Lennard Kamna
fot. BORA-hansgrohe / SprintCycling

Trzeci etap 57. wyścigu Tour of the Alps zakończył się zwycięstwem Lennarda Kämny. Prowadzenie w klasyfikacji generalnej utrzymał będący w świetnej formie Pello Bilbao (Bahrain-Victorious).

Trzeciego dnia zmagań na kolarzy czekało niespełna 150 kilometrów z łącznym przewyższeniem na poziomie niemal 3100 metrów. Po drodze ulokowano jedynie dwie górskie premie – Terenten/Terento (6km; 7,9%) oraz Furkelpass/Passo Furcia (7,8km; 7,2%). Szczególnie trudny był środek tej drugiej – to niemal ciągłe nachylenie na poziomie 11%. Ze szczytu przełęczy do mety pozostawały 24km – koniec jak każdego dnia ulokowany został bowiem niżej, w jednym z malowniczych, trydenckich miasteczek.

Na starcie z powodu choroby nie stanął dziś Vincenzo Albanese. Włoch był 4. na mecie pierwszego etapu, a o drugim odcinku porozmawiał z nim obecny na miejscu redaktor Naszosie.pl. Tym samym 111 zawodników ruszyło dalej, a wielu z nich przejawiało wielką motywację do rywalizacji. Nie jestem w stanie bowiem inaczej wyjaśnić tego, że przez ponad 50km nie zawiązała się żadna ucieczka, a kolejni kolarze wciąż próbowali swojego szczęścia.

Pierwsze poważniejsze zawiązanie akcji nastąpiło dopiero u progu lotnej premii w Feldthurns/Velturno. Tą wygrał Thibaut Pinot (Groupama-FDJ), ale jakiś czas później Francuza i jego towarzyszy złapał porwany na dwie części peleton, a zatem ponownie rozpoczęła się walka o znalezienie się w odjeździe.

Uspokojenie nastąpiło dopiero gdy kolarze zaczęli zbliżać się do Terenten/Terento (6km; 7,9%). Wówczas na czele znalazła się, bliźniaczo do dnia wczorajszego, dwucyfrowa grupa śmiałków, a byli to tracący najmniej w klasyfikacji generalnej, bo „jedynie” 4:23 Chris Hamilton (DSM), Natnael Tesfatsion (Drone Hopper), Andrey Amador (INEOS), Lennard Kämna (BORA), Merhawi Kudus (EF), Vadim Pronskiy (Astana), Reuben Thompson (Groupama), José Joaquín Rojas i Will Barta (Movistar), James Piccoli (Israel), Jonathan Lastra (Caja Rural), Unai Iribar (Euskaltel) oraz Torstein Træen (Uno-X).

Grupa szybko zyskała pierwsze 3 minuty przewagi. Bask z Euskaltelu wygrał górską premię, a odjazd ani myślał o poddawaniu się w walce o wygraną etapową – w pewnym momencie różnica dawała już na to wielkie nadzieje. Kluczowym miał być jednak podjazd pod Furkelpass/Passo Furcia (7,8km; 7,2%) – to tam przewaga harcowników zaczęła mocno spadać, a szarpać próbował Chris Hamilton.

24km przed metą przyspieszyli Torstein Træen i Vadim Pronskiy – duet na zjazdach miał już jednak tylko minutę nad peletonem. Norweg nie poradził sobie z trudami technicznego zjazdu i zaliczył upadek, co sprawiło, że na czele pozostał tylko Kazach. Temu nie szło samotnie najlepiej, więc dogonił go próbujący pościgu James Piccoli, a niedługo później także reszta uciekinierów.

Odjazd na zjazdach nie tracił nawet sekundy wobec „peletonu”, a właściwie to około 20-osobowej grupy faworytów, więc harcownicy mogli zacząć marzyć o wygranej etapowej. Na czele kręciła siódemka, a byli to Vadim Pronskiy, Andrey Amador, Lennard Kämna, James Piccoli, Will Barta, Jonathan Lastra oraz dynamiczny Natnael Tesfatsion.

7km przed metą to była nadal minuta, a z przodu zaczęły się niekończące się skoki. 2500m przed metą chyba najgroźniejszy przypuścił Lennard Kämna, do Niemca zdołał jednak dojechać Andrey Amador oraz niesamowicie zmęczony Jonathan Lastra.

Kilometr przed metą kolejny raz przyspieszył kolarz BORA-hansgrohe i to on sięgnął po wygraną etapową w trydenckim miasteczku Villabassa. Drugie zwycięstwo w sezonie, a piąte w karierze dla Lennarda Kämny stało się tym samym faktem. Peleton stracił niespełna minutę, to w nim dojechał liderujący w wyścigu Pello Bilbao.

Wyniki 3. etapu Tour of the Alps 2022:

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Trynidada
Trynidada

a Froome na szarym końcu, matko, niech może da sobie spokój już bo to smutne jest