fot. Tour of the Alps

Miguel Ángel López (Astana Qazaqstan Team) po samotnym ataku z grupy zasadniczej, przeskoku do ucieczki i tam przeprowadzenia kolejnej ofensywy, został triumfatorem 4. etapu Tour of the Alps. Drugie miejsce na mecie w Kals am Grossglockner zajął Thibaut Pinot (Groupama – FDJ), trzeci był Romain Bardet (Team DSM). Prowadzenie w klasyfikacji generalnej utrzymał Pello Bilbao (Bahrain – Victorious).

Kolumbijczyk po swoim triumfie został zaproszony na konferencję prasową, gdzie odpowiadał na pytania dziennikarzy. 28-latek rozpoczął od opowiedzenia, jak wyglądał ten odcinek z jego perspektywy:

Zrobiliśmy to co planowaliśmy, atakowaliśmy już na 2. etapie, potem straciłem parę minut ale to nie było żadnym problemem. Od początku przyjechaliśmy tu z celem wygrania etapu i dziś poszło nam to doskonale. To bardzo dobry wyścig i świetne przygotowanie do Giro, jest tu wiele gór, ale tylko jeden finisz ulokowano na szczycie podjazdu, więc musiałem to wykorzystać w 100%.

Kolejne pytania dotyczyły jego powrotu do Astany, po burzliwym rozstaniu z ekipą Movistar, oraz tego jak czuje się przed zbliżającym się wielkimi krokami Giro d’Italia:

Astana to dla mnie rodzina, to właśnie tutaj odniosłem swoją pierwszą zawodową wygraną, wróciłem do tej drużyny po sezonie w Movistarze i triumfowanie ponownie w tych barwach to wyjątkowa rzecz. Forma jest dobra, stopniowo wzrasta, już na drugim etapie sprawdzałem nogi, a dzisiaj udowodniłem, ze wszystko idzie w dobrym kierunku. Myślę, że będę w idealnej formie, gdy rozpocznie się mój największy cel tego sezonu, czyli Giro d’Italia.

Miguela zapytano także o to, jak wyglądały taktyczne przygotowania do tego etapu:

Rano, gdy planowaliśmy strategię, dyrektor sportowy powiedział mi żebym został
w peletonie, ponieważ w końcówce będzie szansa ataku, przeskoku do ucieczki
i ewentualnego zwycięstwa. Miałem wcześniej stratę, więc taki scenariusz był realny. Ktoś z nas jednak musiał zabrać się w odjazd dnia, abyśmy z tyłu nie musieli pracować, więc wyszło na to, iż to Fabio Felline znalazł się z przodu.

Kolejne wypowiedzi Miguela na konferencji dotyczyły powodów jego stosunkowo częstych upadków, a także poproszono Kolumbijczyka o nieco bardziej szczegółowy opis końcowych kilometrów:

Kraksy są częścią naszego sportu. W peletonie są ogromne nerwy, podczas Wielkich Tourów jest tak chaotycznie, ze zawsze będziesz uwikłany w jakiś upadek, to nieuniknione. Mimo tego zawsze jestem w stanie walczyć i kończyć trzytygodniowe imprezy w czołowej dziesiątce, mam nadzieję że to się nie zmieni. Co do ostatniego podjazdu, to było tam bardzo wietrznie, z tego też powodu nie mogłem zaatakować w najbardziej stromym momencie, na samym początku wzniesienia. Wykorzystałem chwilę zawahania w późniejszej fazie podjazdu. Napędzało mnie to, iż widziałem gdzie jest pierwszy w tamtym momencie – Thibaut Pinot. Byłem świadomy, że jeśli go dogonię to mam szansę pokonać go w sprincie. Wyszło nawet lepiej.

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments