fot. Team Visma | Lease a Bike

Po wygranej w Le Lioran Jonas Vingegaard stał się w oczach wielu osób głównym faworytem do wygranej w tegorocznym Tour de France. Spodziewano się, że Duńczyk pójdzie za ciosem i zacznie odrabiać straty w Pirenejach, a jednak sobotni etap przyniósł nam coś innego – lider Team Visma | Lease a Bike stracił do Tadeja Pogačara kolejne 39 sekund. Mimo to Jonas nie traci optymizmu – przegrana bitwa nie oznacza porażki w całej wojnie.

Jonas Vingegaard nigdy nie należał do najbardziej wylewnych kolarzy w zawodowym peletonie. Jego wypowiedzi zawsze były krótkie, stonowane i raczej pozbawione kontrowersyjnych tez. Mimo to Duńczyk podczas tegorocznego Tour de France stał się nieco bardziej medialny i już w pierwszym dniu przerwy potrafił zaczepiać swoich konkurentów, a i po wczorajszej porażce z Tadejem Pogačarem nie zabrakło ciekawych słów. Lider Team Visma | Lease a Bike pomimo strat uważa bowiem, że sobotni etap jest dobrym prognostykiem na niedzielę.

Tadej potrafi bardzo mocno zaatakować. Ja tak nie mam, ale spisałem się bardzo dobrze, więc nie mogę być z tego powodu rozczarowany. Oczywiście szkoda, że ​​tracę te czterdzieści sekund. Ostatnie trzy kilometry podjazdu były nieco bardziej płaskie i nawet trochę prowadziły w dół, więc mu to odpowiadało. Ja nadrabiałem czas na stromych partiach. Pod tym względem daje mi to pewność siebie na jutro. Ten finał jest zupełnie inny i powinien mnie premiować

— pewnie opowiadał obrońca tytułu.

Po sobotnich zmaganiach wiele mówiło się na temat roli drużyny – w poprzednich latach to Duńczyk był otoczony kolegami gdy Tadej Pogačar potrafił być odseparowany, a w tej edycji Słoweniec i jego UAE Team Emirates póki co wyglądają zdecydowanie lepiej niż Team Visma | Lease a Bike. Czy to kwestia braku Seppa Kussa?

Może i Tadej miał dzisiaj bardzo mocny zespół, ale ja też taki mam. Zawsze ktoś był przy mnie. Matteo szybko znalazł się na prowadzeniu po ataku Adama Yatesa, a mógł jechać jeszcze szybciej. Myślę więc, że mogę być zadowolony z występu zespołu. Czy potrzebuję kogoś takiego jak Sepp Kuss? Oczywiście, że za nim tęsknimy, ale reszta zespołu również radzi sobie bardzo dobrze

— już bardziej przewidywalnie odpowiadał Jonas Vingegaard.

Na koniec zwykle bardzo oszczędny w słowach 27-latek pozwolił sobie na niejako przemówienie motywacyjne, podczas którego w jego oczach i ogólnej postawie ciała było widać ogromną pewność siebie, która wręcz emanowała od Duńczyka.

Czy nadal mogę wygrać Tour? Oczywiście! Podkreślam – nadrabiałem na bardziej stromych odcinkach, a to dobry znak!

— zakończył Jonas Vingegaard.

Minuta i 57 sekund straty Duńczyka to wciąż stosunkowo niewiele gdy spojrzy się w końcowe tabele z poprzednich lat. W 2023 roku Jonas Vingegaard wygrał o aż 7:29 nad swoim głównym konkurentem, sezon wcześniej różnica ta wyniosła 2:43. Przed nami jeszcze wiele górskich etapów, a zatem regularne odniesienia w mediach społecznościowych czy wypowiedziach o przegranej bitwie, ale nie wojnie, wydają się być bardzo celnym określeniem.


Wszystko o 111. Tour de France:

Poprzedni artykułTour of Qinghai Lake 2024: Marcin Budziński drugi na ostatnim etapie
Następny artykułRemco Evenepoel: „Jestem całkiem blisko poziomu Jonasa Vingegaarda”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Marcraft
Marcraft

Nie dość, że przegrał ważny etap z Pogacarem, to jeszcze zaczyna odklejać się od rzeczywistości.

Pukaczar
Pukaczar

Fajnie, że udało mu się przeskoczyć z filetowania ryb do Touru, ale więcej pokory…