Julian Alaphilippe jest jednym z najbardziej charyzmatycznych kolarzy ostatnich lat. Pokazuje, jak wygrywać, przegrywać, atakować, zaliczać kraksy, zostawać za peletonem oraz pomagać kolegom z drużyny. Dwa razy „na solo” zdobył tytuł mistrza świata (we Włoszech oraz w Belgii), a teraz o doświadczeniu ścigania się w legendarnej tęczowej koszulce po raz pierwszy w karierze opowiedział w swojej autobiografii. 

Francuskojęzyczną wersję książki (oryginalny tytuł: Mon anée arc-en-ciel) wydało w listopadzie ubiegłego roku wydawnictwo Marabout. Jak dotychczas nie ma ani wydania polskojęzycznego, ani także anglojęzycznego. Ja czytałam egzemplarz przetłumaczony na język hiszpański – w tej wersji książka nosi tytuł Mi año de arcoíris i ukazała się nakładem wydawnictwa Libros de Ruta. Jeśli ktoś zna holenderski, to może jeszcze przeczytać „Mój rok w tęczy” właśnie w tym języku.

Gdy Alaphilippe wrócił do domu po zdobyciu pierwszego w karierze tytułu mistrza świata w Imoli, teść zapytał go, czy zdaje sobie sprawę, że jest najlepszym kolarzem na świecie. Wówczas przekonał się, jak wielkie znaczenie ma „tęcza”. Czekał go sezon w najbardziej rozpoznawalnych barwach w kolarstwie i cała presja związana z ich noszeniem. Jednak chciał zacząć wygrywać już wcześniej. Pierwsza okazja nadarzyła się w wyścigu Liège-Bastogne-Liège (przełożonym z powodu pandemii z kwietnia na jesień), ale jak to wszystko się skończyło doskonale wiemy.

Momentów, w których Julian Alaphilippe zaprasza za kulisy swojego prywatnego życia jest w tej książce więcej. Zaczynam od nich, ponieważ chyba to właśnie one sprawiają, że sięgamy po biografie sportowców. Pozwalają bowiem poznać ich od tej „ludzkiej” strony. 29-letni Francuz opisuje, jak dużym ciosem była dla niego śmierć ojca oraz dzieli się ogromną radością i dumą związaną z faktem zostania ojcem. Pamiętamy, jak wycofał się przed ostatnim etapem wyścigu Tour de Suisse 2021, by zdążyć na poród pierworodnego syna Nino. Dzięki książce poznajemy drugą stronę medalu tej sytuacji. Widzimy pełnego rozmaitych emocji mężczyznę, który na złamanie karku gna do swojej partnerki, by towarzyszyć jej w jednej z najważniejszych i zarazem najtrudniejszych chwil w życiu.

Kolarz drużyny Quick-Step Alpha Vinyl przyznaje również, że poza kolarstwem ma trzy wielkie pasje. Są to muzyka, samochody oraz zegarki. Nie odnosi się jednak wrażenia, że stoją one ponad zwykłym życiem czy uprawianą przez niego dyscypliną sportu. Są raczej zajęciami, którym oddaje się w wolnej chwili. Jak pisze w książce, „samochód jest dla przyjemności, a rower po to, aby cierpieć”. O tym, że dla Alaphilippe’a zawsze najważniejsi są ludzie świadczy to, że jedno ze swoich aut sprzedał przyjacielowi za dużo niższą cenę, bo wiedział, że jest jego marzeniem. Ciekawe są również kulisy tego, skąd na jego nadgarstku znalazły się zegarki prestiżowej i bardzo drogiej marki Richard Mille. Muzyka z kolei to hobby zaszczepione przez ojca, który grał w lokalnym zespole. Alaphilippe zauważa, że muzycy i sportowcy mają ze sobą coś wspólnego, a mianowicie jedni i drudzy czerpią radość z występowania przed publicznością.

Nie mniej ciekawe są fragmenty książki dotyczące wyłącznie kolarstwa. Wiele z dwudziestu jeden rozdziałów dotyczy ważnych dla Juliana Alaphilippe’a i drużyny Quick-Step Alpha Vinyl oraz reprezentacji Francji momentów sportowych w sezonie 2021. Dowiadujemy się więcej chociażby o zwycięstwie na pierwszym etapie wyścigu Tour de France w Landerneau i dalszym przebiegu wyścigu; o tym, dlaczego „LouLou” nie zdecydował się na wyjazd do Tokio na igrzyska olimpijskie; a także o przygotowaniach i nastawieniu do obrony tytułu mistrza świata w Leuven. Z drugiej strony nie jest tak, że Alaphilippe pomija w swojej narracji mniejsze starty czy sprawy treningowe. Na stronach dotyczących pierwszych wyścigów w sezonie czy występów przygotowujących formę również znajdziemy wiele interesujących zakulisowych faktów, które pokazują, jak pracuje dwukrotny i aktualny czempion globu.

Forma książki Mi año de arcoíris jest banalnie prosta. Julian Alaphilippe jest narratorem, wypowiada się w pierwszej osobie. Nie znamy szczegółów dotyczących pracy nad książką, ale wszystko wskazuje na to, że Francuz po prostu opowiedział o najważniejszych dla niego wydarzeniach z 2021 roku, a redaktor to opracował. W rezultacie mamy do czynienia z lekką formułą, chwilami zbliżającą się do dzennika. Podczas czytania ma się wrażenie, że słucha się opowiadającego bohatera. Tym samym książka nie jest klasyczną autobiografią czy biografią, dzięki której śledzimy losy bohatera w porządku chronologicznym – od dzieciństwa czy też początków kariery do jej końca, najważniejszych sukcesów czy też śmierci. W tym przypadku chodziło o to, aby opowiedzieć o doświadczeniu pierwszego w karierze roku w tęczowej koszulce – dla każdego kolarza wydarzenia wyjątkowego i unikatowego, bo ani mistrz olimpijski, ani zwycięzca Tour de France nie jeździ później w tak dystynktywnej koszulce jak maillot arcoíris. 

Podsumowując, zdecydowanie polecam lekturę tej książki już teraz wszystkim tym, którzy są w stanie zrobić to po francusku, hiszpańsku lub holendersku. Warto poszerzyć swoją wiedzę o inne źródła niż tylko komunikaty prasowe czy krótkie wypowiedzi po wyścigach.  Czasami okazja, aby rzucić inne światło na pewne wydarzenia nadarza się dopiero przy okazji wydania biografii. Szczerość przecież dobrze się sprzedaje, a z dystansu widać wyraźniej.

Teraz pozostaje mieć nadzieję, że Mój rok w tęczy ukaże się niebawem po polsku.

A na zakończenie kilka ciekawych cytatów z książki:

O ojcu/rodzicach

Mój ojciec nie wiedział o kolarstwie nic, ale wiem, że kiedy oglądał mnie w telewizji podczas Tour de France był ze mnie dumny. Podstawą mojego wychowania była ciężka praca, ponieważ w naszym domu nic nie spadało z nieba. I to wychowanie podąża za mną przez życie.

O przyjacielu Driesie Devenynsie

[Dries] odmówił powołania do reprezentacji Belgii [na MŚ w Leuven – przyp. M.W.], bo wiedział, że będzie musiał pracować dla Wouta van Aerta i nie chciał znaleźć się w sytuacji, w której musiałby pracować przeciwko mnie. Taki gest przyjaciela jest absolutnie ponad wszystkim!

O czasach pandemii wirusa Covid-19

Mamy szalone czasy. Miliony osób na całym świecie straciły swoje życie z powodu koronawirusa. Znam ludzi, którzy widzieli, jak ich najbliżsi walczą o życie w przepełnionych szpitalach. To okropne. Jeśli mój tytuł mistrza świata sprawił im chociaż trochę przyjemności, to mi także.

O Tadeju Pogačarze

To jest coś, czego prawdopodobnie nie widać w telewizji, ale kiedy jedzie się obok niego, czuję się jego siłę mentalną oraz postawę, która zawsze wyraża walkę o zwycięstwo, stuprocentowe zaangażowanie i poświęcenie.  

Tłumaczenia cytatów pochodzą od autorki tego artykułu. 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments