fot. Trek-Segafredo

Argentyński wyścig Vuelta a San Juan po raz trzeci zawitał na Autódromo El Villicúm i po raz trzeci sprinterzy dali się na torze wyścigów motorowych oszukać atakującym kolarzom. Tym razem od głównej grupy odskoczył Quinn Simmons, który mógł na mecie świętować swoje 3 zawodowe zwycięstwo w karierze.

Etap z metą na położonym nieopodal miasta San Juan Autodrómo de Villicum powoli wchodzi do kanonu tego wyścigu. Klasyczne staje się też końcowe rozstrzygnięcie, w którym do samego końca sprinterzy liczą na zwycięstwo, ale ktoś ich minimalnie ubiega. Tym razem peleton finiszował o 3. miejsce, bowiem uciekł mu Quinn Simmons (Trek-Segafredo), a pogonił za nim drugi na mecie Maximiliano Richeze (Reprezentacja Argentyny).

Największą częścią mojego zwycięstwa byli moi koledzy z drużyny. Pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem po tym jak się dzisiaj się obudziłem, było wideo od mojego trenera obrazujące wygraną w ten sam sposób. Powiedziałem mojemu współlokatorowi Mathiasowi „jeśli doprowadzisz mnie do możliwości takiego skoku to wygram dzisiaj”. Dokładnie to miejsce wybrałem już dziś rano, po rozmowie z moim trenerem i innymi kolarzami w zespole. Znam swoją fizjologię, wiem, że atakując z takiej odległości jestem jednym z najlepszych kolarzy w peletonie, więc musieliśmy to zrobić. Wygrać w ten sposób to coś wyjątkowego. Dla kolarza takiego jak ja nie ma zbyt wielu możliwości – nie wygram w sprincie i nie wygram w dużych górach, więc muszę szukać szans w pagórkowatym terenie lub atakować w finale w ten sposób. W tym roku złożyłem zespołowi jedną obietnicę i jest nią wygranie większej liczby wyścigów, ponieważ w zeszłym roku nie wygrałem żadnego. Teraz poszło mi o 100% lepiej

— obszernie podsumowywał swój triumf Quinn Simmons.

Amerykanin jest trzecim zwycięzcą etapowym na Autódromo El Villicúm. Co ciekawe aż 4 kolarzy z pierwszej siódemki było także w pierwszej szóstce 4 lata temu, gdy tor debiutował na trasie Vuelta a San Juan. Sam Bennett (BORA-hansgrohe) drugi raz w karierze przyprowadził peleton, który nie finiszował po zwycięstwo, a jedynie po dalsze lokaty.

Spodziewaliśmy się ataku w końcowej fazie, ale tak naprawdę liczyliśmy na atak Remco Evenepoela. Jechałem już na etapie z tym samym finałem w 2019 roku, a wówczas też wygrał uciekinier. Wiedziałem więc, że to okazja dla atakujących. Mam nadzieję, że jutro nie będzie kolejnego ataku w tym stylu. Jazda na wysokości jest trudna, choć nie jest to etap dla prawdziwych wspinaczy. Wiatr też będzie odgrywał istotną rolę

— mówił 3. na mecie Sam Bennett, który pozostaje liderem klasyfikacji generalnej Vuelta a San Juan 2023.

Irlandczyk wywołał do tablicy Remco Evenepoela, a właściwie to taktykę Soudal – Quick Step. Ta była dość dziwna – z jednej strony wydaje się, że długo wierzono tam w Fabio Jakobsena, acz mistrz Europy zajął miejsce dopiero w czwartej dziesiątce. Rozprowadzać zdawał się go Remco Evenepoel, choć ten teren wydawał się mu sprzyjać do ataku takiego jak Quinna Simmonsa. Ostatecznie zespół skończył z najwyżej finiszującym Yvesem Lampaertem, który zajął 8. pozycję.

Zaczęliśmy powoli i dlatego w finale wszyscy mieli świeże nogi. Przy tych szerokich zakrętach na torze można było tutaj atakować ze wszystkich stron. Simmons poszedł w prawo, ja byłem po lewej i nie mogłem zareagować. Kiedy Simmons był w stanie zyskać trzydzieści metrów, wiedzieliśmy, że trudno będzie go dogonić. Zdeněk Štybar już tutaj wygrał. Pozwoliłem sobie na finisz i skończyłem na ósmym miejscu. Oczywiście nie możemy narzekać. Mamy już wygraną w kieszeni, ale chcemy więcej

— krótko skwitował wydarzenia z 3. etapu Yves Lampaert.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments