fot. CRO Race

Kibice na trasie? Byli. Tory tramwajowe na ostatnich kilometrach? Odhaczone. Zakręt za zakręcie? No ba! Niezabezpieczone i niewidoczne elementy wystające z drogi? Na powtórkach ledwo dostrzegliśmy. Listę przewinień organizatorów CRO Race można by tak kontynuować w nieskończoność – Vladimirze Miholjeviću i spółko, zrobiliście to tak źle, jak tylko się dało.

Skandal w końcówce Vuelta a Burgos z śpiącym policjantem na zjeździe i niespiętymi barierkami. Fatalna kraksa na finiszu podczas Tour de Hongrie, w wyniku której jeden z kolarzy uderzył w drzewo. Absurdalne poprowadzenie ostatnich kilometrów podczas Women’s Tour, gdzie kolarki manewrowały między autami zaparkowanymi na ostatnich kilometrach. Afery wokół wysepek, zwężeń i montażu barierek na Tour de Pologne. Międzynarodowa Unia Kolarska w tym roku nie ma dobrej prasy w temacie bezpieczeństwa i nie ma co się dziwić – takich przykładów jak powyższe mógłbym mnożyć, a to wszystko i tak nic nie znaczyłoby przy tym, jaką (wybaczcie kolokwializm, ale uciekam tu od wulgarności) manianę odwalono na finiszach podczas CRO Race.

Połowa wyścigu do reorganizacji na cito!
Kolarstwo musi wjeżdżać do miast, bo to właśnie one mają zostać zaprezentowane telewidzom, a i kibice chętniej stają na mecie gdy ta nie jest ulokowana gdzieś w szczerym polu. To fakt, a w połączeniu z tym, że chorwackie miejscowości były w sporej części budowane jeszcze za czasów Cesarstwa Rzymskiego i od tamtej pory nie zawsze je reorganizowano sprawia, że finisze wjeżdżają w wąskie i kręte uliczki. Niestety ale podczas CRO Race nie znaleziono złotego środka między interesem marketingowym a bezpieczeństwem.

Najgłośniej po sieci poniósł się głos Johana Bruyneela, który po zakończeniu ostatniego etapu zaczął swoją małą krucjatę przeciwko UCI i osobom, które zatwierdziły takie końcówki. Już drugiego dnia było kręto, a wąska, kamienna brama w końcówce mogła być miejscem, gdzie w razie kraksy kolarze by tylko wjeżdżali na siebie bez szansy na ucieczkę. To jednak było nic przy tym, co spotkało nas na finałowym odcinku…

Powyższy film „pięknie” ukazuje to jak wiele błędów popełniono prowadząc finisz tego etapu. Jakby ktoś nie wyłapał wszystkich złych rzeczy to poniżej 2 kadry z końcówki – na jednym widzimy uciekających kibiców, w których niemalże wpadł rozpędzony, niczym nie oddzielony od nich peleton, na drugim zaś tory tramwajowe – gdyby popadało moglibyśmy być świadkami prawdziwej rzezi. A, są jeszcze te małe słupki wystające z drogi – kto wpadł na pomysł, by wpuścić między nie kolarzy? Ci w dalszych rzędach nie mieli szans ich zobaczyć.

Brak deszczu ogólnie był wielkim ratunkiem dla organizatorów CRO Race, bowiem kraksy, które miały miejsce, przeszły bez większego echa, a ucierpiało „jedynie” kilku kolarzy. Niby wprowadza się wytyczne o tym, żeby końcówki były proste technicznie, ale potem oglądamy coś takiego i nóż się w kieszeni otwiera.

Co spotka organizatorów CRO Race za coś tak złego? Nagana i solidne kary? Degradacja? Nie, w nagrodę za kolejne lata prowadzenia w tak skrajnie nieodpowiedzialny sposób końcówek chorwacki wyścig w przyszłym roku awansuje z kategorii 2.1 do Pro Series. Drodzy dygnitarze UCI do spraw bezpieczeństwa, mam do Was małą prośbę. Rozpędźcie się i uderzcie głową w ścianę. Że brutalnie? Cóż, Wy na taką brutalność narażacie kolarzy i nikt nie ponosi za to odpowiedzialności.

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Piotr
Piotr

Faktycznie. Buzia mi się otworzyła, oczy wyszły na wierzch a w głowie kołatało: co to jest? skąd oni w ogóle wiedzą gdzie jechać? co tu się dzieje?
By po chwili pomyśleć: ale jazda! mają goście jaja! co za czad! też bym tak chciał! Przyznaję niestety że to było niesamowicie fascynujące!
Może właśnie o to chodziło organizatorom?
Szczęście że nie skończyło się tragedią.