Pozostanie nierozstrzygnięte, czy zakończona niedawno 105. edycja Giro d’Italia była porywającym widowiskiem. Nie ulega natomiast wątpliwości, że był to bardzo wymagający wyścig. Nikt więc nie zasłużył na odpoczynek bardziej, niż Jai Hindley (Bora-hansgrohe), który podczas krótkiego urlopu odwiedził jedną ze świątyń kolarstwa.

Zwycięzca pierwszego wielkiego touru tegorocznego sezonu odpoczywa obecnie nad jeziorem Como. Podczas urlopu postanowił zahaczyć o miejscowość Magreglio, gdzie znajduje się znana z wyścigu Il Lombardia kaplica Madonny del Ghisallo oraz poświęcone dziejom kolarstwa szosowego muzeum.

Jak się okazuje, Hindley odwiedził drugi z wymienionych obiektów z własnej inicjatywy i bez wcześniejszego uprzedzenia, ale bardzo szybko został zidentyfikowany przez pracowników muzeum. Olśniony ścianą szczelnie wypełnioną różowymi koszulkami wcześniejszych triumfatorów Giro d’Italia, 26-letni Australijczyk postanowił ofiarować również swoją, która zawisła obok trykotów Gilberto Simoniego i Egana Bernala.

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek
Jacek

Oczywiście nie znam go, ale wygląda na fajnego, skromnego chłopaka. Życzę mu, żeby do swoich dużych możliwości dodał trochę, a może więcej, niż trochę, zadziorności, takiej w stylu Contadora.