Tadej Pogačar wygrywa przepiękny, 4. etap Tour de France poprowadzony m.in. przez Col du Galibier. Słoweniec zaatakował pod koniec wspinaczki pod słynną przełęcz i samotnie pokonał zjazdy zyskując kilkadziesiąt sekund nad kolejnym z rywali. W minucie zmieścili się tylko Remco Evenepoel, Juan Ayuso, Primož Roglič, Jonas Vingegaard, Mikel Landa i João Almeida, reszta straciła zaś co najmniej 2,5 minuty do zwycięzcy!
Czwartego dnia rywalizacji kolorowy peleton 111. Tour de France opuszczał Włochy ruszając z Pinerolo i kierując się w Alpy. Przejeżdżane kolejno podjazdy pod Sestrières (39,2 km; 3,7%), Col de Montgenèvre (8,3 km; 6%) i Col du Galibier (22,9 km; 5,1%) dawały w sumie aż 3852 metrów przewyższenia na niespełna 140 kilometrach, a trudnością były nie tylko wspinaczki, ale i bardzo duża wysokość nad poziomem morza przez większość dnia. Sama meta została zlokalizowana po 19-kilometrowym zjeździe z Col du Galibier w Valloire.

Dużo działo się już od samego startu, albowiem z jednej strony w odjeździe dnia chcieli się znaleźć czołowi górale, z drugiej zaś do przodu skakali także sprinterzy zainteresowani żywo lotną premią zlokalizowaną po niespełna 19 kilometrach w Castel del Bosco. Tam po wygraną sięgnął aktywnie jadący Mads Pedersen (Lidl-Trek), ale sporo punktów do swojego dorobku dopisali także Biniam Girmay (Intermarché – Wanty), Bryan Coquard (Cofidis), Jasper Philipsen (Alpecin-Deceuninck) czy skutecznie broniący zielonej koszulki Jonas Abrahamsen (Uno-X Mobility). Już w tym miejscu w peletonie problemy mieli niektórzy sprinterzy, na których dziś czekała ciężka walka z limitem czasu.
Niedługo później po kolejnych kilku skokach na czele znalazło się 17 kolarzy, a konkretnie byli to David Gaudu, Valentin Madouas i Romain Grégoire (Groupama-FDJ), Mathieu van der Poel (Alpecin-Deceuninck), Raúl García Pierna i Cristián Rodríguez (Arkéa – B&B Hotels), Kobe Goossens (Intermarché – Wanty), Warren Barguil (Team dsm-firmenich PostNL), Alexey Lutsenko (Astana Qazaqstan Team), Odd Christian Eiking i Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility), Christopher Juul-Jensen (Team Jayco AlUla), Julien Bernard (Lidl-Trek), Bruno Armirail (Decathlon AG2R La Mondiale Team), Oier Lazkano (Movistar Team), Stephen Williams (Israel-Premier Tech) oraz Mathieu Burgaudeau (TotalEnergies).
Jako pierwsi do pracy wzięli się koledzy lidera z EF Education – EasyPost, ale ci nie narzucili wysokiego tempa. Szybko oddelegowany na czoło grupy został przez to Nils Politt z UAE Team Emirates, który mocno pilnował 17-osobową ucieczkę. Część z harcowników traciła bowiem niespełna 4 minuty i miała szansę na spory awans w klasyfikacji generalnej.
Na pierwszej górskiej premii na Sestrières (39,2 km; 3,7%) po 5 oczek sięgnął Stephen Williams, a przewaga ucieczki wynosiła nieco ponad 2 minuty nad pierwszą częścią coraz bardziej zredukowanego peletonu. Brytyjczyk niedługo później zameldował się pierwszy także na Col de Montgenèvre (8,3 km; 6%), ale niewiele to zmieniało w klasyfikacji górskiej – jej wirtualnym liderem pozostawał Jonas Abrahamsen (Uno-X Mobility), ale wszystko mogło się zmienić na Col du Galibier (22,9 km; 5,1%), gdzie na zwycięzcę czekało aż 20 punktów.
Bardzo ciekawa rzecz wydarzyła się jednak już na dojeździe do słynnej przełęczy – na zjeździe kolarze UAE Team Emirates mocno przyspieszyli, a peleton podzielił się na kilka części. Z tyłu zostali m.in. lider Richard Carapaz (EF Education – EasyPost) czy Primož Roglič (Red Bull – BORA – hansgrohe), a to wywołało bardzo nerwową atmosferę. Finalnie wszystko się co prawda połączyło, ale niektórym mogło zrobić się cieplej jeszcze przed startem najtrudniejszej dziś góry.

U podnóża słynnej wspinaczki jadąca cały czas w komplecie 17-osobowa ucieczka miała 2:45 przewagi. Z tyłu nie było jednak wysokiego tempa, a wpływ na to miał m.in. mocny, czołowy wiatr – nikt nie chciał wystawiać swoich kolarzy na podmuchy podczas gdy rywale wygodnie wieźliby się w kołach. Uciekinierzy z przodu tymczasem szli cały czas mocno, w podwójnym wachlarzu.
33 kilometry przed metą, a zatem około 14 kilometrów przed końcem wspinaczki, na atak zdecydował się David Gaudu, a koło Francuza utrzymał tylko Oier Lazkano. Szybko do tej dwójki doskoczyli Tobias Halland Johannessen i Christopher Juul-Jensen, ale wydawało się, że jest to tylko walka o numer najaktywniejszego – z tyłu zebrali się kolarze UAE Team Emirates, a różnica zaczęła topnieć w oczach.
W drugiej połowie podjazdu swoim rywalom odjechał Oier Lazkano i to kolarz Movistar Team został złapany jako ostatni przez peleton, w którym do pracy włączyli się też zawodnicy Soudal Quick-Step. To sprawiło, że za peletonem zaczęli zostawiać też pierwsi kolarzy przymierzani do walki w klasyfikacji generalnej – m.in. Simon Yates (Team Jayco AlUla) i Tom Pidcock (INEOS Grenadiers).
Koniec lidera
25 kilometrów przed metą skończyły się nadzieje na obronę koszulki lidera przez Richarda Carapaza (EF Education – EasyPost). Chwilę po Ekwadorczyku odpadł także Enric Mas (Movistar Team), a przez mocny, czołowy wiatr każdy strzelający z grupy zawodnik momentalnie tracił sporo do rywali. Autorem tej rzezi faworytów był João Almeida, za którym cały czas na swoją zmianę czekali Juan Ayuso i Adam Yates osłaniający Tadeja Pogačara.
5 kilometrów przed premią na Col du Galibier w pierwszej grupie pozostawało już tylko 12 kolarzy – byli to wspominani przed chwilą Tadej Pogačar, Adam Yates, Juan Ayuso i João Almeida (UAE Team Emirates), a także Carlos Rodríguez i Egan Bernal (INEOS Grenadiers), Remco Evenepoel i Mikel Landa (Soudal Quick-Step) oraz pozbawieni pomocników Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike), Primož Roglič (Red Bull – BORA – hansgrohe), Felix Gall (Decathlon AG2R La Mondiale Team) i Santiago Buitrago (Bahrain – Victorious).
Nie oznaczało to jednak końca selekcji – kolarze UAE Team Emirates nie odpuszczali, a właściwie João Almeida, który najpierw zgubił Adama Yatesa, a następnie wściekły wzywał na czoło grupy nie kwapiącego się do pracy Juana Ayuso. Finalnie Hiszpan pojawił się na czele współpracując z Portugalczykiem, ale jego zmiany były dalekie od słowa „mocne”.
Wszyscy czekali na atak, a ten nastąpił 850 metrów przed szczytem. Tadej Pogačar potężnie zaatakował, a na jego przyspieszenie spróbował odpowiedzieć tylko Jonas Vingegaard, który po kilkuset metrach strzelił z koła Słoweńca. Na szczycie wręczane były bonifikaty – 8 sekund zgarnął lider UAE Team Emriates, 5 trafiło do broniącego tytułu Duńczyka, a 2 zyskał próbujący gonić Remco Evenepoel. Z tyłu zostawali nieco Juan Ayuso, João Almeida, Carlos Rodríguez i Mikel Landa, a kryzys przeżywał Primož Roglič.
🔥 HERE THEY GO! @TamauPogi and Jonas Vingegaard jumps in his wheel!
🔥 C'EST PARTI ! @TamauPogi attaque et Jonas Vingegaard saute dans sa roue !#TDF2024 pic.twitter.com/nIFHg76AKV
— Tour de France™ (@LeTour) July 2, 2024
Różnice na początku zjazdów były minimalne, a to oznaczało szalony pojedynek z ogromnymi prędkościami w drodze do mety w Valloire. Tadej Pogačar i Jonas Vingegaard cały czas kręcili z różnicą oscylującą gdzieś w przedziale 10-15 sekund, ale z tyłu problemy miał Remco Evenepoel, który z kilometra na kilometr tracił coraz więcej. To sprawiło, że Belga minął mknący w dół Carlos Rodríguez, który tym samym walczył o obecność na podium klasyfikacji generalnej po 4. dniach rywalizacji. Tak, czterech, warto to podkreślać – po dzisiejszym etapie na kolarzy cały czas czeka jeszcze kolejnych 17 okazji do walki z rywalami.
Pod koniec zjazdu problemy z tempem zaczął mieć Jonas Vingegaard, który tracił już pół minuty do Tadeja Pogačara i dał się dogonić Carlosowi Rodríguezowi, Juanowi Ayuso i Primožowi Rogličowi. Do tej czwórki dojechać zdołał jeszcze Remco Evenepoel i na 4 kilometry przed metą grupka mogła spróbować podjąć próbę pogoni za uciekającym Słoweńcem.
Tadej Pogačar w Valloire sięgnął po swoją 12. wygraną w karierze podczas Tour de France, ale dopiero pierwszą odniesioną w Alpach. Za jego plecami po bonifikaty sięgnęli Remco Evenepoel i Juan Ayuso, a różnice na mecie były naprawdę duże.
Warto też na koniec podkreślić jak szalone tempo rozwinęli dziś kolarze pod koniec podjazdu pod Col du Galibier – dotychczasowe wyniki z wyścigów zostały pobite o co najmniej 1,5 minuty!
⛰️⏱️ COL DU GALIBIER (last 8.51 km, 6.88 %, 585 m) | 🇫🇷 #TDF2024
2011 | 23:34 | F.Schleck
| 25:00 | A.Schleck (🏆)
2019 | 22:23 | N.Quintana (🏆
| 23:03 | Bernal
2022 | 23:47 | Meintjes
| 24:27 | PELOTON
2024 | ~20:50 | Pogacar— ammattipyöräily (@ammattipyoraily) July 2, 2024
Wyniki 4. etapu 111. Tour de France:
Wyniki dostarcza FirstCycling.com
Wszystko o 111. Tour de France:
- Trasa wyścigu
- Lista startowa
- Plan transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji pobocznych
- Najnowsze artykuły









Remco Evenepoel imponuje siłą fizyczną (bo nie techniką). Jeśli wytrzyma w wysokich górach z najlepszymi, to mógłby powalczyć dzięki dwóm czasówkom o zwycięstwo w całym wyścigu.
Piękna druga część etapu.
UAE pokazało moc, a to dopiero początek.
Jonas nie ma drużyny i prędzej czy później zajadą go.
Remco bardzo in plus, na zjeździe też pojechał z głową.
Nawiązując do zjazdu, strach było patrzec na to jak lecieli w dół, zwłaszcza Pogi.
Nie wiem czemu mają służyć tak długie zjazdy do mety. To proszenie się o kłopoty dla zyskania kilku sekund kosztem zdrowia i życia kolarzy.
Jestem pierwszy! Tadek Król! Remco pęknie. Koncowe podium dla dwojki z UAE i Jonasa. Primoz już jedzie w kategorii Retro.
Niewykluczone, że Pogačar po prostu zdominuje ten wyścig (takie Giro tylko, że w mniejszej skali) ale wydaje mi się, że już za 3 dni ta przewagą nie będzie wyglądała tak pewnie, przynajmniej nad Evenepoelem. Z Jonasem raczej skończy się to tak jak z Pogačarem w zeszłym roku, a Rogliča jeszcze bym nie skreślał, bo widać że coś jest ewidentnie nie tak ma ten moment ale zapewne będzie to iść w dobra stronę, ponieważ im dalej w las tym istotniejsze jest przygotowanie do wyścigu, a Roglič miał je chyba najbardziej optymalne z wielkiej czwórki.
Dobra dobra, poczekajmy do kolejnych tygodni, remco i vini powinni się tylko rozkręcać a pogacar lubi mieć kryzysy później.
Wytrzyma w wysokich górach? Przecież już dziś nie wytrzymał,a ti był najłatwiejszy górski etap,na dodatek to dopiero 4 etap,więc jest jeszcze wypoczęty,a przecież na ostatnim kilometrze podjazdu Pogacar wygrał z nim bodajże o 17 sek,jeśli chodzi o czasówki to piątkowa jest krótka,tylko 24.5 km,więc dużo nie nadrobi,a druga,jest mocno pagórkowata,i tam może nawet z Pogacarem przegrać
Alek, raczej może być odwrotnie. Brak optymalnego przygotowania może odbić się na wytrzymałości. I w trzecim tygodniu zaczną się kryzysy
Tak ich jeszcze nie do końca zmiażdżył 🙂 Wygląda na to, że wszystko rozstrzygnie się w trzecim tygodniu. Moim zdaniem pozostało 6 kandydatów do zwycięstwa i jedyną niespodzianką na razie jest to, że w tej grupie znalazł się Ayuso zamiast A. Yatesa.
Oczywiście, że w 3-tygodniowym wyścigu wszystko może się zmienić. Ot na tym etapie jego zespół był najmocniejszy, atak był naprawdę atomowy, a i zjazdy oraz końcówkę Tadej pokonał szybciej od rywali. Ci muszą teraz złapać lepszą formę albo coś wymyślić by ugryźć Słoweńca.