fot. Wout Beel / Soudal – Quick-Step

Ależ to był dobry dzień dla Remco Evenepoela. Mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas wygrał swój pierwszy w karierze etap Tour de France i umocnił się na 2. miejscu w klasyfikacji generalnej 111. edycji francuskiego wyścigu. Belg nie krył z tego powodu swojego wielkiego zadowolenia.

Prowadzenie od pierwszego do ostatniego kilometra – tak w skrócie można by opisać to jak 7. etap Tour de France,, czyli jazdę indywidualną na czas z Nuits-Saint-Georges do Gevrey-Chambertin pojechał Remco Evenepoel. Belg świetnie otworzył, a następnie utrzymywał szalenie wysokie tempo przez cały dystans sięgając po wygraną i nadrabiając cenne sekundy, a w niektórych przypadkach nawet i minuty nad wszystkimi rywalami z klasyfikacji generalnej.

Chciałem zacząć szybko, ale wciąż musiałem zaoszczędzić trochę sił na wspinaczkę. To nie było łatwe. Zjazd też był dość techniczny, szczególnie gdy jedzie się na limicie. Cieszyłem się każdym metrem. Zwycięstwo jest naprawdę wspaniałe

— przyznawał Remco Evenepoel, który po chwili tłumaczył co się działo pod koniec trasy w jego wykonaniu.

Byłem przekonany, że złapałem gumę. Brzmiało to jakby ktoś upuścił coś szklanego na trasę albo jakbym sam przejechał przez szkło. Przez chwilę byłem przerażony, że cały wysiłek pójdzie na marne, ale po kilkuset metrach wiedziałem, że z moim rowerem wszystko jest w porządku

— dodawał dzisiejszy triumfator.

Ta wspomniana sytuacja została rzecz jasna uwieczniona przez kamery telewizyjne. Widać jak mistrz świata unosi rękę jakby chciał zgłosić defekt, ale po chwili sprawdza, że wszystko jest w porządku, składa się i ponownie jedzie na 100%. W efekcie przewaga Remco Evenepoela nieco spadła i na mecie wynosiła tylko 12 sekund nad Tadejem Pogačarem.

Musiałem podejmować ryzyko w ostatnich zakrętach, ponieważ wiedziałem, że Tadej jest blisko mnie i że potrafi także świetnie pokonywać próby czasowe, zwłaszcza podczas wielkich tourów. Ostatecznie wygrywam różnicą dwunastu, trzynastu sekund, co jest po prostu wspaniałe. Jestem z tego bardzo dumny. Chodziło mi dziś przede wszystkim o zwycięstwo etapowe, a niekoniecznie o nadrobienie czasu w rankingach. To oczywiście się z tym wiąże, więc misja została wykonana. Teraz skupiamy się na jutrze i niedzieli. Myślę, że Tadej jest właściwie nie do pokonania, ale w wyścigach nigdy nic nie wiadomo

— obszernie zakończył Remco Evenepoel.

Słoweniec nie był na mecie tak wylewny jak Belg. Pozostający liderem klasyfikacji generalnej 111. edycji Tour de France Tadej Pogačar krótko podsumował swój występ przed kamerami.

Jestem zadowolony z mojego dzisiejszego występu. Po drodze wiedziałem, że jadę na dobry czas, ale nie znałem dokładnych różnic. Najtrudniejszym momentem był koniec wspinaczki i początek zjazdu, ale na szczęście znalazłem dziś właściwy rytm

— krótko opowiadał Tadej Pogačar.

Jutro przed kolarzami mocno pofałdowany, 183-kilometrowy etap z Semur-en-Auxois do Colombey-les-Deux-Eglises. Na trasie znajdą się jedynie górskie premie 3. i 4. kategorii, ale nie oznacza to odpoczynku dla faworytów klasyfikacji generalnej. Ciągła jazda w górę i dół przy wysokim tempie może spowodować niemałe podziały w peletonie.


Wszystko o 111. Tour de France:

Poprzedni artykułNajszybsze na świecie elektroniczne okulary kolarskie – EKOÏ E-LENS
Następny artykułRuszają konsultacje rządowego programu „Mój rower elektryczny”. W puli 300 milionów złotych
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze