fot. Getty Images

Triumfatorem 3. etapu 85. Tour de Suisse okazał się być Peter Sagan. Prowadzenie w klasyfikacji generalnej ponownie obronił Stephen Williams (Bahrain – Victorious).

3125 metrów przewyższenia – to suma trudności, jaka czekała na kolarzy, którzy przystąpili do startu w trzecim etapie Tour de Suisse. To właśnie tu na jedną z niewielu szans dla siebie mogli liczyć wytrzymali sprinterzy z Alexandrem Kristoffem, Matteo Trentinem czy Michaelem Matthewsem na czele.

Jednak nie tylko oni liczyli dziś na sukces. W wielkich tourach podobne etapy – z dużą liczbą umiarkowanie trudnych wzniesień, padają często łupem uciekinierów. W tygodniówkach sprawy mają się nieco inaczej, jednak i tu znalazła się grupa śmiałków licząca na odniesienie sukcesu. Znaleźli się w niej: Philippe Gilbert (Lotto Soudal), Joey Rosskopf (Human Powered Health), Stefan Bissegger (EF Education-EasyPost), Manuele Boaro (Astana Qazaqstan Team), Mathias Reutimann (reprezentacja Szwajcarii) oraz Quinn Simmons (Trek-Segafredo).

Główną motywacją tego ostatniego była walka o koszulkę najlepszego górala – skalpu, który w tym roku udało mu się zdobyć także w Tirreno-Adriatico, poprzedniej worldtourowej tygodniówce, w której startował. Przed tym etapem znów przewodził w klasyfikacji górskiej, z trzema punktami przewagi nad drugim Andreasem Leknessundem. Szybko powiększył tę przewagę. Wygrał pierwsze trzy premie, inkasując tym samym 18 punktów.

Jemu udało się więc osiągnąć swój cel. Natomiast ci z harcowników, którzy zabierając się w odjazd liczyli na zwycięstwo etapowe, musieli się obejść smakiem. Peleton tylko na moment pozwolił im uzyskać ponadtrzyminutową przewagę. Przez większość czasu różnica między grupami utrzymywała się delikatnie poniżej tej granicy, a na około 60 kilometrów przed metą spadła poniżej dwóch minut. Peleton zbliżał się do uciekających wolno lecz metodycznie.

Na około 40 kilometrów przed metą, tuż przed trzecią górską premią, ataku próbował Bissegger. Jeden z dwóch przedstawicieli gospodarzy w ucieczce wprawdzie zdołał oderwać się od towarzyszy, jednak nie udało mu się odjechać samotnie. Dla tych, którzy uważnie czytają ten tekst, nie będzie żadną niespodzianką, że szybko dołączył do niego Simmons. Niedługo później Amerykanin zostawił go z tyłu i samotnie dotarł do szczytu w Vauffelin.

Ten rajd również nie trwał długo. Daleko z tyłu zostali Boaro oraz Reutimann, ale reszta harcowników zdołała dojechać do mistrza świata juniorów z 2019 roku. Jeszcze przed wjazdem na ostatnią rundę ponownie poprawił Stefan Bissegger i tym razem Szwajcar samotnie pomknął w stronę mety, a jego byli towarzysze akcji zostali wchłonięci przez peleton.

15km przed metą jedyny lider miał już jednak tylko 40 sekund przewagi i pomimo swoich wielkich umiejętności w walce z czasem peleton nie dawał mu wielkich nadziei na powtórzenie etapowego sukcesu sprzed roku. Niedługo później 23-latek skapitulował, a ku zaskoczeniu rywali po sekundy na lotnej premii wyskoczyli Geraint Thomas (zdobył 3) i Maximilian Schachmann (zyskał 2).

Jeszcze przed strefą bezpieczeństwa, która zaczyna się na 3km przed metą, w peletonie doszło do dużej kraksy, w której ucierpiał m.in. Maximilian Schachmann i Domenico Pozzovivo. Oznaczało to zmiany w top10 klasyfikacji generalnej w okolicznościach, których nie życzył sobie nikt. Niedługo później obejrzeliśmy całkiem ciekawy finisz, w którym po zwycięstwo sięgnął Peter Sagan (TotalEnergies). Drugi był zdecydowanie szybszy od Słowaka, ale gorzej ustawiony na początku ostatniej prostej Bryan Coquard (Cofidis), a podium uzupełnił najlepiej rozprowadzony (albowiem były mistrz świata wychodził z jego koła) Alexander Kristoff. Etapu w wyniku kraksy nie ukończył Kamil Małecki (Lotto Soudal).

Wyniki 3. etapu 85. Tour de Suisse:

                                                                                    Bartek Kozyra i Jakub Jarosz

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Paweł
Paweł

Sagan jak za dawnych lat