fot. Team Visma | Lease a Bike

Tim Merlier nowym mistrzem Europy w wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn! Reprezentant Belgii po bardzo szybkiej i pełnej ataków rywalizacji wygrał sprint ze zredukowanego peletonu na ulicach Hasselt, a na podium wraz z nim stanęli także Holender Olav Kooij oraz Estończyk Madis Mihkels.

Na kolarzy elity mężczyzn czekało dziś 220 kilometrów, na które składał się 27-kilometrowy dojazd z Heusden-Zolder do Hasselt, następnie 3,5 rundy po 14 kilometrów każda, z których m.in. poprzez brukowany sektor Printhagendreef dojeżdżano do 3 kluczowych pętli z brukami w postaci Manshoven i Op de Krizel oraz podjazdami pokroju Kolmontbergu (700 m; 4,4%) czy Zammelenbergu (800 m; 3,8%). Po powrocie przez Printhagendreef zawodnicy ponownie wjeżdżali na rundy w Hasselt, a którą przejeżdżano od połowy oraz raz z całości. Sam finisz ulokowany był na końcu długiej prostej zakończonej łagodnym łukiem w lewo.

W 131-osobowej stawce znalazło się 7 reprezentantów Polski – byli to Stanisław Aniołkowski, Norbert Banaszek, Marceli Bogusławski, Kamil Gradek, Filip Maciejuk, Michał Paluta i Szymon Sajnok.

Od samego początku rywalizacji oglądaliśmy ataki kolarzy głównie z mniejszych reprezentacji, czujnie jechali także Polacy – na co większe ruchy reagowali Norbert Banaszek i Michał Paluta. Ostatecznie jednak odjechała piątka zawodników bez żadnego z biało-czerwonych, a na czele znaleźli się Mathis Le Berre (Francja), Jonas Rutsch (Niemcy), Nils Brun (Szwajcaria), Ivo Oliveira (Portugalia) oraz Felix Ritzinger (Austria). Za pracę w peletonie szybko wzięli się Włosi, Holendrzy czy… Francuzi, którzy zdawali się nie przejmować tym, że mają swojego kolarza w odjeździe.

Czwórka zyskała maksymalnie niespełna 2 minuty przewagi, a z czasem różnica ta zaczęła spadać. To dość wcześnie sprowokowało skoki z peletonu – mniej więcej na półmetku do przodu ruszyli Mads Pedersen (Dania), Matteo Trentin (Włochy), Michał Paluta (Polska), Erik Fetter (Węgry) czy Hugo Page (Francja). Nie sprawiło to jednak, że zawiązała się większa ucieczka, a wręcz odwrotnie – na 98 kilometrów przed metą odjazd dnia przeszedł do historii.

Podczas 2. przejazdu przez Manshoven (1300 metrów bruku) mocno przyspieszyli reprezentanci Niemiec. To sprawiło, że w pewnym momencie kilka metrów przewagi zyskał Max Walscheid, a do jego koła zaczęli przeskakiwać kolejni zawodnicy, w tym osobiście Mathieu van der Poel. Czujnie jechał także Stanisław Aniołkowski, który w pewnym momencie przeskoczył do zawiązującego się odjazdu. Ten był jednak z czasem za duży i kolarze na czele odpuścili sobie dalsze uciekanie. Z tyłu peletonu tymczasem zaciekle walczył Tim Merlier, który próbował wrócić po defekcie.

Na niekorzyść Belga z pewnością zadziałało to, że na Op de Kriezel (1,5 km bruku) na kolejny atak zdecydował się Mathieu van der Poel (Holandia). Na kole mistrza świata znaleźli się Mikkel Bjerg (Dania) i Matteo Trentin (Włochy) i tak uformowana trójka szybko zyskała kilkanaście sekund przewagi nad peletonem.

Na płaskim, asfaltowym odcinku zaczęły się kontry i na 80 kilometrów przed metą do trójki dojechało około 20 kolarzy. Byli tam przedstawiciele praktycznie wszystkich najmocniejszych nacji w wyścigu, a spośród nieobecnych można by wymienić przede wszystkim Hiszpanów, Szwajcarów, Czechów i niestety także Polaków. Spełniło się jednak marzenie nieobecnych w czołówce – w tej zabrakło współpracy i na 72 kilometry przed metą różnica zaczęła dynamicznie spadać.

Nową akcję z tej 20-osobowej uceiczki na Zammelenbergu (800 m; 3,8%) zawiązali Mads Pedersen (Dania), Matteo Trentin (Włochy) i Mike Teunissen (Holandia). Trójka zyskała kilka sekund, a po chwili skokiem skasował ją Mathieu van der Poel. Gdyby trzeba było opisać tę część rywalizacji jednym słowem to byłoby to słowo „chaos”. Ciężko było się bowiem momentami zorientować ilu kolarzy pozostaje przed peletonem, który cały czas tracił niewiele, ale nie potrafił dopaść harcowników. Ostatecznie wszystko połączyło się na 62 kilometry przed metą.

Na ostatnim przejeździe przez sektory bruku na południowej pętli bardzo czujnie ponownie jechał Stanisław Aniołkowski, który trzymał koło Mathieu van der Poela. Niedługo po nierównościach zawiązała się 6-osobowa akcja, w której ponownie był mistrz świata, a wraz z nim Danny van Poppel (Holandia), Christophe Laporte (Francja), Mads Pedersen (Dania), Arthur Kluckers (Luksemburg) i Jonas Rutsch (Niemcy). Szóstka zyskała maksymalnie pół minuty przewagi, ale na 26 kilometrów przed metą ich przygoda na czele zakończyła się.

Główną część pracy w tej części wyścigu wykonywali Włosi, którzy aż w 7 znaleźli się na czele peletonu. Kadra Italii przygotowywała grunt pod sprint Jonathana Milana i potencjalny 5. triumf swojej reprezentacji na mistrzostwach Europy w ich 9. edycji. Warto bowiem wspomnieć, że w latach 2018-21 Włosi nie schodzili z najwyższego stopnia podium i tym razem chcieli tam powrócić.

Na ulicach Hasselt z 53-osobowego peletonu atakować chcieli już tylko Duńczycy – na przemian czynili to Søren Kragh Andersen i Kasper Asgreen, ale bez skutku. Włosi cały czas mieli wszystko pod kontrolą i na ostatnie 3000 metrów wpadli na czele głównej grupy w aż 6-osobowym składzie z Jonathanem Milanem na końcu swojego pociągu. Niżej w peletonie Filip Maciejuk pomagał przechodzić Stanisławowi Aniołkowskiemu na dobrą pozycję.

W nieco chaotycznej końcówce najlepiej odnalazł się Tim Merlier i to właśnie reprezentant gospodarzy został nowym mistrzem Europy. Podium uzupełnili Olav Kooij oraz, co jest niemałą niespodzianką, Madis Mihkels z Estonii. Stanisław Aniołkowski zajął 8. miejsce.

Wyniki wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn w ramach Mistrzostw Europy – Limburgia 2024:

Wyniki dostarcza FirstCycling.com


Wszystko o Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym 2024:

Poprzedni artykułGrand Prix d’Isbergues 2024: Arvid de Kleijn najszybszy w sprincie
Następny artykułTrofeo Matteotti 2024: Orluis Aular wygrywa we Włoszech
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Andrzej
Andrzej

Bardzo dobry wynik, gdyby wykorzystał pracę Maciejuka, a nie sam się przepychał to mogło by być nawet top 5, bo Filip chciał go na świetną pozycje wyprowadzić.

Grzesiek
Grzesiek

Dwóch na podium trafiłem.
Czekam na MŚ bo tu z góry było wiadomo że skończy się sprintem.

reko
reko

…może i chciał, ale jego zmiany nie kumam. Wpierw wiózł się na tyle peletonu, żeby na parę km przed metą rozprowadzać peleton zamiast chronić Staszka. być może tak wyszło z wyścigu. Jedno jest pewne…rozprowadzać sprinterów nie umiemy bo zbytnio ich nigdy nie mieliśmy. Niemniej jednak szacun za wynik dla Staszka i szacun dla Filipa bo do końca utrzymał się w czubie…

MaciekSatan
MaciekSatan

Był moment że miał Staszka na kole, jakieś 800m do mety, ale wówczas Staszek musiał gwałtowniej zahamować, bo ktoś mu „rybkę” strzelił i chłopaki niestety się wówczas rozjechali.
Brawo za walkę. Miejsce w dychu nie podarowane a wywalczone.
Na ten moment w takim miejscu jest polskie kolarstwo w kwestii sprintu/klasyku. Przy dobrych wiatrach Staszek walczy o miejsca około 3-10.
Teraz Mistrzostwa Świata…

Paweł
Paweł

Dobry wynik Staszka. Brawo