fot. SD Worx

Wczoraj w Toskanii odbyły się wyścigi Strade Bianche mężczyzn i kobiet. W pierwszym z nich byliśmy świadkami „one-man show” ze strony Tadeja Pogacara – wcześniejsza, kobieca rywalizacja miała dwie główne bohaterki: Annemiek van Vleuten oraz Lotte Kopecky.

Tempo Strade Bianche Donne było bardzo wysokie. Wyścig obfitował w liczne ataki, które następowały już na kilkadziesiąt kilometrów. Sytuację starały się kontrolować ekipy największych faworytek do końcowego zwycięstwa, w tym Movistar Team, Canyon//SRAM Racing czy SD Worx, w składzie której znalazła się Lotte Kopecky. Jeżdżąca w trykocie mistrzyni Belgii kolarka zdecydowała się na samotne przyspieszenie na 22 kilometry do mety, jednak niedługo później została doścignięta. Jak relacjonowała po wyścigu – wysforowała się na czoło, by jechać swoim tempem, a nie tym narzuconym przez najgroźniejsze rywalki.

Od ataków innych faworytek nie dało się jednak uciec – na szutrowym sektorze Le Tolfe, od czołowej grupy oderwała się Annemiek van Vleuten (Movistar Team), a jej koło była w stanie utrzymać jedynie Lotte Kopecky.

– Moją pewność siebie podniosło to, że Annemiek nie była w stanie zgubić mnie na sektorze Le Tolfe. Dodatkowo bardzo pomogła mi drużyna – koleżanki podążały za wszystkimi atakami. Chantal cały czas mówiła mi, żebym jechała spokojnie, nie traciła energii i pozwoliła innym pracować. Jeśli słyszy się takie słowa od tak niesamowitej kolarki, to też bardzo pomaga

– mówiła na konferencji prasowej Belgijka.

Współpraca w czołówce nie układała się najlepiej i duet został doścignięty na kilka kilometrów do mety. Pomimo kilku prób rozerwania grupy, do podjazdu pod Via Santa Caterina w Sienie dojechało kilkanaście zawodniczek. Od początku wspinaczki wysokie tempo narzuciła Annemiek van Vleuten. Za Holenderką, niczym cień, podążała Lotte Kopecky. W chaotycznej końcówce lepiej odnalazła się mistrzyni Belgii i przecięła linię mety tuż przed swoją rywalką.

– To zwycięstwo znaczy dla mnie naprawdę dużo. Ostatni kilometr był bardzo bolesny, ale wiedziałam, że muszę podążać za Annemiek. Na stromym fragmencie tempo było bardzo wysokie i myślałam, że już nie dam rady, ale cały czas słyszałam Annę (van der Breggen) krzyczącą do słuchawki, że muszę dać z siebie wszystko. Udało mi się złapać koło Annemiek, na zakrętach wyprzedzałyśmy się nawzajem – to był niesamowity sprint do ostatniego zakrętu

– relacjonowała Kopecky.

– Dołączyłam do zespołu SD Worx, by włączyć się w walkę o wygrane w najważniejszych wyścigach. To między innymi dzięki drużynie udało mi się osiągnąć ten wynik. Przed wyścigiem byłam pewna siebie i powiedziałam dziewczynom, że mogę wytrzymać ostatni podjazd. Finisze dla puncherek mi pasują, a w ubiegłym roku czułam się tu dobrze, więc wiedziałam, że mogę to zrobić

– dodała.

Belgijka triumfując na Piazza del Campo potwierdziła tym samym dobrą formę, którą prezentowała między innymi w Omloop Het Nieuwsblad. Tam również jechała aktywnie, lecz ostatecznie żadna z jej akcji nie zakończyła się powodzeniem. Sobotni wynik pokazał, że Belgijka będzie jedną z głównych faworytek największych północnych klasyków, nadchodzących wielkimi krokami.

– Wiedziałam, że będę w stanie walczyć o wygraną, jeśli będę na jej kole na Via Santa Caterina. Pokonanie Annemiek w tak wymagającej końcówce znaczy dla mnie naprawdę bardzo dużo. To jeden z moich najlepszych wyników w karierze

– zakończyła.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments