fot. La Vuelta / Sprint Cycling Agency

Czternasty, górzysty etap Vuelta a España dość nieoczekiwanie zakończył się nie dojazdem ucieczki, a nietypowym finiszem sprinterów. Triumfował w nim Kaden Groves (Alpecin-Deceuninck), pokonując Wouta van Aerta (Team Visma | Lease a Bike). Ben O’Connor (Decathlon AG2R La Mondiale) utrzymał prowadzenie w klasyfikacji generalnej.

Sobotni etap Vuelta a España prowadził po górzystej, 200-kilometrowej trasie z Villafranca del Bierzo do miejscowości Villablino. W samym środku dystansu ulokowano pierwszą z dwóch górskich premii — Puerto de Cerredo. Po przejechaniu przez to wzniesienie, kolarze zjechali do doliny, w której walczyli o sekundy i punkty na lotnej premii w Cangas del Narcea. Następnie peleton i uciekinierzy musieli stawić czoła 23-kilometrowej wspinaczki pod Puerto de Leitariegos o średnim nachyleniu wynoszącym 4,5%. Szczyt podjazdu znajdował się 17 kilometrów przed metą.

Mimo 3000 metrów przewyższenia, sprinterzy widzieli dziś swoją szansę w Villablino.

Patrząc na profil dzisiejszego etapu, można było spodziewać się sukcesu ucieczki, dlatego liczne ataki od startu nie mogły nikogo dziwić. Oderwać próbowali się między innymi Thomas De Gendt (Lotto Dstny) czy Riley Sheehan (Israel — Premier Tech), jednak obaj zostali doścignięci.

Peleton w jednym kawałku przejechał przez dobrze znaną polskim kibicom Ponferradę i pokonywał kolejne kilometry. Kolejne próby ataków były neutralizowane i po 40 kilometrach główna grupa wciąż jechała razem. Po chwili na atak zdecydowali się Jhonatan Narvaez (INEOS Grenadiers), Xandro Meurisse (Alpecin-Deceuninck) i Marco Frigo (Israel — Premier Tech). Do czołówki doskoczyli jeszcze Isaac del Toro (UAE Team Emirates), Victor Campenaerts (Lotto Dstny) i Harold Tejada (Astaną Qazaqstan Team), którzy utworzyli ucieczkę dnia.

Peleton, a konkretnie Team Visma | Lease a Bike, nie zamierzał jednak pozwolić uciekinierom na walkę o zwycięstwo etapowe. Kolarze w żółtych koszulkach spędzili cały dzień na prowadzeniu i kontrolowali czołową grupę. Na kategoryzowanym podjeździe pod Puerto de Cerredo punkty do klasyfikacji górskiej zdobył Xandro Meurisse, który przeciął jako pierwszy linię lotnej premii.

Grupa wjechała razem na kluczowy podjazd dzisiejszego etapu — Puerto de Leitariegos — gdzie dość szybko od rywali z odjazdu oderwali się Jhonatan Narvaez, Marco Frigo i Harold Tejada. Trójka z przewagą nieznacznie przekraczającą minutę starała się utrzymać przed peletonem, na czele którego stale pracowali zawodnicy Team Visma | Lease a Bike, liczący na zgubienie najszybszych zawodników w stawce.

Jeśli mowa o szybkości, to należy wspomnieć również o średniej prędkości dzisiejszego odcinka. W tamtym momencie wynosiła ona niespełna 48 km/h!

Jako pierwszy z prowadzącej trójki odpuścił Harold Tejada, a 7 kilometrów przed szczytem zaatakował Jhonatan Narvaez. Mistrz Ekwadoru został jednak doścignięty przez kilkudziesięcioosobowy peleton, w którym jechali między innymi Wout van Aert, Kaden Groves, Pavel Bittner czy Corbin Strong. Lider klasyfikacji punktowej i górskiej jako pierwszy wjechał na Puerto de Leitariegos, dzięki czemu umocnił się na prowadzeniu.

Wydawało się, że do ostatniego kilometra i walki najszybszych zawodników nie wydarzy się już nic, jednak wtem po lewej stronie drogi zatrzymali się Primož Roglič i Daniel Felipe Martinez z Red Bull — BORA — hansgrohe. Drugi kolarz klasyfikacji generalnej zaliczył defekt i po szybkiej wymianie roweru ruszył w pogoń za peletonem. Po kilku kilometrach zjazdu Słoweniec zdołał wrócić do głównej grupy i skończyło się na strachu.

W końcówce inicjatywę przejęli zawodnicy Alpecin-Deceuninck, których na 1,5 kilometra przed metą na czele zmienił Team dsm-firmenich PostNL. Ostatni zakręt najlepiej przejechali jednak zawodnicy belgijskiej ekipy, rozprowadzający Kadena Grovesa. Na kole Australijczyka jechali Wout van Aert i Pavel Bittner.

Sprint o zwycięstwo stoczyli Groves i Van Aert. Lepszy okazał się zawodnik Alpecin-Deceuninck, notując drugie zwycięstwo w tegorocznej Vuelcie. Jest to także drugi sobotni triumf ekipy braci Roodhooft − 2 godziny wcześniej w Renewi Tour najszybszy był Jasper Philipsen. Trzecie miejsce zajął dziś Corbin Strong.

W czołówce klasyfikacji generalnej nie doszło do większych zmian. Liderem wyścigu pozostał Ben O’Connor z ekipy Decathlon AG2R La Mondiale.

Wyniki 14. etapu Vuelta a España 2024:

Results powered by FirstCycling.com

 

Poprzedni artykułRenewi Tour 2024: Jasper Philipsen w końcu wygrywa
Następny artykułObawa o wyjazd reprezentacji Polski na imprezy mistrzowskie. W poniedziałek spotkanie z trenerami
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Salazar
Salazar

Nie, dzisiaj to ja już nie mogę.

Jedzie sobie 80 kg cegłówka i wygrywa górskie premie, jest najlepszym góralem. 
Nie ma nikogo, kto by cegłówce zagroził. Jadą Roglicze, Carapazy, Massy, jest 15 km podjazdu, nikt nie śmie wyjść z koła cegłówce na górskiej premii, 
nikt nie zaatakuje u podnóża, choć gdyby atakujący zyskał na szczycie – pewnie by wygrał etap, ale po co? Wiadomo, że jak supergóral dojedzie do szczytu to i wygra pewnie etap.
Ale po co ktoś inny miałby spróbować, jedzie z 60 chłopa w tym peletoniku, ale trzeba świętą krowę wypuścić, niech wygrywa.
Soler drugi niby góral, cegłówka go pod górę urywa, mocniejszych górali nie ma.

Ten wyścig to jakaś żenada.
Jak ktoś szuka koksu to może niech zastanowi się jak 80 kg cegłówka jest królem gór.

Chociaż w końcu jak nie górale bez jaj to się chociaż sprinter znalazł… 

Alek
Alek

Tylko końcówkę oglądałem, w ostatnich dniach realizacja dramat, ale co dzisiaj wymyślił operator kamery jak Roglic zmieniał rower 😀
A do Salazara – to był długi podjazd, ale jednak 4%. Chociaż sami sprinterzy chyba nie myśleli, że będą się dzisiaj pojedynkować 😀

Ricky
Ricky

Salazar – dużo napisałeś ale w zasadzie nie wiem o co Ci chodzi. Że zawodnicy walczący w klasyfikacji generalnej mają w poważaniu klasyfikacje górską a często nawet wygrane na etapach? No mają – tylko czym Vuelta różni się tu od innych wyścigów?

Majkel Wantyrnałt.
Majkel Wantyrnałt.

Tak naprawdę to liczy się tylko generalka, ewentualnie zielona koszulka dla cegłówek, więc nie wiem co cię tak boli koszulka najlepszego górala, o którą zazwyczaj walczy trzeci garnitur górali. No chyba, że przy okazji zgarnie ją lider wygrywając trudne etapy. No ale ci najlepsi mają na nią wywalonego ogóra. Typ, który może być w dziesiątce, nie będzie tego poświęcał żeby złapać ten nisko wiszący owoc.

Salazar
Salazar

Futbolista ogłasza, że wejdzie do klubu bokserskiego i tam pobije wszystkich bokserów. Po czym to robi z sukcesem. Jakby nie tłumaczyć: ów klub jest do niczego, a bokserzy to cienkie bolki – większość obserwatorów tak właśnie oceni bokserów jako żenadę. Bo gdyby chociaż znalazł się ktoś lepszy i jednym prostym usadził śmiałka to ten ostudziłby swe zapędy. A tak widząc strach u bokserów wchodzi tam z radością co jakiś czas i spuszcza łomot bokserom, którzy swą bezsilnością wyrabiają sobie opinie miernot.

Tak właśnie widzę działania Vouta van Aerta – ciężkiego sprintera i strach przed nim większości „górali”.

Wyobraźmy sobie supergórala Vingegaarda, który zapowiada, że na płaskim etapie wygra sprint z rasowymi sprinterami i rzeczywiście ustawia się w końcówce do sprintu. Czy sprinterzy odpuszczą mu, wszak i tak generalki nie wygrają? Otóż nie, sprinterzy i tak pójdą w trupa na swoim terenie, choć tylko jeden wygra. Ale spróbują zawsze i taki Vingegaard nawet nie pomyśli o sprincie, bo w tym są dużo lepsi od niego.
Każdy próbuje w tym w czym jest najmocniejszy.

Górale zatem najmocniejsi są pod górę, tam jest ich królestwo i jeśli mają wygrywać to właśnie tam. Nawet drugi czy trzeci garnitur „górali” jeśli ma szukać sukcesów to właśnie pod górę.
Co się stało wczoraj?: podjechał ciężki anty-góral do górali i powiedział, że będzie z nimi „sprintował” pod górę 15 km, wygra z nimi, a później zjedzie w dół i jeszcze ogoli etap. To wiedzieli wszyscy bo Visma pracowała.
I co zrobili sprinterscy górale (mówię o drugim garniturze)? Zamarli w przerażeniu i nawet żadnej próby nie podjęli aby zmierzyć się pod górę z ciężkim anty-góralem.

Bo jeśli drugi garnitur górali miałby gdzieś wygrać to właśnie wczoraj. Tu nawet laik wie, że nie wystarczy szarpnąć 400 m przed szczytem, bo VvA to wytrzyma, ale trzeba systematycznie i długo ciągnąć mocno pod górę, bo dopiero wtedy sprinterom odcina prąd. Nikt tego nawet nie spróbował, wiec nie żal mi takich „górali”.

Niech więc VvA skacze dalej, choćby dziś, to jak odjedzie z miernotami na 17 minut, to później w finale, nawet jak straci 10 min to i tak objedzie miernoty i umocni się jako król gór.