fot. Deceuninck-Quick Step / Getty Images

Choć na starcie stanie 149 kolarzy, to oczy zdecydowanej większości zwrócone w Argentynie będą na jedną osobę. Po 3 latach przerwy do kalendarza UCI wraca Vuelta a San Juan Internacional, a jej główną gwiazdą będzie broniący tytułu Remco Evenepoel. Belg kocha to południowoamerykańskie państwo, a w nim kochają mistrza świata.

To będzie piąta edycja Vuelta a San Juan Internacional organizowana jako wyścig UCI. Dotychczas wygrywali go kolejno Bauke Mollema (2017), Gonzalo Najar, a właściwie po dyskwalifikacji Argentyńczyka Óscar Sevilla (2018), Winner Anacona (2019) i Remco Evenepoel (2020). Lista startowa zawsze jednak robiła wrażenie i zawierała niejedną gwiazdę World Touru, a w tym roku zapowiada się jeszcze lepiej.

Wyścig posiada także dość bogatą polską historię – w 2018 roku 4. miejsce zajął w nim Rafał Majka, który był wówczas 3. podczas etapu jazdy na czas, dwukrotnie w drugiej dziesiątce meldował się Paweł Poljański, a swój udział akcentowali też Maciej Bodnar (np. 6. miejsce w ITT w 2020 roku) czy Przemysław Niemiec.

Trasa
Wyścig otworzy etap „tytułowy”, czyli San Juan-San Juan. Odcinek wokół stolicy prowincji, a jakże, San Juan będzie dedykowany sprinterom, a jedyne trudności po drodze będą służyły wyłącznie rozdaniu koszulki górala.

fot. Procyclingstats

Drugi etap Vuelta a San Juan jest… dziwny. Na papierze wygląd na bardzo trudny, ba, aż 80 początkowych kilometrów prowadzi wyłącznie pod górę, ale nachylenia są tu marginalne. Zapewne do mety ponownie dotrze duża grupa, z której powalczą sprinterzy, a zwycięzca będzie mógł się chwalić na jakim to „trudnym etapie” mógł odnieść sukces.

fot. Procyclingstats

Trzeci etap to klasyka tego wyścigu – start i meta będą miały miejsce na torze wyścigowym Autódromo El Villicúm, a większość trasy będzie kompletnie płaska. Końcówka jest jednak zwykle bardzo emocjonująca za sprawą podjazdu kilka kilometrów przed metą. W 2020 roku przez metę jako pierwszy przejechał Zdeněk Štybar, który solowym atakiem zdołał ubiec sprinterów.

fot. Procyclingstats

Jeśli ktoś wypatruje w tegorocznej edycji jazdy indywidualnej na czas to mam złą wiadomość – tej nie zaplanowano. Organizatorzy przygotowali za to całą masę etapów, które na papierze wyglądają jak dedykowane sprinterom i 4. dzień rywalizacji będzie ponownie właśnie dla nich. Tu jednak nie będzie już tak łatwo, a 25km i 3,5% nachylenia niedługo po starcie może pozbawić nadziei co słabszych zawodników.

fot. Procyclingstats

Do dziś mam w pamięci piękny etap z metą na Alto del Colorado z 2020 roku. Peleton porwał się wówczas na wiatrach daleko przed metą, a z tyłu pozostał jadący w trykocie lidera Remco Evenepoel. Belg na odsłoniętych zboczach tej argentyńskiej góry nadrobił jednak całe straty i dzięki temu obronił swoje prowadzenie w wyścigu. Jeśli w tym roku ponownie powieje to jest szansa na wspaniałe widowisko niezależnie od tego, że nachylenia nie robią specjalnego wrażenia.

fot. Procyclingstats

Był tor wyścigów motorowych, pora i na welodrom. Argentyńska etapówka powróci do miasta San Juan, gdzie zlokalizowany jest 250-metrowy, otwarty tor betonowy, który został ujęty jako miejsce startu i mety. Kolarze rzecz jasna na niego nie wjadą, ale w ujęciach z helikoptera ten będzie zapewne niejednokrotnie pokazywany. Coś bowiem trzeba przedstawiać, a emocji w oczekiwaniu na 5. sprinterski pojedynek może brakować.

fot. Procyclingstats

Niegdyś można było sobie żartować, że Tour du Rwanda trwa 8 etapów, ale każdy przejeżdża przez stolicę kraju, czyli Kigali. Tym razem podobną strategię wybrano w Argentynie, gdzie kolejny dzień z rzędu obejrzymy etap wokół San Juan. Ponownie będzie to także gratka dla sprinterów, którzy jeśli wszystko dobrze pójdzie to powalczą tu o szósty etapowy skalp na 7 możliwych.

fot. Procyclingstats

Pogoda
Organizatorzy obawiali się aury, która ostatnimi dniami była w Argentynie bardzo zmienna i wręcz niebezpieczna. Wszystko ma się jednak uspokoić i najbliższe dni mają już być dużo spokojniejsze, a kolarze mogą się martwić co najwyżej wielkimi upałami. W tym południowoamerykańskim państwie obecnie normą jest 30-35 stopni Celsjusza, co szczególnie dla zawodników z Europy może być dość trudne do wytrzymania.

Faworyci klasyfikacji generalnej
Trasa sprawia, że wyścig może wygrać naprawdę wielu zawodników. Ważne bowiem mogą okazać się być bonifikaty z np. lotnych premii, albowiem na szczyt Alto Colorado wpaść może większa grupa górali. Faworytem numer 1 jest rzecz jasna Remco Evenepoel (Soudal – Quick Step), acz z Belgiem powalczyć może grupa dynamicznych zawodników.

Wydaje mi się, że głównym rywalem mistrza świata będzie Sergio Higuita (BORA-hansgrohe). Filigranowy Kolumbijczyk potrafi się odnaleźć w górskich końcówkach, co może się okazać tu kluczową sprawą. Wśród faworytów będzie także niejeden jego rodak – INEOS Grenadiers do Argentyny posyła Egana Bernala i Daniela Felipe Martíneza.

A może wszystkich pogodzi napędzany złością Miguel Ángel López (Team Medellin – EPM)? Jego kolegą klubowym będzie triumfator klasyfikacji generalnej z 2018 roku, 46-letni Óscar Sevilla. Tu już jednak powoli przechodzimy do faworytów z drugiego szeregu, co do których ciężko mieć jakieś oczekiwania. Mamy styczeń, a ten lubi niespodzianki.

Tym samym warto zwrócić także uwagę na takich kolarzy jak Marco Brenner (Team DSM), Einer Augusto Rubio (Movistar Team), Harold Martín López (Astana Qazaqstan Team) czy ktoś z Israel-Premier Tech – tu wysoko mogą być Stephen Williams, Marco Frigo bądź Matthew Riccitello. Gospodarze liczą z kolei na to, że w wyścigu powalczy German Nicolás Tivani (Team Corratec).

Sprinterzy
Skoro aż 6 z 7 etapów może się skończyć finiszem sprinterów to zdecydowanie warto poświęcić im sporo uwagi. Tu lista startowa jest jeszcze bardziej bogata w gwiazdy niż ma to miejsce w kontekście generalki, acz największym faworytem ponownie będzie kolarz Soudal – Quick Step. W Argentynie zaprezentuje się bowiem aktualny mistrz Europy i wybitny sprinter Fabio Jakobsen, w którego pociągu znalazł się m.in. niegdyś niezastąpiony Michael Mørkøv.

Mocno w sezon zapewne wejść będzie chciał Sam Bennett (BORA-hansgrohe), który ma coś do udowodnienia. Irlandczyk również może liczyć na świetne rozprowadzenie, którego ostatnim ogniwem będzie Danny van Poppel. Dalej na liście startowej znajdziemy takie nazwiska jak Elia Viviani (INEOS Grenadiers), debiutujący w nowych barwach Fernando Gaviria (Movistar Team), Sam Welsford (Team DSM), Giacomo Nizzolo (Israel-Premier Tech), Gleb Syritsa (Astana Qazaqstan Team) czy wreszcie Peter Sagan (TotalEnergies).

Gospodarze mogą mieć przede wszystkim trzy duże nadzieje, a są nimi kończący karierę Maximiliano Richeze (Reprezentacja Argentyny), który zna już smak triumfu etapowego w Vuelta a San Juan. Jego kolegą z kadry będzie sensacja z edycji z 2020 roku Tomas Contte, 3. zawodnik pierwszego etapu ówczesnego wyścigu. Szybkim kolarzem jest także aktualny mistrz Argentyny Emiliano Contreras (Chimbas Te Quiero), którego z pewnością stać na walkę o pierwszą dziesiątkę poszczególnych odcinków.

Na liście startowej znalazł się jeden Polak – Peterowi Saganowi w płaskich końcówkach spróbuje z pewnością pomóc Maciej Bodnar (TotalEnergies).

Mój typ
Wyścig wygra Sergio Higuita, a po 3 triumfy etapowe sięgnie Fabio Jakobsen.

Transmisje
Wyścig pokazywany będzie w Eurosporcie 1 oraz na w internecie za pośrednictwem Eurosportu Extra czy też GCN+.

  1. etap (niedziela): 19:45-0:00 Eurosport Extra / 23:00-0:00 Eurosport 1
  2. etap (poniedziałek):  19:00-0:00 Eurosport Extra / 21:00-0:00 Eurosport 1
  3. etap (wtorek):  19:00-0:00 Eurosport Extra / 21:45-23:55 Eurosport 1
  4. etap (środa):  21:00-0:00 Eurosport Extra
  5. etap (piątek):  21:00-0:00 Eurosport Extra
  6. etap (sobota):  19:30-0:00 Eurosport Extra
  7. etap (niedziela): aktualnie brak ramówki
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments