fot. Le Tour de France

Wspaniały kolarski popis dał Tadej Pogačar podczas 4. etapu Tour de France. Słoweniec wrócił na prowadzenie w klasyfikacji generalnej 111. edycji, ale tym razem ma już zauważalną przewagę nad kolejnymi rywalami.

Po dwóch etapach „rozgrzewkowych”, podczas których co prawda straty poniosło wielu kolarzy, ale faworyci trzymali się względnie razem, teraz przyszła pora na górską batalię na całego. Pomimo czołowego wiatru kolarze wyraźnie poprawili rekord podjazdu na Col du Galibier, a na jego ostatnim kilometrze z rywalami pożegnał się Tadej Pogačar. 25-latek z UAE Team Emirates jako pierwszy zameldował się na przełęczy, a następnie pognał w dół zyskując 35 sekund nad drugim Remco Evenepoelem i zgarniając po drodze aż 18 sekund bonifikat. To wprawiło zarówno Słoweńca, jak i całe jego otoczenie w bardzo dobry nastrój.

Jestem bardzo szczęśliwy. W zasadzie taki był plan i wykonaliśmy go doskonale. Chcieliśmy dzisiaj mocno zaatakować. Znam te trasy bardzo dobrze. Trenowałem tutaj przez wiele tygodni. Poczułem się jak podczas domowego wyścigu przejeżdżając przez Sestriere i Montgenevre. Bardzo miło było się tutaj ścigać. Ostatecznie to było jak podróż marzeń. Czuje się niesamowicie z tym, że mogłem przeciąć metę na solo

— opowiadał ze swoim charakterystycznym szerokim uśmiechem Tadej Pogačar.

Plan zakładał dzisiaj zyskanie jak najwięcej nad rywalami, dlatego atak nastąpił jeszcze przed linią górskiej premii, na której wręczano bonifikaty. Dodatkowo kolarz UAE Team Emirates nie celebrował w żaden sposób swojego triumfu na trasie jadąc do końca na 100% i unosząc ręce dopiero za linią mety.

Na szczycie były dodatkowe sekundy do zdobycia i od początku byłem pewny siebie, że je zgarnę. Nogi też były dobre, więc musiałem spróbować. Na początku na podjeździe wiał silny wiatr, więc chowając się nie było zbyt trudno. Zespół wykonał bardzo dobrą robotę, ale nie chciałem atakować zbyt wcześnie ze względu na wiatr. Na ostatnich kilkuset metrach starałem się zrobić jak największą różnicę. Potem znałem zjazd, ale byłem trochę zaskoczony, gdy zobaczyłem, że droga była nieco mokra w pierwszych trzech zakrętach. To sprawiło, że było trochę strasznie. Ten zjazd jest superszybki, więc znajomość drogi bardzo pomaga

— kontynuował zwycięzca 4. etapu.

Tadej Pogačar ma teraz 45 sekund przewagi nad Remco Evenepoelem, 50 sekund nad Jonasem Vingegaardem i ponad minutę nad kolejnymi zawodnikami. W 3 minutach straty mieści się już tylko ósemka kolarzy, a to pokazuje jasno, że wykrystalizowała nam się wyraźna czołówka walcząca o końcowy triumf.

To wspaniała wiadomość. Mogę być zadowolony z tego, gdzie jestem. Jestem bardzo zadowolony z formy i tego, jak czuję się na rowerze. Kontynuujmy to i będziemy czerpać co tylko się da w tym wyścigu z dnia na dzień

— zakończył Tadej Pogačar.

Teraz przed kolarzami 2 nieco łatwiejsze etapy, a następnie w piątek rozegrana zostanie jazda indywidualna na czas na dystansie ponad 25 kilometrów między Nuits-Saint-Georges a Gevrey-Chambertin. To zapewne tam powstaną kolejne różnice w klasyfikacji generalnej, a aktualny mistrz świata w tej specjalności Remco Evenepoel spróbuje zbliżyć się, a może i wyprzedzić Słoweńca.


Wszystko o 111. Tour de France:

Poprzedni artykułTour de France 2024: Tadej Pogačar miażdży rywali!
Następny artykułParyż 2024: Wstępna lista startowa wyścigu ze startu wspólnego mężczyzn
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze