Ledwie 664 kilometry rywalizacji przygotowali dla zawodników organizatorzy 77. edycji Tour de Romandie. Nie oznacza to jednak, że szwajcarski wyścig będzie lekki, łatwy i przyjemny – kolarze do pokonania będą mieli próby o zmiennej trudności, w tym te poprowadzone przez niejeden ciężki podjazd.
Tour de Romandie nie ma ostatnimi laty łatwego żywota. Choć jest to wyścig zaliczany przez statystyków i ekspertów do „wielkiej siódemki” wyścigów wieloetapowych, czyli najważniejszych imprez tygodniowych na świecie, to jednak prestiż Paryż-Nicea, Tirreno-Adriatico, Volta a Catalunya, Itzulia Basque Country, Critérium du Dauphiné i Tour de Suisse wydaje się być w ostatnich latach nieco większy niż tego wyścigu.
Przede wszystkim szwajcarska etapówka od dłuższego czasu rozgrywana jest w bardzo niewygodnym terminie – do Giro d’Italia jest za blisko, więc jego bohaterowie w większości są już myślami przy starcie w Italii, a na ten moment tylko 17 kolarzy ma w planach udział i w jednym, i w drugim wyścigu. Oczywiście ta liczba jeszcze nieco wzrośnie gdy poznamy pełną listę startową Giro d’Italia, ale nie czarujmy się – nie jest to połączenie popularne w zawodowym peletonie. Szukając zatem innych gwiazd chętnych do przyjechania na Tour de Romandie szybko odkryjemy, że bohaterowie północnych klasyków są już zmęczeni sezonem zimowo-wiosennym i udają się na zasłużony odpoczynek. To może zawodnicy myślący o Tour de France? Takich rzeczywiście będzie tu wielu, ale do Wielkiej Pętli jeszcze ponad 2 miesiące – ciężko zatem mówić o tym by ten start był jakimś etapem przygotowań, ot właśnie ci kolarze mogą tu przyjechać po zwycięstwa. To sprawia, że lista startowa rokrocznie nieco odbiega od tej z innych etapówek, acz wciąż potrafi być ciekawa – w końcu to wyścig World Tour i zawsze fajnie dopisać sobie taki do swojego dorobku.
Historia
Tour de Romandie nie doczekało się swojego dominatora czy innego bohatera, którego można by wspominać dekadami. 3 triumfy w wyścigu, którego historia sięga 1947 roku, zanotował Stephen Roche i Irlandczyk samodzielnie siedzi na tronie najbardziej utytułowanego kolarza w klasyfikacji generalnej. Szwajcarska etapówka nie miała nigdy także kolarza, który by na pęczki wygrywał etapy – najwięcej, bo 12 ma w swoim dorobku Mario Cipollini, zaś po 8 zgarniali miejscowi bohaterowie, czyli Ferdinand Kübler i Hugo Koblet.
Najlepszym polskim wynikiem w historii jest 7. lokata, a osiągnęło ją aż trzech biało-czerwonych. Mowa o Sylwestrze Szmydzie, Zenonie Jaskule i Rafale Majce. Co ciekawe każdy z nich był w czołowej „10” klasyfikacji generalnej więcej niż raz – pierwszy z wymienionych czynił to trzykrotnie, pozostali zaś po 2 razy. Możemy za to wspominać polskie zwycięstwa etapowe, a dokładniej rzecz ujmując to te w prologach – w 1987 roku takowy wygrał Czesław Lang, a w 2014 roku po raz pierwszy na poziomie World Tour z triumfu cieszył się tu Michał Kwiatkowski.
Trasa
6-dniowy wyścig, tak jak zostało wspomniane na początku, będzie miał ledwie 664 kilometrów długości. Złoży się na to prolog, 4 etapy ze startu wspólnego, w tym 2 zakończone na podjazdach, a także jazda indywidualna na czas.

Prolog (23.04, wtorek): Payerne – Payerne (2,28 km)
Zmagania otworzy nieco ponad 2-kilometrowy, bardzo kręty prolog po ulicach Payerne. Tego typu sposób na rozdanie koszulki lidera i „wygenerowanie” pierwszych różnic w klasyfikacji generalnej to niemalże tradycja wyścigu Tour de Romandie i nie inaczej jest w tym roku.

Etap 1. (24.04, środa): Château d’Oex – Fryburg (165,7 km)
Gdyby Michael Albasini wciąż był aktywnym kolarzem to można by powiedzieć, że pierwszy etap został zorganizowany z myślą właśnie o nim. Tak się bowiem składa, że szwajcarska etapówka od zawsze pełna jest tego typu pofałdowanych, ale nie trudnych etapów, podczas których sprinterzy walczą o życie, a inni dynamiczni kolarze czekają aż ci odpadną i walczą o wygrane w często naprawdę specyficznych końcówkach.

Etap 2. (25.04, czwartek): Fryburg – Salvan/Les Marécottes (171 km)
Zastanawiania się na tym komu dedykowany jest ten etap nie będzie za to w czwartek. Meta na Les Marécottes to 7,6 kilometra wspinaczki o średnim nachyleniu 7,5% – to tu dowiemy się kto walczy o wygraną w wyścigu, a kto z tej rywalizacji już odpadł.

Etap 3. (26.04, piątek): Oron – Oron (15,5 km ITT)
Tour de Romandie to jeden z tych wyścigów, który można wygrać nie będąc najlepszym na żadnym z etapów. Wystarczy bowiem „tylko” minimalizować straty w górach i bardzo wysoko ukończyć jazdę indywidualną na czas. Ta w tym roku będzie mierzyła 15,5 kilometra, acz o wygraną nie powalczą miejscowi bohaterowie – wyścig ominęli w tym roku dwaj najlepsi Szwajcarzy, czyli Stefan Küng i Stefan Bissegger. Lokalni kibice z pewnością żałują, bo to próba niemal idealnie stworzona pod obu tych zawodników.

Etap 4. (27.04, sobota): Saillon – Leysin (159,2 km)
Na Les Marécottes dowiemy się kto walczy w wyścigu, w Oron klasyfikacja generalna z pewnością nieco się wymiesza, ale to etap do Leysin będzie kluczowy dla losów klasyfikacji generalnej. W sobotę kolarze będą stale męczeni przez cały dzień – nim dojadą do finałowej wspinaczki czekają na nich aż 4 inne górskie premie, w tym przede wszystkim ta na Ovronnaz (9,1 km; 9,5%), która przy odpowiednim tempie może wejść w nogi bądź być okazją dla uciekinierów do zbudowania naprawdę pokaźnej przewagi.
Sam podjazd na metę to 13,8 kilometra o średnim nachyleniu 6% – góra dość regularna, acz nieco bardziej stroma w końcówce, gdzie najtrudniejszy kilometr ma 8,8%.

Etap 5. (28.04, niedziela): Vernier – Vernier (150,8 km)
Gdy wyścig się już poukłada to swoją drugą szansę na zakończenie otrzymają sprinterzy, a może bardziej właściwym określeniem byłoby dynamiczni kolarze. Rundy wokół Vernier są bowiem mocno pofałdowane i podobnie jak na 1. etapie tak i tutaj niekoniecznie na metę musi wpaść cały peleton.

Pogoda
Zimno, deszcz i wiatry nie opuszczają kolarzy. Podczas Tour de Romandie z dnia na dzień co prawda ma się robić coraz cieplej, ale startowe temperatury na poziomie 2-3 stopni Celsjusza podczas prologu zostaną z czasem zamienione na 8-10 takowych, co nadal nie jest specjalnie przyjemne. Dodatkowo praktycznie każdego dnia zapowiadane są przelotne opady deszczu, a i wiatr może momentami przekraczać 20-25 km/h, co będzie już odczuwalne przy takiej aurze.
Faworyci
Do obrony tytułu w Tour de Romandie przystępuje Adam Yates i patrząc na skład UAE Team Emirates to ekipa ta poważnie potraktowała tę misję. Pół żartem, pół serio może się okazać, że największym zagrożeniem dla 31-letniego Brytyjczyka będą bowiem… jego właśni koledzy klubowi, albowiem Juan Ayuso i Brandon McNulty mogą nieco zyskać nad nim podczas jazdy na czas, a w górach są zawodnikami dość podobnej klasy. Decyzje w tym zespole zapewne będą albo dynamiczne, albo potrzebna będzie tam bardzo wyraźna dyscyplina pod względem hierarchii – zostawienie zawodników samym sobie mogłoby się skończyć zabawnym pojedynkiem, na który nie ma miejsca na takim szczeblu.
UAE Team Emirates nie może się też bawić przede wszystkim dlatego, że będzie miało klasowych rywali. Smak zwycięstwa w Tour de Romandie zna już triumfator edycji z 2022 roku – Aleksandr Vlasov. Kolarz BORA – hansgrohe nie opuszcza w tym roku pierwszej „5” kolejnych klasyfikacji generalnych i z pewnością tutaj także powalczy o najwyższe cele. U jego boku znajdzie się m.in. Jai Hindley, a właściwie ciężko przed wyścigiem typować czy to Australijczyk będzie u boku Rosjanina, czy też może odwrotnie.
Wszystkie siły na ten wyścig rzuca także Team Jayco AlUla, które do boju posyła zawsze groźnego Simona Yatesa oraz przecierającego nogę przed Giro d’Italia Eddiego Dunbara. Szczególnie ten drugi powinien już być w bardzo wysokiej formie jeśli liczy na sukces w najbliższych tygodniach, zatem warto będzie zwrócić uwagę na postawę Irlandczyka.
Bardzo ciekawie zapowiada się także występ kolarzy INEOS Grenadiers. Egan Bernal ostatnio na powrót stał się kolarzem ze światowej czołówki, Carlos Rodríguez był już w tym miesiącu 2. w Itzulia Basque Country, a i Thymen Arensman w wyścigu z taką liczbą kilometrów jazdy na czas może namieszać. Brytyjski zespół ma naprawdę mocny skład, który stać na nawiązanie walki o zwycięstwo w całym Tour de Romandie.
Ciekawie wygląda sprawa hierarchii w zespole Groupama – FDJ. Z jednej strony mamy tam Davida Gaudu, który nie ukończył w tym roku w czołówce żadnej z etapówek, z drugiej zaś świetnie dysponowanego Lenny’ego Martineza, który już dawno wyszedł z cienia swojego starszego rodaka, acz też prawdopodobnie zmieniającego barwy klubowe na kolejne lata. Problemem obu panów wydaje się być jednak nie tylko znalezienie wspólnego języka, ale i czasówki, które nie są ich mocną stroną – tak czy siak są to jednak zawodnicy z szerokiej czołówki tego wyścigu.
Jeśli Astana Qazaqstan Team chce się utrzymać w World Tourze to właśnie w takich wyścigach jak Tour de Romandie błyszczeć musi Alexey Lutsenko. 31-letni Kazach przyjeżdża w wysokiej formie, trasa mu odpowiada, acz ten nie może liczyć na taki zespół jak rywale. Wśród nich warto zdecydowanie wymienić Enrica Masa (Movistar Team), dla którego to kolejna okazja do wysokiej lokaty, Tao Geoghegana Harta i Giulio Ciccone, na których stawia Lidl-Trek, Ilana Van Wildera i Mattię Cattaneo z Soudal Quick-Step czy Damiano Caruso (Bahrain – Victorious) szlifującego formę przed Giro d’Italia.
Na starcie zamelduje się także kilka zespołów, o których najprościej można by napisać, że te mają lidera z drugiego szeregu oraz duży, młody talent w składzie. W takiej sytuacji jest chociażby EF Education – EasyPost z Richardem Carapazem i Darrenem Raffertym, Intermarché – Wanty, gdzie wystartują Louis Meintjes i Alexy Faure Prost, Team Visma | Lease a Bike, gdzie swoich sił spróbować może Jan Tratnik bądź Bart Lemmen, acz w razie wolnej ręki fajny wynik wykręcić mógłby także Johannes Staune-Mittet czy Arkéa – B&B Hotels, gdzie regularnie na gdzieś na przełomie pierwszej i drugiej „10” w wyścigach bywa Cristián Rodríguez, a u jego boku wystąpi 23-letni Raúl García Pierna.
Na koniec warto zwrócić uwagę na smutną sytuację gospodarzy. Co prawda na starcie stanie „aż” 16 Szwajcarów, ale spora w tym zasługa istnienia 7-osobowej kadry narodowej. Brutalna rzeczywistość dla miejscowych kibiców jest tymczasem taka, że tylko 2 ich zawodników wystąpi w barwach World Teamów, a nadziejami na wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej są Yannis Voisard i Sébastien Reichenbach (Tudor Pro Cycling Team) czy Matteo Badilatti (Q36.5 Pro Cycling Team).
W wyścigu weźmie udział 1 Polak – Łukasz Owsian (Arkéa – B&B Hotels).
Transmisja
Szwajcarska etapówka zagości w tym roku na antenie Eurosportu 2 oraz w Playerze. Etapy standardowo rozgrywane są dość późnym popołudniem, tj. kamery dołączają do zawodników w okolicach 15:30, zaś mety planowane są po godzinie 17.
Lista startowa:
Dane dostarcza FirstCycling.com










Cześć Jakub!
Odkąd zacząłeś pisać dla naszosie czytam twoje artykuły i wniosek nasuwa się tylko jeden – niezmiernie miło jest obserwować Twój rozwój, bo takowy jest bardzo widoczny. Piszesz zgrabnie i na temat, wplatając kilka informacji z historii danego wyścigu jak i statystyki, co jest smaczkiem dla wszystkich, którzy tym sportem żyją. Kiedyś pod jednym z twoich artykułów, zarzucilem Ci męczący styl zadawania pytań samemu sobie, który prowadził do odpowiedzi nazbyt oczywistej, bo już w pytaniu niejednokrotnie ona się pojawiała. Jak ja się cieszę, że już o tym zapomniałeś i nie stosujesz tego zabiegu jako jedyny sposób narracji.
Powiedziałbym jeszcze, że mógłbyś popracować nad tytułami, ale nie! Właśnie cały w nich urok, że gdy je widzę, to nie muszę patrzeć kto jest autorem tekstu, bo wiem, że to na pewno Ty! A chyba o to chodzi, by po jednym zdaniu być rozpoznawalnym przez czytelników.
Cieszę się i będę czytał dalej.
Dziękuję za miły komentarz i cenne rady, bo jak widać czasem udaje się wprowadzić je skutecznie w życie.
Lista startowa ciekawsza, niż na tegoroczne Giro… oczywiście moim skromnym zdaniem