z lokalnych wyścigów w Belgii nie znajdującego się w kalendarzu UCI.

Patrick Lefevere wysłał mi wiadomość, żebym szykował się na Vichte Koerse. Powiedziałem mu, że nie ma szans, ponieważ moja koszulka nie będzie gotowa. On osobiście się tym zajął, więc jestem ciekawy jak będzie. Jeśli nie wtorek to potem jest Kampioenschap van Vlaanderen, Gooikse Pijl, Binche-Chimay-Binche… Zobaczymy. Najpierw napiję się piwa!

— dodał rozbawiony Belg.

Uważne oko pewnie zauważyło, że na zdjęciu opisującym artykuł jest nie Tim Merlier, a inny z reprezentantów gospodarzy mocno świętujący podczas przecinania linii mety triumf swojego rodaka. To Bert Van Lerberghe, klubowy kolega 31-latka z Soudal Quick-Step, a podczas niedzielnego wyścigu ostatni rozprowadzający Tima Merliera. Stało się tak dlatego, że Belgowie postawili 2 niezależne pociągi, a to właśnie ten złożony z podopiecznych Patricka Lefevere’a przyniósł gospodarzom upragniony tytuł.

Wszyscy jechaliśmy razem i chcieliśmy kontrolować wydarzenia. Jednocześnie wiedzieliśmy, że będzie to trudne, jeśli Mathieu zaatakuje, brakowało nam Wouta van Aerta. Finalnie jednak do ostatniej rundy byliśmy naprawdę jednym zespołem. Wspieraliśmy się, choć po podziałach byłem ja i Tim, a reszta zespołu miała wspierać Jaspera. Na szczęście w kluczowych momentach Edward Theuns pomógł nam także utrzymać naszą pozycję w peletonie. W efekcie w końcówce wiedzieliśmy, że musimy trochę zaryzykować, aby w ledwie dwóch nie zacząć za wcześnie. Tim wykończył moją pracę perfekcyjnie. Moim zdaniem jest obecnie najszybszy na świecie. W przyszłym roku może się to zmienić – Jasper Philipsen czy Jonathan Milan mogą mu zagrozić, ale teraz to on jest numerem 1

— opowiadał niezwykle szczęśliwy Bert Van Lerberghe.

Ze słów Belga wynika zatem, że większym wsparciem w ich kadrze cieszył się Jasper Philipsen. Drugi z gospodarzy w końcówce nie miał jednak idealnych nóg i przegrywając finisz z Timem Merlierem oraz Olavem Kooijem usiadł na siodełku jeszcze przed kreską, w wyniku czego koło wystawić zdołał mu Madis Mihkels. 26-letni gwiazdor musiał przełknąć gorycz porażki po zajęciu 4. miejsca i był jednym z nielicznych smutnych Belgów w Hasselt.

Przyjechałem, żeby wygrać, ale to nie wyszło. Zrobiłem wszystko, co mogłem. Nie miałem dzisiaj najlepszych nóg, tak to już jest. Poradziliśmy sobie całkiem nieźle, a moimi ostatnimi pomocnikami byli Jonas Rickaert i Jordi Meeus. Kiedy ruszyłem, Tim Merlier i Olav Kooij wyprzedzili mnie, wiedziałem, że nie jadę po zwycięstwo. Dobrze, że mamy dziś zasłużonego zwycięzcę. Cieszę się, że wygraliśmy jako zespół. Tim był wyraźnie najszybszy

— przyznawał w strefie wywiadów Jasper Philipsen.

Belgowie kończą domowe Mistrzostwa Europy z 5 medalami – złotymi krążkami Tima Merliera, Lotte Kopecky (jazda indywidualna na czas elity kobiet) oraz Aleca Segaerta (jazda indywidualna na czas orlików). Ponadto srebro w wyścigu ze startu wspólnego juniorów wywalczył Jasper Schoofs, a brąz zgarnęła sztafeta mieszana elity.


Wszystko o Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym 2024:

Poprzedni artykułKeizer der Juniores 2024: Ksawery Adaszak 4. w klasyfikacji generalnej
Następny artykułTadej Pogačar: „Naprawdę nie mogę się doczekać Mistrzostw Świata”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze