koen bouwman giro d'italia 2022
Giro d'Italia

Koen Bouwman po raz drugi w tegorocznym Giro d’Italia wygrał etap. Holender zapewnił sobie także zwycięstwo w klasyfikacji górskiej.

Wczorajszy etap dał kolarzom walczącym w „generalce” chwilę oddechu (choć zważywszy na szaloną końcówkę, nie tak dużą, jak by sobie tego życzyli). Teraz wyścig wkroczył w decydującą fazę – ostatnie trzy dni to przecież kończąca zmagania czasówka w Weronie i dwa górskie etapy. Pierwszy z nich odbył się dzisiaj, a jego profil, zawierający m.in. 10-kilometrowy, stromy podjazd w… słoweńskim Kolovrat, wyglądał obiecująco.

Porte i Gaviria – odwrócenie ról

Tego typu etapy zwykle sprawiają, że do ucieczek aż rwie się tabun bardzo mocnych górali. Tym razem również takich nie zabrakło – pojawili się w niej m.in. król gór tegorocznego Giro – Koen Bouwman, a także ubiegłoroczny lider – Attila Valter. Tym razem jednak skład uciekającej grupy okazał się bardziej zróżnicowany – zmieścił się w nim nawet… Fernando Gaviria, który pomimo dobrej formy już teraz wie, że zakończy tegoroczny wyścig bez żadnego zwycięstwa.

Brak opisu.
Pełny skład dzisiejszej ucieczki – obr. Pro Cycling Stats

Ucieczka w takim składzie nie przestraszyła peletonu. Ten szybko ją odpuścił i w efekcie grupka, już po około 30 kilometrach od zawiązania, zyskała sobie dziewięciominutową przewagę. Jej tempo nie było jednak bardzo wysokie, o czym najlepiej niech świadczy fakt, że Gaviria nie miał większych problemów z tym, by utrzymać jej tempo ani pod pierwszą dzisiejszą górską premię – Villanova Grotte, ani pod kolejną – Passo di Tanamea.

Inaczej niż doświadczeni górale, przede wszystkim Richie Porte. Australijczyk – jeden z najważniejszych pomocników Richarda Carapaza, już pierwszy podjazd zakończył poza główną grupą. Jak się później miało okazać, przyczyną problemów Porte’a była choroba. Po kilkudziesięciu kilometrach zmusiła ona Australijczyka do wycofania się z wyścigu.

Powody do zmartwień miał również Domenico Pozzovivo. On z kolei miał kłopoty na Tanamea – gdy jadąca w tamtym momencie 8 minut za ucieczką główna grupa podzieliła się na kilka części, on nie znalazł się w tej pierwszej. Później co prawda wszystko się zjechało, ale cała sytuacja musiała być dla niego sygnałem ostrzegawczym przed decydującymi momentami etapu.

Pierwsza chwila prawdy

Można było się spodziewać, że na Kolovrat kłopoty Włocha wrócą. Jednak teoretycznie najtrudniejszy podjazd dnia nie przyniósł zbyt dużego zamieszania w głównej grupie. Tempo nadawała BORA-hansgrohe, jednak niewiele z tego wynikało. Niemieckiej grupie nie udało się ani przerzedzić stawki – na szczycie podjazdu główna grupa wciąż liczyła około 30 kolarzy, ani znacząco zbliżyć się do ucieczki.

Gdy harcownicy zakończyli wspinaczkę pod teoretycznie najtrudniejszy podjazd, ich przewaga nad główną grupą wynosiła grubo ponad 7 minut. To wystarczająco dużo, by spokojnie myśleć o zwycięstwie etapowym któregoś z nich. Oczywiście w czołówce nie było  już Fernando Gavirii, który „strzelił” na samym początku wspinaczki, podobnie jak Clement Davy i Edward Theuns. Na kolejnych kilometrach w jego ślady szli kolejni zawodnicy, aż w końcu z przodu pozostali już jedynie Attila Valter, Andrea Vendrame, Mauro Schmid, Alessandro Tonelli oraz oczywiście Koen Bouwman. Na szczycie Kolovrat stało się właściwie jasne, że to któryś z nich sięgnie dziś po zwycięstwo etapowe.

Swojego sukcesu był już natomiast pewien Koen Bouwman, który przekraczając metę umiejscowionej na tamtym podjeździe premii, zapewnił sobie utrzymanie niebieskiej koszulki do końca wyścigu.

Spokojny podjazd, szalony koniec

Kolovrat wyłonił piątkę kolarzy, mających szanse na zwycięstwo etapowe. O tym, który z nich ostatecznie po nie sięgnie miała zadecydować wspinaczka pod Santuario del Castelmonte. Miała ona również przynieść odpowiedź na pytanie, czy na zmiany w „generalce” będzie trzeba czekać aż do jutrzejszego etapu.

Pierwsze kilometry wspinaczki nie przyniosły w tych dwóch kwestiach żadnych nowości. Jedyną wartą odnotowania rzeczą było to, że na czoło, już przed jej rozpoczęciem, wyszli kolarze INEOS Grenadiers. Z przodu natomiast trwała bardzo mozolna wspinaczka pod górę. Można było odnieść wrażenie, że górale się… czarowali. Symboliczny był obrazek, mający miejsce na około 3 kilometry przed metą. Z tyłu zostali wówczas Valter i Bouwman – raczej nie z powodu słabości. Sytuacja wyglądała tak, jak gdyby jeden liczył na to, że do czołowej trójki doprowadzi go z powrotem ten drugi.

W końcu jednak załatali niewielką dziurę, a do ataku ruszył Bouwman. Jego akcja nie przyniosła żadnych skutków, ale na moment przełamała impas – zaczęła się seria ataków. Ta się jednak szybko skończyła i wszystko wróciła do punktu wyjścia. Kwestia zwycięstwa rozstrzygnęła się dopiero na ostatnich metrach. Najlepszy okazał się Bouwman, choć kto wie, co byłoby, gdyby nie małe zamieszanie na ostatnim zakręcie. Vendrame – teoretycznie najszybszy z uciekinierów został zablokowany przez Schmida i w efekcie wjechał w materiały reklamowe. Natomiast sam Szwajcar dojechał do mety na drugim miejscu i po wszystkim miał pretensje do Bouwmana o to, że ten utrudnił mu wejście w zakręt. Na trzecim miejscu zameldował się natomiast Alessandro Tonelli.

Faworyci na metę wjechali blisko cztery minuty później. Różnic między nimi w zasadzie nie było, choć w końcówce działo się dość sporo. Najpierw świetną pracę wykonał Pavel Sivakow, który zgubił m.in. Pozzovivo, Valverde i Lopeza. Później atakowali kolejno Carapaz i Landa, ale ostatecznie nie przełożyło się to na żadne różnice między czołową trójką „generalki”. Ta dojechała trzy sekundy przed dwójką Hirt-Bilbao, z niewiele większą przewagą nad pozostałymi, a także… siedem sekund za Guillaumem Martinem, który zbliżył się na osiem minut do wymarzonej czołowej „10”

Wyniki 19. etapu Giro d’Italia 2022:

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Paweł
Paweł

Schmid mial pretensje a co miał powiedzieć Vendrame – mocny kandydat na dzisiejsze zwycięstwo, ag2r dalej bez zwycięstwa w tegorocznym giro