fot. UCI

Za nami ostatni akt Mistrzostw Świata 2022. Po wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn już wiemy, że przez następne 314 dni w tęczowej koszulce oglądać będziemy Remco Evenepoela. Na podium w australijskim Wollongong wraz z młodym reprezentantem Belgii stanęli, po finiszu z drugiej grupy, Christophe Laporte oraz Michael Matthews. Najlepszym z Polaków okazał się być Stanisław Aniołkowski, który dotarł do mety na 76. pozycji.

Początek rywalizacji odbył się, podobnie jak w kategorii elity kobiet, w Helensburghu. Stamtąd, wzdłuż wybrzeża Morza Tasmana, zawodnicy pokonali długi na 27,7km dojazd do Wollongongu, gdzie wjechano na pierwszą z rund. Nie było to jednak okrążenie miejskie, znane doskonale ze wszystkich wyścigów, a to większe, pokonywane tylko raz z najdłuższym podjazdem Mount Keira (8,7km; 5%). Dopiero po 34-kilometrowej pętli zawodnicy wjeżdżali na doskonale nam już znane okrążenie z sekwencją dwóch wzniesień pokonywanych jedno po drugim, czyli Mount Ousley (0,7km; 6,7%) i Mount Pleasant (1,1km; 7,7%). Do linii mety, na każdej z 12 rund, ze szczytu tego ostatniego pozostawało 8500 metrów zjazdów i stosunkowo płaskiego dojazdu.

Polskę reprezentowało dziś trzech zawodników, a byli to Stanisław Aniołkowski, Maciej Bodnar i Łukasz Owsian.

O 2:27 polskiego czasu zawodnicy dotarli na kilometr zero, a pierwszy atak z 169-osobowego peletonu przypuścił Venantas Lašinis (Litwa). Naszemu północno-wschodniemu sąsiadowi nie udało się oderwać od głównej grupy, ale ta sztuka udała się grupie w składzie Łukasz Owsian (Polska), Simon Pellaud (Szwajcaria), Michael Kukrle (Czechy), Pier-André Coté (Kanada), Emīls Liepiņš (Łotwa), Jaka Primožič (Słowenia), James Fouché (Nowa Zelandia), Scott McGill (USA), Juraj Sagan (Słowacja), Bilguunjargal Erdenebat (Mongolia), Guy Sagiv (Izrael) oraz Nícolas Sessler (Brazylia). W pogoń za dwunastką ruszyli jeszcze Ognjen Ilić (Serbia), Muradjan Halmuratov (Uzbekistan) i Rien Schuurhuis (Watykan), a następnie Antoine Berlin (Monako) i Daniel Bonello (Malta).

Po niespełna 30km jazdy pierwszy raz przecięto linię mety, a różnice prezentowały się następująco:

  1. 12-osobowy odjazd z Łukaszem Owsianem
  2. +1:47 – 3-osobowy kontratak
  3. +3:10 – dwójka zawodników
  4. +3:50 – peleton

Tuż za linią mety z roweru zszedł Mathieu van der Poel i 27-letni Holender stał się tym samym pierwszym z zawodników poza wyścigiem. Na postawę jednego z głównych faworytów, o ile tak szybką rezygnację z jazdy można w ogólności nazwać „postawą”, najprawdopodobniej wpłynął fakt, że ostatnią noc Holender spędził na komisariacie po bardzo dziwnym incydencie. Więcej o tym w tym artykule.

Czasu się jednak nie da cofnąć, a zatem przyszło nam śledzić zmagania bez Mathieu van der Poela. 12-osobowy odjazd zapewne nawet nie miał świadomości jak wielkie wydarzenie zaszło za ich plecami i spokojnie budował coraz większą przewagę. Jadące za nimi goniące grupki nie potrafiły zbliżyć się do czoła, a podjazd pod Mount Keira (8,7km; 5%) sprawił, że kolarze z Monako, Malty czy Watykanu wrócili do peletonu.

Pierwsza góra przyczyniła się do selekcji, albowiem bardzo mocne tempo narzucił Pavel Sivakov (Francja). Reprezentacja obrońcy tytułu, czyli Juliana Alaphilippe’a, od samego podnóża postanowiła coś zrobić i już na 228km przed metą wyścig zaczął się robić interesujący. Na szczycie Mount Keira w głównej grupie pozostało jedynie około 40 zawodników, acz kolejne grupki nie miały dużej straty.

Francuzi, choć zgubili Juliana Alaphilippe’a i Benoît Cosnefroya, nie zwalniali i postawili na zaskoczenie swoich rywali, które im się zdecydowanie udało. W 15km zredukowali stratę do ucieczki z prawie 7 do 3 minut, a po zjazdach realizatorzy ukazali efekty tej akcji – w pierwszym peletonie pozostało jedynie około 40 kolarzy, zaś drugi, większy z nich, tracił do tego uciekającego ponad 2,5 minuty. Czegoś takiego w męskim kolarstwie nie oglądaliśmy od dawna.

Z przodu kręcili m.in. Wout van Aert i Tadej Pogačar. Szybki przegląd pokazał z kolei, że z tyłu pozostali m.in. Remco Evenepoel, Michael Matthews czy Biniam Girmay. Po dłuższych rozmowach ciężar pracy w pogoni wzięli na siebie Niemcy i Kolumbijczycy, a różnica zaczęła powoli maleć. Zawodnicy w ten sposób dotarli po raz pierwszy do podnóża Mount Ousley (0,7km; 6,7%) i Mount Pleasant (1,1km; 7,7%).

Tam z pierwszego peletonu oderwali się Pieter Serry (Belgia), Ben O’Connor i Luke Plapp (Australia), Pavel Sivakov (Francja) oraz Samuele Battistella (Włochy). Kolarze powoli zbliżali się po raz pierwszy z dwunastu do linii mety, a to pozwalało nam na dokładniejszy przegląd sytuacji. Na pomiarze czasu wszystko prezentowało się następująco:

  1. Ucieczka w składzie Łukasz Owsian (Polska), Simon Pellaud (Szwajcaria), Michael Kukrle (Czechy), Pier-André Coté (Kanada), Emīls Liepiņš (Łotwa), Jaka Primožič (Słowenia), James Fouché (Nowa Zelandia), Scott McGill (USA), Juraj Sagan (Słowacja), Guy Sagiv (Izrael) oraz Nícolas Sessler (Brazylia)
  2. +1:39 – Pieter Serry (Belgia), Ben O’Connor i Luke Plapp (Australia), Pavel Sivakov (Francja) oraz Samuele Battistella (Włochy)
  3. +2:44 – 24-osobowa grupa, w której jechali m.in. Wout van Aert (Belgia), Tadej Pogačar (Słowenia), Marc Soler (Hiszpania), Bauke Mollema (Holandia), Tobias Foss (Norwegia)
  4. +3:12 – przeszło 100-osobowy peleton

Niedługo później, na 183km przed metą pogoń doprowadziła do złapania atakującej grupy i akcja Francuzów zakończyła się tym samym względnym niepowodzeniem. Trzeba jednak przyznać jedno – emocji było dzięki niej sporo, co nie zdarzało się od dawna na Mistrzostwach Świata.

Po połączeniu się grup na przeskok zdecydowali się Andreas Leknessund (Norwegia) i Nico Denz (Niemcy). Peleton tymczasem mocno zwolnił, jakby uspokojony faktem, że przed nim pozostała jedynie 11-osobowa ucieczka dnia, kontratakująca piątka kolarzy oraz goniąca ich dwójka. Strata głównej grupy szybko przekroczyła ponownie 5 minut.

Kolejna runda minęła pod znakiem dalszego uspokojenia. Na niezbyt skuteczny atak zdecydował się Vitaliy Buts (Ukraina), ale ten nie odjechał zbyt daleko od peletonu prowadzonego praktycznie tylko przez Taco van der Hoorna (Holandia). 154km przed metą, czyli na 9 okrążeń przed końcem zmagań, sytuacja prezentowała się nastepująco:

  1. 11-osobowy odjazd z Łukaszem Owsianem w składzie
  2. +0:18 – 5 zawodników (Serry, O’Connor, Plapp, Sivakov, Battistella)
  3. +2:42 – Nico Denz
  4. +5:19 – Andreas Leknessund
  5. +7:21 – peleton

Z tyłu zmianę Holendrowi dali reprezentanci Hiszpanii, ale i oni nie wyglądali na specjalnie przejętych stratą do połączonej niedługo za linią mety, teraz już 16-osobowej czołówki. Było to zresztą dość dobre podejście, bo mimo niewielkich sił wydysponowanych do kontroli sytuacji różnica między grupami sukcesywnie spadała. Mniej więcej co 17-kilometrową rundę peleton odrabiał po około minutę do odjazdu. Na 5 okrążeń przed metą przewaga harcowników została zredukowana do poziomu niespełna 3 minut. Wówczas jeszcze mocniej pociągnęli na czele peletonu Holendrzy.

Podczas Mount Pleasant (1,1km; 7,7%) motocyklista z tablicą pokazał uciekinierom komunikat 1:45, a to momentalnie zmotywowało do ataku co silniejszych harcowników. Działo się zresztą nie tylko z przodu, bowiem i z tyłu doszło do małych przetasowań, a my byliśmy świadkami zawiązania się akcji drugich noży. Szybko okazało się jednak, że między nimi znalazły się także największe gwiazdy wyścigu.

Na zjazdach groźnie wyglądająca kraksa wyeliminowała z rywalizacji lidera reprezentacji Niemiec. Georg Zimmermann, na rzecz którego długo pracowali koledzy, bardzo długo nie podnosił się z asfaltu i stracił tym samym szanse na dobry wynik. Wróćmy jednak do czołówki, albowiem pomiar na cztery rundy przed końcem odsłonił nam składy poszczególnych grup. Sytuacja prezentowała się następująco:

  1. Łukasz Owsian (Polska), Ben O’Connor i Luke Plapp (Australia), Pavel Sivakov (Francja), Samuele Battistella (Włochy), Pieter Serry (Belgia), Simon Pellaud (Szwajcaria), Michael Kukrle (Czechy), Emīls Liepiņš (Łotwa), Jaka Primožič (Słowenia), Scott McGill (USA)
  2. +1:08 – 25-osobowa grupa w składzie: Remco Evenepoel, Quinten Hermans, Stan Dewulf (Belgia), Romain Bardet, Florian Sénéchal, Quentin Pacher (Francja), Nairo Quintana (Kolumbia), Pascal Eenkhoorn (Holandia), Jan Tratnik (Słowenia), Mattias Skjelmose Jensen (Dania), Ben Tullett, Jake Stewart (Wielka Brytania), Jai Hindley (Australia), Lorenzo Rota, Nicola Conci (Włochy), Mauro Schmid (Szwajcaria), Rasmus Tiller (Norwegia), Neilson Powless (USA), Alexey Lutsenko (Kazachstan), Nickolas Zukowsky, Pier-André Coté (Kanada), Kevin Geniets (Luksemburg), James Fouché (Nowa Zelandia), Juraj Sagan (Słowacja), Guy Sagiv (Izrael)
  3. +1:50 – peleton, w który pozostawała przeszło setka zawodników

Druga grupa szybko zyskała minutę przewagi, a z racji na obecność tam takich gwiazd jak Remco Evenepoel, Romain Bardet, Nairo Quintana, Alexey Lutsenko czy Jai Hindley można było się zastanawiać czy to rozsądne, że pozwolono tak odjechać tej akcji. 60km przed metą 25-osobowa grupa złapała czołową jedenastkę, dzięki czemu reprezentacje Francji i Belgii miały aż po 4 zawodników z przodu rywalizacji.

55km przed metą zaciągać zaczął Remco Evenepoel i stało się jasnym, że emocje aż do samej mety będą sięgały zenitu. Strata peletonu tymczasem zbliżała się do 2 minut i można było się głowić – na co czekali z tyłu Hiszpanie, Erytrejczycy czy Niemcy? Czemu nie wspierali ich np. Holendrzy i Słoweńcy, których akcja z przodu też raczej nie satysfakcjonowała?

Na 3 rundy przed końcem na czele utrzymywało się 25 kolarzy, a kontakt z coraz groźniej wyglądającą akcją stracili m.in. Łukasz Owsian, Nairo Quintana, Ben O’Connor czy Luke Plapp. Peleton tymczasem tracił ponad 2 minuty i zanosiło się, że kolarze obecni w peletonie najprawdopodobniej wypuścili swoją szansę medalową na dobre.

Z przodu pozostawali tymczasem nadal Remco Evenepoel, Quinten Hermans, Pieter Serry (Belgia), Pavel Sivakov, Romain Bardet, Quentin Pacher (Francja), Lorenzo Rota, Nicola Conci, Samuele Battistella (Włochy), Mauro Schmid (Szwajcaria), Mattias Skjelmose Jensen (Dania), Alexey Lutsenko (Kazachstan), Kevin Geniets (Luksemburg), Ben Tullett (Wielka Brytania), Rasmus Tiller (Norwegia), Neilson Powless, Scott McGill (USA), Jai Hindley (Australia), Jan Tratnik, Jaka Primožič (Słowenia), Michael Kukrle (Czechy), Emīls Liepiņš (Łotwa), Pascal Eenkhoorn (Holandia) i Nickolas Zukowsky (Kanada).

Z przodu zaczęły się skoki i próby urywania kolejnych rywali, tymczasem w peletonie faworyci poszli po rozum do głowy i zaczęła się dużo bardziej zdecydowana pogoń. Trzecia od końca sekwencja Mount Ousley (0,7km; 6,7%) i Mount Pleasant (1,1km; 7,7%) przyniosła solidne podziały w każdej z grup, a najmocniej szaleć próbowali Alexey Lutsenko i Remco Evenepoel. Dwójka odjechała pod koniec rundy i zgodnie współpracowała.

34km przed metą, czyli na dwa okrążenia przed końcem, peleton nadal tracił ponad 2 minuty prowadzącego duetu oraz goniącej ich, nieco zredukowanej, 21-osobowej grupy. Z tej wyskoczyli Mattias Skjelmose Jensen, Lorenzo Rota, Mauro Schmid i Pascal Eenkhoorn – w czwórkę spróbowali dopaść Belga i Kazacha. Był to dobry wybór, bowiem grupa za nimi mocno zwolniła i zaczęła z kilometra na kilometr tracić coraz więcej.

Tak dotarliśmy do przedostatni raz pokonywanych podjazdów, na których swojego współtowarzysza ucieczki postanowił zgubić Remco Evenepoel. Belg zrobił to bez większego kłopotu i tym samym zaczął mknąć po tęczową koszulkę. Trudno było sobie na tym etapie wyobrazić scenariusz, w którym 22-latek mógł jeszcze „przegrać” ten wyścig.

Za plecami samotnie jadącego Belga usilnie swoją przewagę utrzymać próbował Alexey Lutsenko, a za nim ze stratą prawie minuty jechała goniąca czwórka. W peletonie obudził się m.in. Wout van Aert, ale wszystko wyglądało na to, że drugi z Belgów ruszył zdecydowanie za późno.

Remco Evenepoel na rundę przed końcem miał 46 sekund przewagi nad Kazachem, dalej jechała czwórka w niezmiennym składzie, która traciła 1:10 do liderującego Belga. 1:31 to różnica między 22-latkiem a ostatkami z odjazdu, zaś peleton był już praktycznie bez szans w walce nawet o brązowy medal – kolarze tam jadący tracili ponad 2,5 minuty.

Oddajmy zatem Remco to co królewskie, ale skupmy się na tym co działo się za jego plecami – do rozdania zostały bowiem nadal dwa krążki. Alexey Lutsenko z kilometra na kilometr wyglądał coraz gorzej, widać było jak dużo kosztuje go samotna jazda. Tymczasem Mattias Skjelmose Jensen, Lorenzo Rota, Mauro Schmid i Pascal Eenkhoorn cały czas zgodnie współpracowali w pogoni za Kazachem oraz uciekając przed kolejną, 9-osobową grupą.

Alexey Lutsenko zdołał przecierpieć podjazdy pod Mount Ousley i Mount Pleasant z niewielką przewagą nad czwórką, która złapała z nim kontakt wzrokowy. Na 8km przed metą, gdy zostawały do mety tylko zjazdy i stosunkowo płaski dojazd, Kazach utrzymywał kilkanaście sekund przewagi, a perspektywa srebrnego medalu musiała dodawać mu sił. Kolarze w grupie z tyłu także byli szalenie zmęczeni, a atakujący Lorenzo Rota odczepił z koła Pascala Eenkhoorna. Jednocześnie można było być już prawie pewnym, że kolejna pogoń wypadała z walki o medale – w tym miejscu mieli ponad minutę do tych zawodników.

Goniąca trójka (już bez Holendra) złapała Kazacha na 4200 metrów przed metą. Ten usiadł na kole swoich rywali i bez zmian próbował dotrzeć na finisz, by dać jeszcze sobie szansę walki o medal. Było ich w „pogoni” za Remco Evenepoelem czterech, a do rozdziału pozostawały jedynie dwa krążki.

22-letni Belg świętował na mecie, a prawie 2 minuty za nim toczyła się pasjonująca walka o srebro. Czwórka długo się czarowała, co sprawiło, że dojechał do nich i przeszedł ich Pascal Eenkhoorn. Holender został jednak złapany przez rywali, do których dojeżdżali kolejni zawodnicy. Ostatecznie „pogoń” przesadziła z oglądaniem się na siebie, cała piątka została skasowana przez peleton, a medale po finiszu z tejże większej grupy zawisły na szyi Christophe’a Laporte’a (Francja) i Michaela Matthewsa (Australia). Co za rozstrzygnięcie!

Wyniki wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn w ramach Mistrzostw Świata 2022:

guest
8 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Jan
Jan

Kiepska obsada. Kibiców garstka na podjeździe – poza tym pusto…. Głupkowata idea mistrzostw na końcu świata. I jeszcze głupsza będzie impreza w Kigali. Pajace z UCI rządzą

Jan
Jan

I połowa kolarzy dostanie w Kigali sraczki przed startem, druga połowa zje mięso nafaszerowane koksem. Kolarstwo to Europa. Obsada w Afryce znowu będzie marna

Rebus
Rebus

@ Jan Jak zwykle kiepska obsada. Kto by nie jechał, zawsze jest kiepska…

four40
four40

Dla mnie też porażka. Jechać na drugi koniec świata i kręcić rundy po mieście jak w kryterium… Na prawdę nic w tej Australii nie ma?

Darek
Darek

Co ten młody Belg wyczynia?! .. To może być dominator na lata.