Ze względu na Igrzyska Olimpijskie w Paryżu, tegoroczna Wielka Pętla nie zakończy się w miejscu, które jest jej symbolicznym domem, natomiast tak właśnie poczuje się wielu rezydujących w Monako i Nicei uczestników imprezy. Sobotni odcinek wyścigu rozegrany zostanie na znajomych szosach, treningowych podjazdach i wśród oklasków najbliższych, ale atmosfera weekendowego coffee ride’u na pewno nie przesłoni stawki. Do wzięcia jest ostatni górski etap tej edycji Tour de France, a Tadej Pogačar dał ucieczce zielone światło.
Może jeszcze zmienić zdanie, jeśli uzna, że trochę za słabo się ścigają.
Dzisiejszy etap imprezy składa się wyłącznie z elementów znanych i oswojonych, przez co od momentu prezentacji wzbudzał fałszywe poczucie komfortu. Ten stan jeszcze bardziej pogłębiają wydarzenia z finału piątkowego odcinka, kładące kres realistycznym planom o zmianie układu sił na samym szczycie klasyfikacji generalnej.
Przed kolarzami jednak trasa, która na dystansie 133 kilometrów wyłącznie wznosi się lub opada, cztery górskie premie składające się na ponad 4600 metrów przewyższenia i 30-stopniowy upał, przed którym trudno będzie się osłonić. Krótki, ale bardzo intensywny dzień w pracy.
Sobotnia rywalizacja rozpocznie się standardowo – przynajmniej dla wszystkich trenujących w okolicy Lazurowego Wybrzeża – od wspinaczki na najbliższy Nicei i Monako pełnometrażowy podjazd, Col de Braus (10,0 km, śr. 6,6%). Pod kątem długości i nachylenia, to idealne rozgrzewkowe wzniesienie, a posiadacze najbardziej zmęczonych nóg w peletonie Wielkiej Pętli będą mieć nadzieję, że charakterystyczne serpentyny pozwolą szybko oderwać się ucieczce. Widzowie przed telewizorami na pewno docenią natomiast pocztówkowe piękno zachodniej strony przełęczy.
O ile pokonywane w ramach 20. etapu podjazdy charakteryzuje średni stopień trudności, zjazdy należą do bardziej technicznych, począwszy od odcinka pomiędzy szczytem Col de Braus a Sospel. Jak już dwukrotnie podkreślałam, są to drogi doskonale znane większości zawodowych kolarzy, ale to czasami skłania do podejmowania nadmiernego ryzyka.
Kolejnym wzniesieniem dnia będzie długi i regularny Col de Turini (20,7 km, śr. 5,7%), znany z Rajdu Monte Carlo. Uwagę zwraca druga część wspinaczki, na której nachylenie konsekwentnie przekracza 8%, oraz bardzo kręty zjazd.
Col de la Colmiane (7,5 km, śr. 7,1%) szanse na zaatakowanie rywali daje głównie na pierwszych 4 kilometrach, podczas gdy do finałowego Col de la Couillole (15,7 km, śr. 7,1%) nie ma jednego klucza. Można spróbować szczęścia na przypadającej na okolice półmetka najbardziej stromej sekcji (max. 11,8%), lub zaczekać na finałowe 2 kilometry wspinaczki, na których droga jest węższa, a średnie nachylenie oscyluje wokół 8%.
Oto, co na temat 20. etapu 111. edycji Tour de France napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:
Etap 20, 20 lipca: Nicea > Col de la Couillole (132,8 km | 4764 m)
Listę etapów ze startu wspólnego tegorocznego Touru otworzył odcinek wydarty z książki wyścigu Tirreno-Adriatico, a zamknie ją przeprawa inspirowana Paryż-Nicea – choć raz kolarze będą w stanie zasmakować obu w tym samym sezonie!
Na dystansie 132,8 kilometra peleton pokona cztery górskie premie, które złożą się na 4764 metry przewyższenia. Będą to kolejno malowniczy Col de Braus (10,0 km, śr. 6,6%), znany z Rajdu Monte Carlo Col de Turini (20,7 km, śr. 5,7%), Col de la Colmiane (7,5 km, śr. 7,1%) i Col de la Couillole (15,7 km, śr. 7,1%).





Pogoda
30 stopni Celsjusza podczas wyjazdu z Nicei, nieco chłodniej w porze wspinaczki na Colmiane i Couillole (ok. 25 stopni). Możliwe przelotne opady deszczu i burze po godz. 16.00. Wiatr z kierunku S do 10 km/h, będzie słabł z upływem kolejnych godzin.
Faworyci
Przed nami sprawdzian z prawdomówności Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates) i tego, czy obchodzi go posiadanie w zawodowym peletonie jakichkolwiek kolegów. Lider 111. edycji Tour de France wyraźnie dał do zrozumienia, że pozwoli dziś walczyć o zwycięstwo etapowe ucieczce, choć bez przyrzeczeń na temat tego, że nie będzie ona zawierała innych kolarzy ekipy ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Może warto właśnie od nich zacząć? Nikt z UAE Team Emirates nie zasłużył na tego rodzaju prezent tak bardzo, jak Nils Politt, ale nawet w aktualnej dyspozycji rosły Niemiec na Col de la Couillole nie wygra. Nie ma szans. W rywalizacji na tego typu trasie świetnie czują się Adam Yates i Marc Soler, ale mam przeczucie, że to w João Almeidzie po trzech tygodniach rywalizacji pozostało najwięcej żaru i motywacji do zasmakowania odrobiny indywidualnego sukcesu. Może nawet pomacha do Juana Ayuso ze szczytu?
Spośród braci Yates, aktualnie wyżej oceniam formę ścigającego się w barwach Jayco AlUla Simona, który w przeszłości wielokrotnie błyszczał na tych szosach. Do boju z całą pewnością ruszą również Ben Healy i Richard Carapaz (EF Education-EasyPost), choć obaj wydają się już podmęczeni własnymi harcami, a Ekwadorczyk na pewno skoncentruje się na scementowaniu zwycięstwa w klasyfikacji górskiej Touru. Jako alternatywę w szeregach amerykańskiej drużyny można wskazać mądrze ścigającego się Neilsona Powlessa, który wspinał się coraz lepiej wraz z kolejnymi rozegranymi etapami.
Choć głównego celu na tegoroczną Wielką Pętlę, obrony tytułu, drużynie Visma | Lease a Bike nie udało się zrealizować, Matteo Jorgenson bez dwóch zdań zrobił swoje i spragniony jest nagrody. To bardzo zdeterminowany i twardo stąpający po ziemi kolarz, który jest w stanie dać z siebie bardzo wiele, ale pod warunkiem, że zespół tyle samo zaoferuje mu w zamian. Trochę zatem szkoda, że zużył wczoraj mnóstwo energii w wysokich górach, ponieważ dzisiejszy etap idealnie odpowiada preferowanemu przez Jorgensona stylowi ścigania się, czego najoczywistszym dowodem jest tegoroczne zwycięstwo w Paryż-Nicea. To, jak dobrze uda mu się zregenerować, tak czy inaczej będzie istotną obserwacją na przyszłość, ponieważ nie wydaje się prawdopodobne, aby 25-letni Amerykanin długo zadowalał się rolą pomocnika na wielkie toury.
Z pozostałej czołówki klasyfikacji generalnej, najbardziej chętni do ruszenia w górę szosy mogą być w tę sobotę Derek Gee (Israel-Premier Tech) i Santiago Buitrago (Bahrain-Victorious), o ile ten drugi nie jest chory. Świetnie wygląda również Mikel Landa (Soudal Quick-Step), ale mam podejrzenie, że będzie on potrzebny Remco Evenepoelowi.
Na zwieńczenie aktywnego udziału w tegorocznym Tour de France etapowym zwycięstwem cały czas liczy Groupama-FDJ, mając do wyboru Davida Gaudu, Lenny’ego Martineza, Valentina Madouasa i Romaina Gregoire’a. Na kolejny mocny występ w ucieczce dnia powinno być również stać Jaia Hindleya (Red Bull-BORA-hansgrohe), Romaina Bardeta, Oscara Onleya (dsm-firmenich PostNL), Michała Kwiatkowskiego, Laurensa De Plusa (INEOS Grenadiers), Tobiasa Johannessena (Uno-X Mobility), Louisa Meintjesa (Intermarche-Wanty), Enrica Masa, Oiera Lazkano (Movistar), Juliena Bernarda, Carlosa Veronę (Lidl-Trek) czy Jordana Jegata (TotalEnergies).
Jeśli ma powstać jakiekolwiek zamieszanie w walce o kolejność na podium klasyfikacji generalnej wyścigu, jako najbardziej prawdopodobnego prowodyra widzę tym razem Remco Evenepoela (Soudal Quick-Step). 24-letni Belg wie, że musi spróbować zredukować przewagę Jonasa Vingegaarda (Visma | Lease a Bike) przed decydującą jazdą indywidualną na czas, a charakter sobotniej trasy powinien mu odpowiadać. Jeśli wyśle w górę szosy Mikela Landę, spróbuje później do niego dołączyć.
Wszystko o 111. Tour de France:
- Trasa wyścigu
- Lista startowa
- Plan transmisji telewizyjnych
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Podsumowanie 2. tygodnia
- Najnowsze artykuły








