fot. Alpecin-Fenix

Kolarska Holandia sprinterami stoi, a kolejne dwa etapy 77. edycji wyścigu Vuelta a España udowodnią, że są ku temu bardzo dobre powody. W sobotę uczestnicy ostatniego wielkiego touru sezonu przeprawią się przez płaskie tereny Niderlandów, którymi ku Morzu Północnemu zmierzają wielkie europejskie rzeki, licząc na pojedynek z dużego peletonu na ulicach Utrechtu.

175-kilometrowa trasa ze 's-Hertogenbosch do Utrechtu zawiera niewielką porcję intrygi, ale warto zwrócić uwagę na dwa elementy. Tuż po minięciu 100. kilometra peleton pokona 4. kategorii podjazd pod Amerongse Berg (2,1 km, śr. 2,4%), dzięki czemu już w sposób mniej wymuszony mianować będzie można tymczasowego lidera klasyfikacji górskiej. Interesujące jest też umiejscowienie lotnego finiszu niespełna 17 kilometrów od linii mety, ponieważ akurat dziś dostępne na nim bonifikaty czasowe mogą zmienić układ sił na samym szczycie klasyfikacji generalnej.

Jestem zdania, że w centrum większości dużych miast obecnie nie sposób jest poprowadzić w pełni bezpiecznej trasy finiszu sprinterskiego etapu. Zaznaczę więc tylko, że również finałowe 4 kilometry wiodące na metę w Utrechcie zawierają kilka potencjalnie niebezpiecznych miejsc, w których wykoleić się może nadmiernie rozpędzony pociąg. Możliwość zaistnienia tego rodzaju niepożądanych wydarzeń zazwyczaj wzmaga nerwowy charakter pierwszego tygodnia rozgrywania wielkiego touru i fakt, że o miejsce na czele stawki rywalizują dodatkowo pociągi osłaniające liderów na klasyfikację generalną.

Oto, co na temat 2. etapu 77. edycji Vuelta a España napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 2, 20 sierpnia: 's-Hertogenbosch > Utrecht (175,1 km)

Alto de Amerongse Berg to tylko pierwszy przykład językowego lenistwa Hiszpanów, którego nigdy nie pojmę, ale wzniesienie pozwoli wyłonić Magnusa Corta tegorocznej edycji Vuelty. Poza tym, jeśli pogoda nie spłata żadnego figla, rywalizację na dystansie liczącym 175,1 kilometra i 518 metrów przewyższenia powinien zwieńczyć finisz z dużego peletonu w Utrechcie.

Pogoda

Chmury nad Utrechtem rozwiały się już na czas oczekiwanego przez publiczność zwycięstwa Jumbo-Visma w piątkowy wieczór, a sucha w Niderlandach ma być również sobota. Bliskość Morza Północnego i otwarte przestrzenie w tej części Holandii zazwyczaj prowokują do fantazjowania na temat peletonu porwanego podczas walki na wiatrach, ale zgodnie z aktualnymi prognozami powietrze ma się na tego rodzaju akcje poruszać trochę zbyt leniwie. Temperatura sięgnie 23 stopni Celsjusza.

Faworyci

O ile w późniejszej fazie rozgrywania wyścigu niewiele będzie odcinków posiadających bardzo oczywisty scenariusz, dwa etapy ze startu wspólnego w holenderskiej części tegorocznej Vuelty właśnie do takich należą. Prognozy pogody nie sugerują, aby na trasie miał zapanować chaos za sprawią wiatru, więc sobotnia rywalizacja niemal na pewno zakończy się pojedynkiem z dużego peletonu na ulicach Utrechtu.

Niderlandy sprinterami stoją, ale najlepszym reprezentantem tego kraju mającym szansę na zaistnienie w sobotniej końcówce jest Danny van Poppel (Bora-hansgrohe), w teorii mający wspierać Sama Bennetta (Bora-hansgrohe). Sytuacja w drużynie z góry nie przekreśla jego szans – podczas Tour de Pologne rolę zmagającego się z brakiem pewności siebie Irlandczyka przejął Jordi Meeus – ale w tegorocznej Vuelcie startuje kilku znacznie szybszych od niego kolarzy.

Najszybszym z nich, przynajmniej na papierze, jest Tim Merlier (Alpecin-Deceuninck), który od przyszłego sezonu ścigać się będzie w barwach Quick-Stepu. 29-letni Belg ma za sobą niełatwy sezon po tym, jak kraksa podczas Paryż-Roubaix wykluczyła go z udziału w Giro d’Italia, a jego drużyna zdecydowała się wyraźnie wspierać Jaspera Philipsena w najważniejszych imprezach kalendarza. Mistrzostwa swojego kraju ze startu wspólnego to jedyny wygrany przez Merliera wyścig od czasu powrotu do rywalizacji, ale na starcie Vuelty zawodnik Alpecin-Deceuninck staje ze zbudowanym wokół własnych ambicji składem – nawet jeśli ten pociąg rozprowadzający nie należy jeszcze do najbardziej zgranych.

Do kategorii „szybkich, z problemami” należą również Pascal Ackermann (UAE Team Emirates) i wspomniany Sam Bennett (Bora-hansgrohe). Dla pierwszego z wymienionych, pod względem liczby zwycięstw, jest to najgorszy sezon od lat, ale 28-letni Niemiec przełamał się niedawno wygrywając etap Tour de Pologne po wymagającym finiszu w Sanoku. Sprawa z Bennettem wydaje się bardziej skomplikowana, bo Irlandczyka zawodzi przede wszystkim jego krucha psychika, ale od ponownego uwolnienia swojej prędkości być może dzieli go jeden znaczący triumf. Sobotni odcinek Vuelty może stanowić ku temu bardzo dobrą okazję, bo dość kręta końcówka w Utrechcie pozwoli przekuć w atut krótki, ale jednocześnie bardzo skuteczny pociąg rozprowadzający Bory.

O miejsce w czołowej trójce 2. etapu hiszpańskiego wielkiego touru walczyć powinni też Kaden Groves (BikeExchange-Jayco), Gerben Thijssen (Intermarche-Wanty-Gobert) i Mads Pedersen (Trek-Segafredo), choć zwycięstwo któregokolwiek z tej trójki byłoby drobnym zaskoczeniem.

Jeśli zaś końcówka rzeczywiście ma tak trudne technicznie momenty, jak wskazuje na to książka wyścigu, ktoś może spróbować zaskoczyć sprinterów na ostatnich kilometrach. Do takiego scenariusza bardzo pasuje Fred Wright (Bahrain Victorious).

Vuelta a España 2022: zapowiedź całego wyścigu
Vuelta a España 2022: plan transmisji telewizyjnych

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments