Kibice Rwanda
fot. Tour du Rwanda

Kto z nas nie ma w sobie choć cząstki marzyciela? Chyba każdemu zdarza się raz na jakiś czas popuścić wodze fantazji i o tym będzie poniższy tekst. Gdyby na świecie miał się odbyć czwarty Wielki Tour to gdzie powinien zostać zorganizowany? Jakie zakątki świata mógłby odwiedzać?

Do całego rozmyślania (które powraca do mojej głowy raz na jakiś czas) zachęcił mnie swoim Tweetem Benji Naesen. W komentarzach przewinęły się tam dziesiątki różnych pomysłów, a ja z Państwem podzielę się kilkoma swoimi. Jednocześnie zapraszam do komentowania, bo przecież w marzeniach nie chodzi tylko o to, by czytać czyjeś, ale i warto się dzielić swoimi!

Ruchomy wyścig
Za dziecka (czy też nastolatka) w mojej głowie zawsze roiło się jedno pytanie – czemu te imprezy są przypisane do konkretnych miejsc na Ziemi? Czy nie można by raz zrobić w kraju A, następnie w regionie B, a na koniec zwiedzić kontynent X? Międzynarodowa Unia Kolarska mogłaby przyznawać organizację „czwartego Wielkiego Touru” niczym mistrzostwa świata, a zapewne niejedno państwo byłoby zainteresowane tym, żeby ściągnąć do siebie kolorowy peleton właśnie w formie jednorazowego, bardzo głośnego wydarzenia. Kto wie, może się nawet kiedyś tego doczekamy?

Dla kogo?
A może odejść od idei tego, że Wielkie Toury są zarezerwowane tylko dla najlepszych drużyn świata? W Wietnamie co roku odbywa się impreza równie długa, dla przykładu w tym sezonie liczyła ona 23 etapy, która jasno dowodzi, że kolarze na różnym poziomie są w stanie zmierzyć się z taką formą wysiłku.

Czwarty Wielki Tour mógłby być w mojej wizji zatem imprezą, w której np. brałyby udział wszystkie Pro Teamy oraz zaproszone, np. na bazie rankingu, ekipy kontynentalne. Dziś wydaje się to być dość szalona propozycja, ale kto wie, może następne pokolenie kibiców nie wyobrażałoby sobie świata bez takiego wyścigu?

Niemniej zakończmy dywagacje dookoła tego tematu i przejdźmy do sedna – oto moje 4 propozycje. Państwa zachęcam do dzielenia się swoimi w komentarzach – czy to w serwisie, na Facebooku, czy też na Twitterze Naszosie.pl.

Slavic Tour
Skoro pochodzę z Polski to chyba naturalne, że chciałbym takiej imprezy w naszym kraju, nieprawdaż? Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że nad Wisłą kolarskich gór nie ma za wiele, a tu z pomocą mogłyby przyjść inne państwa szeroko pojętych Słowian. Gdyby jeszcze rozszerzyć ideę o kraje nadbałtyckie czy Bałkany to mielibyśmy wyścig, który mógłby zwiedzić sporą część Europy, zmieniać rokrocznie odwiedzane regiony, a przy tym mieć pewien ciekawy, spójny charakter. Start w Estonii, pierwsze góry pod koniec pierwszego tygodnia w Czechach (via zamieszczony poniżej profil pochodzący z tegorocznego Wyścigu Pokoju), w dalszej części wykorzystanie potencjału wzniesień w Słowenii czy Chorwacji, a finał na przepięknej Trasie Transfogaraskiej w Rumunii (22,5km; 6,1%)? To mogłoby się udać.

fot. Procyclingstats

„Zimowa” Kolumbia
Gdy sezon szosowy w Europie zamiera to kibice przechodzą na oglądanie pozostałych odmian kolarstwa czy też po prostu do innych dyscyplin sportu. Ale czy tak musi być? Niekoniecznie. W czasie gdy u nas jest zima można się przecież ścigać w Australii czy Ameryce Południowej, a szczególnie ta druga wydaje się być wprost stworzona pod wielkie widowiska.

Gdyby na chwilę zapomnieć o kwestiach finansowania, transmisji czy bezpieczeństwa to w idealistycznej wizji magicznym wyścigiem mógłby być Wielki Tour rozgrywany w wysokich górach Kolumbii i państw ościennych. Kto nie chciałby obejrzeć walki najlepszych kolarzy świata na wysokościach? Do tego te podjazdy… Poniżej wrzucam jeden z losowych etapów Vuelta a Colombia, który kończył się przeszło 40-kilometrową wspinaczką.

fot. Procyclingstats

Trzy tygodnie północnego klasyku
Ta wizja od zawsze najmniej mi się podobała, choć ma w sobie pewien urok. Jej organizacja mogłaby bowiem poważnie zaburzyć układem kalendarza i jest praktycznie niemożliwa do wprowadzenia, niemniej z drugiej strony po prostu chciałbym to raz zobaczyć. O czym mowa? Już chyba nagłówek tego akapitu wszystko zdradza, ale marzyłby mi się trzytygodniowy wyścig w klimacie najważniejszych północnych klasyków.

Kilka dni na flandryjskich brukach, wielka walka na ardeńskich ściankach, wycieczka do Roubaix czy na łąki i pola Tro-Bro Léon. Jazda bez trzymanki i odpuszczania, bo jutro przecież też jest dzień, podczas którego można coś odrobić bądź stracić. To byłoby coś szalonego, ale czy sport jako ogół nieco ostatnimi czasy nie dąży do tego, żeby proponować widzom „więcej, lepiej, bardziej”?

Wyścig Pokoju… dla Afryki
Skoro już raz odniosłem się do tego jakimi ideami poniekąd kieruje się filozofia sportu, to pora pociągnąć ten temat dalej. Dziś wojna bądź stan, który jest jej bliski dotyka wiele państw na Czarnym Lądzie, a kolarstwo mogłoby być tym, co połączyłoby kolejne regiony, kraje, nacje i plemiona. Osobiście bardzo lubię afrykańską kulturę kibicowania, a zdjęcia pochodzące z różnych państw zawsze pokazują, że dla wielu mieszkających tam osób przejeżdżający koło ich domu wyścig jest na tyle dużym świętem, że przy szosie stawiają się całe miejscowości.

Oczywiście nie byłoby łatwo. W tym roku ofiarą konfliktu zbrojnego było Tour du Faso, różne czynniki finansowe od kilku lat torpedują także rozgrywane w Gabonie, Gwinei Równikowej, Kongo i Kamerunie La Tropicale Amissa Bongo. W Afryce dobry klimat dla kolarstwa istnieje na ten moment w ledwie kilku państwach, które niestety ze sobą nie sąsiadują, co bardzo utrudniałoby taką inicjatywę. Wizy, transfery, hotele, bezpieczeństwo… Ten pomysł jest przez to bardzo nierealny, choć chciałbym zobaczyć fanów dwóch kółek z Rwandy, Erytrei czy Kamerunu mogących cieszyć się tak wielką imprezą na swoim terenie. Na szczęście pierwsze z tych państw już za niespełna 3 lata będzie gospodarzem Mistrzostw Świata, na które marzę się wybrać. To pragnienie jest chyba bardziej realne niż którekolwiek z przedstawionych powyżej.

Wasze pomysły
Tym zacząłem tekst, tym też chciałbym skończyć – zapraszam do dzielenia się swoimi wizjami. Mogą być bardzo konkretne, być może ktoś ma nawet rozrysowany etap po etapie wyścig swoich marzeń, ale nie ma problemu by rzucić tylko hasło w postaci kraju czy regionu, które pobudzi ciekawą dyskusję. Sezon szosowy jest obecnie bardzo śpiący, ale czy to oznacza, że fani muszą milczeć?

guest
13 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Dawid
Dawid

Australia połączona z Nową Zelandią

Gacu
Gacu

Pierwsza myśl: Bałkany. Druga: Ameryka Południowa

Łukasz
Łukasz

Wyścig Pokoju na terenie Polski, Niemiec, Czech i Słowacji, gór nie brakuje, a czy to zawsze musi wygrywać góral? WP to poza tym już wtedy był TdF dla „amatorów” :-).

Szymon
Szymon

USA. Zwiedzenie największych metropolii świata z Los Angeles, Nowym Jorkiem i Las Vegas na czele

Marcin
Marcin

W tej chwili kolarstwo to europa. Taki wyscig musi mieć plaskie etapy dla sprinterów, ciezkie góry dla gorali pagórki dla puncherów. Idea takiej imprezy z formie podobnej do wyscigu pokoju jest najlepsza. Wyscig ruszajacy z Warszawy lub jak napisałeś w tekscie jeszcze dalej, bo z Estonii, pod koniec tygodnia etapy w górach zaczynajac od karkonoszy gdzie wyscig moglby wjezdzać do czech przez okraj lub jeszcze lepiej – po wymianie nawierzchni na karkonoskiej przez nią. Dalej po drodze jeszcze bym dał mała przelecz i final na ktorejs z czeskich gorek gdzie mozna osiągnąć blisko 1000m przewyższenia. Drugi taki etap w jesionikach gdzie moznaby zaliczyc dlouhe strane i pradziada lub nardziej przelotowy z finiszem na łysej górze. Dalej zwiedzamy Słowację, dla odmiany juz bardziej omijajac góry i zwłaszcza w drugej fazie etapow aby uciekinierzy mieli wiecej do powiedzenia przy przepieknych widokach w tle. Dalej kierujemy sie na poludnie oraz zwiedzamy Bałkany zaliczajac najtrudniejsze podjazdy jak niziny. innym razem przejezdzamy polske od wschodu do zachodu i dalej kierujemy sie do austrii gdzie wbijamy sie na ktorąś z kultowych przeleczy wyjeżdżając ponad wierzchołek rysów. Jedyne kraje ktore powinno sie starać unikac to Francja, Włochy i Hiszpania. Wiadomo dlaczego. We wloszech mozna czasem wjechać na jakąś przełęcz, do francji zjechac i zakończyć etap i to tyle. Inne kontynenty to jyz kwestia potencjału kibicow. Czy kibice w USA beda zainteresowani takim tourem by sie opłacał? Tu kibice z europy nie pomogą. Podobnie jest z azja czu australią. Tu nikt nie zarwie nocy zeby ogladac jak przez 80 km peleton goni po plaskim ucieczke z 3 minutowa stratą. No i czasowki. W opisanej przeze mnie opcji co roku drużynowa jazda na czas w innej stolicy kraju gospodarza. Druga plaska i trzecia z podjazdem. Czasowke z finalem na łysej na koniec pierwszego tygodnia wzialbym w ciemno. Ustawi generalke na kolejny tydzień a na koniec rodem dawnych lat 25-40km proba na przedostatnim etapie – raczej plaska, ale może być kręta, brukowana, trudna technicznie. A zamiast bruków rodem z polnocnych klasyków… Mozna by zrobić etap przez Bytom lub Sosnowiec będzie trudniej 😁

Msz
Msz

Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego swojego wielkiego touru nie doczekały się Niemcy. Zawsze mieli dużo dobrych zawodników, zróżnicowany teren, w tym wysokie góry. Co sprawiło, że mają etapówki, ale drugiego szeregu?

Woziwoda kolarstwa
Woziwoda kolarstwa

1.Wieloetapowy wyścig dla drużyn Pro Continental – ok 14 etapów z zakazem startu ekip WT.
Rozgrywany na terenie międzymorza Bałtyku i M .Czarnego .

2 Baltic tour – dookoła M.Bałtyckiego

Rafał
Rafał

Skandynawia, piękne i górzyste kraje

Maciej
Maciej

Mix:
Prolog online/zwift
Tydzień Hiszpania
Tydzień Włochy
Tydzień Francja
Ostatni Etap na torze

Jarek
Jarek

Etiopia – Wyżyna Abisyńska.
To byłby czad, starczyłoby za wszystkie trzy toury.

klm
klm

Prawdziwy kobiecy Grand Tour. 2-3 tygodnie przez Europę, od Hiszpanii po Skandynawię

Damian
Damian

Rosja

D.Z.
D.Z.

Prawdziwy wyścig dookoła Polski, a czemu by nie cały w Polsce taki Wielki Tour dla klasykowców. Start nad Bałtykiem np.drużynową czasówką, potem 1 tydzień dla sprinterów na północy i stopniowo coraz bardziej na południe w stronę gór np. Karkonoszy. Gór jednak trochę mamy i miejsc gdzie wyścig mógł by jechać. Z zachodu na wschód,np. Przeł. Okraj, Karpacz, okolice Wałbrzycha,Góry Sowie, Kotlina Kłodzka – Przeł. Puchaczówka, prezł. Spalona do Zieleńca z fajnym nowym dywanikiem. Potem Beskid Wisła, Szczyrk, Równica, Góra Żar, jeszcze Jura szlak orlich gniazd i okolice Krakowa raj dla klasykowców. Oczywiście jeszcze Tatry i jakaś górska czasówka np. do Bukowiny przez Gliczarów. Ostatni tydzień nasza wschodnia część Karpat próbowana ostatnio w Tour de Pologne Bieszczady, Beskid Niski, Sądecki aż po Wyspowy, słynna ściana Laskowa pod Limanową. Zakończenie w Rzeszowie,Nowym Sączu czy Krynicy zależy od rozkładu etapów. Taki Tour mógł by mieć nazwę od Bałtyku do Karpat albo Baltika Karpatia.