ASO / P.Ballet

Kiedy uczestnicy Tour de France po raz ostatni pokonywali sektory bruków znane z wyścigu Paryż-Roubaix, peletonem Wielkiej Pętli rządziło jeszcze Team Sky, a Słowenia dopiero miała stać się kolarską potęgą. Brzmi jak cała wieczność, podczas gdy w rzeczywistości upłynęły zaledwie cztery lata. Kolejny akt rywalizacji na budzącej strach kostce rozegra się już w środę i zmieni wszystko, lub nie zmieni nic. Niezależnie od rozstrzygnięć gwarantuje jednak emocje sięgające zenitu.

Etapy prowadzące przez sektory bruków północno-wschodniej Francji włączane są do trasy Wielkiej Pętli co kilka lat, przynosząc diametralnie różne rezultaty. Pamiętny jest odcinek z 2014 roku, podczas którego Chris Froome nie dotarł nawet do nierównej kostki, a Vincenzo Nibali udowodnił, że nie boi się niczego, urywając przy tym Fabiana Cancellarę.

Kolejne randez-vous z brukami Paryż-Roubaix miały miejsce w latach 2015 i 2018. Chociaż etapy te obfitowały w typowe dla północnych klasyków zwroty akcji, kraksy i defekty, większość pretendentów do wysokich miejsc w klasyfikacji generalnej była w stanie ukończyć je na remis.

Już to podsumowanie niejako podkreśla zasadniczą różnicę pomiędzy jedynym rozgrywanym na francuskiej ziemi monumentem a dniem, kiedy z sektorami bruków mierzy się peleton Wielkiej Pętli: w tym drugim przypadku zwycięzcy przypada drugoplanowa rola, nagroda pocieszenia dla specjalisty od wyścigów jednodniowych. Wszystko, co istotne, rozgrywa się za jego plecami. A tam im gorzej, tym dla widowiska lepiej, co z perspektywy najsilniejszych ekip jest wyjątkowo bolesną prawdą.

Nie zamierzam w tym tekście rozstrzygać, czy uczestnicy wielkich tourów powinni rywalizować na brukach o tak wysokim stopniu trudności. Warto natomiast podkreślić, że wczesne kreowanie różnic w klasyfikacji generalnej jest tylko jednym z zadań, jakie tego rodzaju odcinki mają pełnić. Drugim jest ich wpływ na kompozycję drużyn, które w ten sposób zmuszane są do wystawiania bardziej wszechstronnych składów. Zabieg ten pozwala błyszczeć specjalistom od wyścigów jednodniowych, jednocześnie ograniczając możliwości najmocniejszych ekip w zakresie kontrolowania wydarzeń na górskich etapach, w zamyśle czyniąc je bardziej atrakcyjnymi.

Tyle z historii współczesnej i teorii, czas zatem przejść do praktyki. Na 5. etapie 109. edycji Tour de France uczestnicy wyścigu zmierzą się z trasą o długości 153,7 kilometra, prowadzącą z Lille do Arenbergu (Porte du Hainaut). Peleton będzie się zatem przemieszczał w kierunku przeciwnym do tego utrwalonego przez Piekło Północy, a Roubaix (bez kolizji z brukami) minie już na pierwszych kilometrach rywalizacji. Środowy odcinek zawiera 11 trzygwiazdkowych sektorów bruków, z których pierwszy zlokalizowany jest za półmetkiem, a uczestnicy wyścigu łącznie pokonają po kostce 19,4 kilometra. Stanowi to sumę mieszczącą się w normie Wielkiej Pętli.

Haczyk tym razem tkwi w długości niektórych sektorów (5, 4 i 3), które ze standardowych 1500 metrów niepostrzeżenie rozrosły się do odpowiednio 2800, 2400 i 2400 metrów. Czy muszę jeszcze wspominać, że nieprzypadkowo są to odcinki kocich łbów umiejscowione bardzo blisko linii mety?

Oto, co na temat 5. etapu 109. edycji Tour de France napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 5, 6 lipca: Lille Metropole > Arenberg Porte du Hainaut (153,7 km)

Trudno mówić o przewracaniu do góry nogami klasyfikacji generalnej, która nie nabrała jeszcze właściwego kształtu, ale 5. odcinek 109. edycji Tour de France należy do tych, na których można ten wyścig przedwcześnie przegrać. W środę po raz pierwszy od 2018 roku na trasę imprezy powrócą bowiem sektory bruków znane z monumentalnego Paryż-Roubaix, których na dystansie 153,7 kilometra znajdzie się 11. Nic pięciogwiazdkowego, ale konieczność pokonania blisko 20 kilometrów po bardzo nierównej kostce to i tak spore wyzwanie, a brak doświadczenia części liderów połączona z typową dla takich etapów losowością to mieszanka wybuchowa, która bardzo rzadko okazuje się niewypałem.

Ostatni sektor bruku (Hasnon > Wallers, ***) dzieli od linii mety ok. 5 kilometrów.

Pogoda

Aura nie uczyni tego dnia jeszcze trudniejszym. Prognozy na środowe popołudnie przewidują 24 stopnie Celsjusza i lekkie zachmurzenie.

Faworyci

Łatwo jest wymienić obecnych w 109. edycji Tour de France specjalistów od północnych klasyków – ze zwycięzcą tegorocznej edycji Paryż-Roubaix na czele – ale wielu z nich będzie na trasie 5. odcinka pełniło rolę kluczowych pomocników (i przewodników) swoich liderów.

Można się spodziewać, że zadanie takie przypadnie między innymi Dylanowi van Baarle (INEOS Grenadiers), Stefanowi Küngowi (Groupama-FDJ), Oliverowi Naesenowi (AG2R Citroen), Nathanowi van Hooydonckowi (Jumbo-Visma) i Nilsowi Polittowi (Bora-hansgrohe).

Z Woutem van Aertem (Jumbo-Visma) sprawa jest bardzo mglista, ponieważ według jednym doniesień ma on wspierać w środę Jonasa Vingegaarda i Primoza Roglica, innych zaś kontynuować swoją kampanię w klasyfikacji punktowej. Trudno połączyć jedno z drugim, więc wątpliwości dotyczące aktualnego lidera Wielkiej Pętli rozstrzygną się dopiero na trasie z Lille do Arenbergu.

W tej sytuacji dość klarownym faworytem najbliższego odcinka francuskiego wielkiego touru jest Mathieu van der Poel (Alpecin-Deceuninck), który wyłączywszy jazdę indywidualną na czas w Kopenhadze, przemieszczał się dotąd po trasie wyścigu jak we śnie.

Jego głównymi konkurentami w walce o etapowy triumf powinni okazać się Yves Lampaert, Kasper Asgreen, Florian Senechal (Quick-Step Alpha Vinyl), Mads Pederden, Jasper Stuyven (Trek-Segafredo), Matej Mohoric (Bahrain Victorious), Peter Sagan, Anthony Turgis (TotalEnergies), Alexander Kristoff (Intermarche-Wanty-Gobert), Christophe Laporte (Jumbo-Visma), Gianni Moscon (Astana Qazaqstan) i Jasper Philipsen (Alpecin-Deceuninck).

Spośród pretendentów do wysokich miejsc w klasyfikacji generalnej, po stronie zysków będą próbowali zapisać ten odcinek Geraint Thomas (INEOS Grenadiers), Tadej Pogacar (UAE Team Emirates), Jonas Vingegaard (Jumbo-Visma) i Aleksandr Vlasov (Bora-hansgrohe).

Tour de France 2022: zapowiedź całego wyścigu

Tour de France 2022: plan transmisji telewizyjnych

Poprzedni artykułWout van Aert: „To było 10 kilometrów skrajnego cierpienia”
Następny artykułPhilippe Gilbert: „Muszę być realistą – na Tourze ciężko będzie wygrać”
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Michal
Michal

Być może czołówka generalki umówi się na remis tak jak kilka lat temu. Niech ten rusek się tylko przewróci i wycofa

do michal
do michal

a co ty masz do ruska?

Paul
Paul

Witam. Odnoszę wrażenie, że główną rolę w tegorocznym TdF odgrywają motocykle. Samotna jazda Wouta Van Aerta przez ponad 10 km nie zakończyła by się zwycięstwem gdyby nie pomoc motocykli i całej tej kolumny samochodów. Każdy kto jeździ na szosie wie jakie to jest wspomaganie. Nic nie ujmując genialnemu Belgowi miał wspomaganie. UCI powinna się temu przyjrzeć zamiast wprowadzać absurdalne strefy gdzie można wyrzucać bidony.