Tour de Romandie / Facebook

Tour de Romandie, prawdopodobnie przez proste skojarzenie z ukształtowaniem terenu Szwajcarii, ma renomę górskiego wyścigu. W rzeczywistości masywy imponujących Grand Combin, Matterhornu i Monte Rosa pozostają jedynie odległym drugim planem, podczas gdy o ostatecznych losach klasyfikacji generalnej decydują etapy jazdy na czas i pełne wejrzeń w oczy finisze z niewielkich grupek. W tym roku będzie podobnie, a 75. edycję imprezy uświetnią między innymi Geraint Thomas, Brandon McNulty, Marc Hirschi, Damiano Caruso, Gino Mäder, Sergio Higuita i Ion Izagirre.

Jeszcze przed upływem dekady, z góry narzuconą Tour de Romandie rolą było służenie za ostatni sprawdzian pretendentom do walki o czołowe miejsca klasyfikacji generalnej w Giro d’Italia. Transformacja kolarstwa szosowego, która dokonała się w ostatnich latach, zmusiła jednak organizatorów pierwszej ze szwajcarskich etapówek do zrewidowania swojej własnej wizji imprezy i dostosowania jej do kierunku rozwoju dyscypliny.

W czasach, kiedy lista pretendentów do odniesienia sukcesu w wyścigach trzytygodniowych sukcesywnie wydłuża się, a każdy punkt do klasyfikacji UCI World Tour jest na wagę złota, właściwe zarządzanie zasobami drużyny stanowi o sukcesie lub porażce. W efekcie oznacza to, że kolarze marzący o triumfalnym wjeździe do Mediolanu wolą szlifować formę w rozgrywanym tydzień wcześniej Tour of the Alps, a na szwajcarskich szosach rywalizują obecnie przede wszystkim kolarze, którzy jako główny cel sezonu obrali sobie Wielką Pętlę.

Receptura jest zaś nieskomplikowana: dwa etapy jazdy na czas, jeden w wysokich górach i trzy odcinki pozwalające marzyć o triumfie kolarzom ze spektrum od sprinterów po puncheurów. Składa się to na obraz wyścigu wymagającego takich samych umiejętności, jakie powinny charakteryzować potencjalnego zwycięzcę Tour de France. I w zasadzie więcej wiedzieć nie trzeba.

Trasa
Prolog, 26 kwietnia: Lozanna > Lozanna (5,12 km)

Prologi są rzecz jasna krótkie z samej definicji, jednak otwierające 75. edycję Tour de Romandie 5120 metrów jazdy na czas to bardzo niewiele nawet w tej wąskiej kategorii. Jednocześnie dystans ten ma sens uwzględniwszy, że etap wiedzie ulicami Lozanny, która uznana została za najlepsze miejsce do życia w grupie małych miast.

Szwajcarskie miasto położone jest na brzegu Lac Leman, czyli Jeziora Genewskiego, jednak prolog wiedzie ulicami północnej części Lozanny, tym samym nie narzucając się przesadnie z pocztówkowością tego miejsca. Trasa ze startem i metą na stadionie miejskim (Stade de la Tuiliere) należy do bardzo płaskich, licząc zaledwie 39 metrów przewyższenia, ale swoim przebiegiem może nieco przypominać nitkę toru Formuły 1, co oznacza, że nie brakuje na niej szybkich łuków i ciasnych zakrętów. Faworytami do założenia pierwszej koszulki lidera tegorocznego Tour de Romandie będą więc specjaliści od jazdy na czas, jednak ze względu na charakter i długość tego odcinka, można stawiać również na mocnych sprinterów i kolarzy o torowym rodowodzie.

Etap 1, 27 kwietnia: La Grande Beroche > Romont (178 km)

Drugi dzień rywalizacji (a formalnie pierwszy etap) rozpocznie się nad innym z wielkich jezior Szwajcarii: Lac de Neuchatel. Na tym jednak podobieństwa się kończą, ponieważ prowadzący z La Grande Beroche do Romont odcinek liczy 178 kilometrów i 2729 metrów przewyższenia, rzucając uczestnikom wyścigu innego rodzaju wyzwania. Biorąc pod uwagę szczyty Jury z jednej strony, a Alp ze wszystkich innych, pokonywane w środę cztery kategoryzowane podjazdy nie należą do najtrudniejszych. Warto jednak zwrócić uwagę na pierwszy z nich – Suchy (2,0 km, śr. 6,4%) – gdzie najprawdopodobniej uformuje się odjazd dnia oraz i finałowe wzniesienie (1,0 km, śr. 7,3%) w Romont, na którym zlokalizowana została meta. Rzecz w sam raz dla puncheurów z syndromem odstawienia Ardenów.

Etap 2, 28 kwietnia: Échallens > Échallens (168,2 km)

Czwartek w Tour de Romandie to dystans 168,2 kilometra, przewyższenie liczące 2327 metrów i tylko jeden kategoryzowany podjazd w środkowej części trasy (La Praz: 6,7 km, śr. 4,6%), która prowadzi przez rolnicze krajobrazy regionu Gros-de-Vaud. Oznacza to, że będzie to dzień dedykowany nielicznym sprinterom, którzy z jakichś względów zasłużyli sobie na zesłanie do Szwajcarii. Finisz w Échallens należy do nieskomplikowanych technicznie, ostatni zakręt peleton pokona 3 kilometry od linii mety.

Etap 3, 29 kwietnia: Valbroye > Valbroye (165,1 km)

Na trasie 3. etapu uczestnicy wyścigu pokonywać będą liczne pagórki położone na południowy wschód od Lac de Neuchatel, co na papierze czyni piątek kolejnym dniem doskonale odpowiadającym specjalistom od ardeńskich klasyków. W przypadku tego odcinka, który liczy 165,1 kilometra i 2441 metrów przewyższenia, zaproponowany przez organizatorów profil mocno koloryzuje rzeczywistość, a finałowe dwa podjazdy – Dompierre (3,6 km, śr. 5,0%) i Sedeilles (4,5 km, śr. 4,4%) mogą okazać się zbyt łatwe dla typowych puncheurów. Całkiem prawdopodobny jest więc scenariusz, w którym końcówka sprowadzi się do przeciągania liny pomiędzy uciekinierami i ekipami posiadającymi w swoich składach sprinterów.

Etap 4, 30 kwietnia: Aigle > Zinal / Val d’Anniviers (180,1 km)

Aigle to uprawa winorośli, podnóże Alp i siedziba Międzynarodowej Unii Kolarskiej. Właśnie tam rozpocznie się królewski, a przy tym jedyny prawdziwie górski etap 75. edycji Tour de Romandie, podczas którego uczestnicy wyścigu pokonają 180,1 kilometra i 4158 metrów przewyższenia. Pierwsza część odcinka prowadzi doliną Rodanu, a wyzwania zaczynają się piętrzyć na wysokości Nax, gdzie zlokalizowane jest pierwsze z kategoryzowanych wzniesień (10,3 km, śr. 7,7%). Na wysokości Sierre peleton skręci w Val d’Anniviers, gdzie zrobi niewielką rundkę z premiami na Les Pontis (7,8 km, śr. 6,2%), Saint-Luc (4,6 km, śr. 7,8%) i Les Ziettes d’en Bas (4,7 km, śr. 5,9%), po których rozpocznie się finałowa wspinaczka do stacji narciarskiej Zinal. Na papierze składają się na nią podjazdy pod Les Pontis (7,8 km, śr. 6,2%), Grimentz (6,2 km, śr. 7,2%) i pofalowany, 8-kilometrowy odcinek prowadzący na metę, ale w rzeczywistości ostatnie 30 kilometrów etapu niemal nieustannie wiedzie w górę. 

Etap 5 (ITT), 1 maja: Aigle > Villars (15,84 km)

Tegoroczny Tour de Romandie zwieńczy jazda indywidualna na czas, która na blisko 16-kilometrowym odcinku pomiędzy Aigle i Villars wiedzie w górę regularnie i niestrudzenie. Wspinaczka (10,2 km, śr. 8,0%) rozpoczyna się po pokonaniu jednej trzeciej dystansu, a jedyny punkt pomiaru czasu zlokalizowany został na początku wzniesienia, co może prowadzić do wielu niespodzianek na mecie. Tym bardziej, że królewski etap z pewnością zapiecze po raz drugi przynajmniej kilku z czołowych zawodników klasyfikacji generalnej Tour de Romandie.

Faworyci

Tour de Romandie, prawdopodobnie przez proste skojarzenie z ukształtowaniem terenu Szwajcarii, ma renomę górskiego wyścigu. W rzeczywistości jednak klasyfikację generalną tej imprezy najczęściej wygrywają świetnie jeżdżący na czas kolarze, którzy nie gubią się w chaosie typowym dla sprintów z niewielkich grupek. Drugim ze skojarzeń, które z każdym rokiem staje się coraz bardziej przeterminowane, jest myślenie o Tour de Romandie jako ostatecznym sprawdzianie przed Giro d’Italia. Kiedyś rzeczywiście nim był, ale tę rolę sprawnie przejął Tour of the Alps, a szwajcarska etapówka jest dziś zamrażarką dla kolarzy celujących w Wielką Pętlę i wszystkich innych, dla których ta część sezonu nie ma dostatecznie dobrej oferty.

Bronić tytułu będzie w tym roku Geraint Thomas, który stanie na czele ekipy INEOS Grenadiers. Ze względu na dwa odcinki jazdy na czas oraz regularny finałowy podjazd jedynego prawdziwie górskiego odcinka, trasa 75. edycji Tour de Romandie doskonale odpowiada 35-letniemu Walijczykowi. Odbierane dotąd sygnały na temat dyspozycji Thomasa trudno nazwać pozytywnymi, jednak w ostatnich sezonach do pewnego stopnia wyspecjalizował się on w wyścigach etapowych rozgrywanych od kwietnia do czerwca, więc być może warto dać temu szansę. 

Interesującymi punktami składu brytyjskiej drużyny na Tour de Romandie są również Ethan Hayter i Magnus Sheffield, zdolni rozdzielić między sobą trzy pagórkowate odcinki.

Po świetnych występach w “ardeńskich klasykach”, bardzo wysoko stoją akcje ścigających się w barwach Bory-hansgrohe Aleksandra Vlasova i Sergio Higuity. Ten pierwszy na zachwycanie formą życia znalazł sobie dość niefortunny moment, jednak faktem pozostaje, że dokonał w ostatnich miesiącach olbrzymich postępów. Jest też jednym z dość niewielu kolarzy na liście startowej Tour de Romandie, którzy powinni być w stanie po stronie zysków zapisać zarówno górski etap do Val d’Anniviers, jak i finałowy odcinek jazdy na czas. 24-letni Kolumbijczyk nie jest aż tak wszechstronny, ale również imponował w ostatnich tygodniach dyspozycją, a jego triumf w klasyfikacji generalnej Volta a Catalunya udowodnił, że pod żadnym pozorem nie można go ignorować. Przy tym Higuita należy do zawodników bardzo eksplozywnych i nieprzewidywalnych, co pozwoli Borze grać na dwóch liderów w sposób, o jakim ta ekipa od zawsze marzyła.

La Doyenne zgotowała drużynie Bahrain Victorious dość bolesny moment otrzeźwienia, bo włożywszy mnóstwo pracy w realizowanie założeń taktycznych, uczynili oni wyścig trudnym głównie dla siebie samych. Do rywalizacji w Szwajcarii przystąpi ona jednak z 7-osobowym składem pełnym bardzo dobrze dysponowanych kolarzy, którym przewodzić będą Damiano Caruso i Gino Mäder. 34-letni Włoch nie lubi wychylać się przed szereg nieproszony, jednak kiedy już dostaje szansę bycia liderem swojej ekipy, z reguły potrafi ją dobrze wykorzystać – jak chociażby w niedawnym Giro di Sicilia. Tour de Romandie to rzecz jasna znacznie wyższy poziom, ale królewski etap w Alpach i rozgrywana ostatniego dnia czasówka powinny pozwolić Caruso na skuteczną walkę o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej. Solidności Włocha można przeciwstawić postawę 25-letniego Szwajcara, którą prezentuje on od początku tego sezonu. Póki co bardzo trudno było dostrzec w nim Gino Mädera z ubiegłorocznych Giro i Vuelty, choć coś mi podpowiada, że stanie on przed swoją własną publicznością dostatecznie zmotywowany. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, powinien on być jednym z kolarzy brylujących na bardzo długim podjeździe do Zinal, a ostatni Tour de Suisse sugeruje, że młody Szwajcar jest w stanie również zaskoczyć na odcinku “górskiej” jazdy na czas.

UAE Team Emirates stanie do walki z Markiem Hirschim, Juanem Ayuso i Brandonem McNultym, a kombinacja wszechstronności i doświadczenia sugeruje, że na trasie 75. edycji Tour de Romandie powinni oni liczyć na tego ostatniego – o ile tylko Amerykanin odnajdzie formę z początku tego sezonu. Przy tym przyznać trzeba, że pozostałe dwie opcje też należą do co najmniej przyzwoitych, bo o ile 23-letni Szwajcar wybitnym specjalistą w zakresie jazdy na czas nie jest, prologi dobrze mu wychodzą, a formą w końcu nawiązuje on do swojego przełomowego 2020 roku. 19-letni Hiszpan również potrafi sobie świetnie radzić na każdym gruncie, choć ze względu na wiek, jego poczynania lepiej na tym etapie obserwować z zainteresowaniem, niż konkretnymi oczekiwaniami.

Ekipa Jumbo-Visma, trochę nie mając wyboru, wysyła do boju swoich zawodników drugiego planu, pozwalając błyszczeć Stevenowi Kruijswijkowi, Rohanowi Dennisowi i Seppowi Kussowi. W bardzo ciekawym składzie stanie też na starcie w Lozannie drużyna Quick-Step Alpha Vinyl, choć biorąc pod uwagę brak formy starszych z jej kolarzy i bardzo skromne doświadczenie młodszych, ich aspiracje dotyczyć powinny przede wszystkim zwycięstw etapowych. Na takie szanse mają głównie Mauro Schmid, Ethan Vernon i Remi Cavagna, choć Mikkela Honore, Josefa Cernego i Jamesa Knoxa też skreślać nie wypada.

W ostatnich tygodniach formą imponowali również Ion Izagirre (Cofidis), Ben O’Connor (AG2R Citroen), Thibaut Pinot i Michael Storer (Groupama-FDJ). Wyłączywszy wszechstronnego i szybkiego Baska, muszą oni jednak pokazać się na etapach jazdy na czas ze swojej absolutnie najlepszej strony, by mieć szansę na satysfakcjonujący wynik w klasyfikacji generalnej Tour de Romandie. 

W wyścigu nie wystąpi żaden Polak. 

 

Wyścig Tour de Romandie 2022 rozgrywany będzie od 26 kwietnia do 1 maja.

Harmonogram transmisji:

od poniedziałku do piątku od 15.30 (Eurosport 1 i Player)

sobota od 14.00 (Eurosport 2 i Player)

niedziela od 13.45 (Eurosport 1 i Player)

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek
Jacek

Jak zwykle przenikliwa, inteligentnie napisana analiza, odpowiednio doprawiona wyrazistym stylem – dziękuję, Pani Olu.