W chaosie igrzysk olimpijskich można się trochę zagubić, tak jak pośród innych rzeczy zagubił się tekst o głównych bohaterkach wyścigu indywidualnej jazdy na czas. W sobotę najlepsza okazała się Grace Brown, która ukoronowała tym samym swoją karierę. Srebro zdobyła Anna Henderson, a brąz trafił do poobijanej Chloe Dygert.
Anglosaski klimat zapanował w Paryżu po olimpijskiej czasówce. Trudne warunki atmosferyczne spowodowały, że wiele zawodniczek kończyły wyścig poobijane. Były jednak kolarki, które dobrze odnalazły się na śliskiej trasie. Zdecydowanie najlepiej poradziła sobie „wiecznie druga” Grace Brown, która tym razem − na koniec swojej zawodowej kariery − stanęła na najwyższym stopniu podium.
Nie było to jednak niespodzianką − Australijka wraz z Chloe Dygert i Ellen van Dijk była jedną z głównych faworytek do sięgnięcia po zwycięstwo.
− Byłam druga wiele razy, dlatego bardzo się cieszę, że tym razem wygrałam. To dobra impreza do zdobycia złotego medalu
− mówiła Grace Brown, dla której były to ostatnie igrzyska i zarazem ostatni sezon w karierze.
− Nie wydaje mi się, że presja była większa z powodu mojej decyzji. Bez względu na wszystko, to byłyby raczej moje ostatnie igrzyska. Gdy ma się 32 lata, 4 lata to naprawdę odległa przyszłość. Nie mogę doczekać się spędzenia więcej czasu w domu w Australii. Cieszę się, że mogę w taki sposób zwieńczyć swoją karierę
− powiedziała Australijka.
Na malowniczej trasie w centrum Paryża, Brown pokonała Brytyjkę Annę Henderson i Amerykankę Chloe Dygert. Pierwsza z nich była wniebowzięta swoim sukcesem i po odebraniu krążka wyglądała na najszczęśliwszą z całej trójki. Radość Chloe Dygert również była widoczna, lecz na jej twarzy malował się również grymas bólu.
Po swojej próbie, podczas której ucierpiała w kraksie, Amerykanka potrzebowała pomocy, by zejść z roweru. Pomimo wielkich sukcesów i licznych tytułów mistrzyni świata na torze i na szosie, Chloe Dygert śmiało można nazwać pechową kolarką. Od lat regularnie zmaga się ona z kontuzjami oraz chorobami. W tym roku z powodu problemów zdrowotnych przejechała zaledwie trzy wyścigi.
Dla utytułowanej Amerykanki jest to pierwszy medal igrzysk olimpijskich na szosie. Wcześniej dwukrotnie stawała na podium w drużynowym wyścigu na dochodzenie kobiet na 4 kilometry. W Tokio − przystępując do czasówki z dwoma dniami wyścigowymi w sezonie − uplasowała się na 7. miejscu.
− Wszystko to było mentalnym wyzwaniem, ale Bóg pomaga mi przezwyciężać te trudności. Nawet dziś po kraksie byłam w stanie wrócić na rower i wciąż walczyć o miejsce na podium. Oczywiście zawsze ciężko jest poradzić sobie z kontuzją czy innym problemem, ale to część tego sportu
− mówiła Chloe Dygert, która przyznała, że warunki na trasie… bardzo jej się podobały.
− Bardzo podobały mi się te warunki, takie są moje ulubione, po prostu mi dziś nie wyszło. Gdybyśmy były w Wielkiej Brytanii, byłoby perfekcyjnie. Drogi i zakręty bardziej sprzyjają jeździe w deszczu. Gdy jesteśmy we Włoszech, Hiszpanii czy Francji, czuję, że drogi są bardziej śliskie. To również jest istotnym czynnikiem i dziś mocno wpłynęło to na rywalizację, ale osobiście bardzo lubię taką pogodę. Nie mogę narzekać
− dodała.
Pierwsze komplety medali olimpijskich na szosie zostały rozdane. Teraz czas na wyścigi ze startu wspólnego, które odbędą się w nadchodzący weekend.
Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk








