fot. Tour u Rwanda

Ogromnym uproszczeniem byłoby sprowadzenie imprezy w Rwandzie do bycia swoistym preludium mistrzostw świata 2025. Tour du Rwanda to bowiem etapówka z pewną historią, ciągle rozwijający się wyścig, który ma potencjał na solidny rozwój i bycie numerem 1 w całej Afryce.

Z ogromną przyjemnością zapowiem Państwu 14. edycję Tour du Rwanda. Czynię to pierwszy raz na łamach Naszosie.pl, toteż pozwolę sobie słowem wstępu powiedzieć coś o sobie – impreza w Centralnej Afryce jest chyba moją ulubioną w całym kalendarzu Międzynarodowej Unii Kolarskiej, a zatem tekst ten, jak i podsumowania poszczególnych etapów w moim wykonaniu mogą być pełne zachwytu. Mam nadzieję, że uda mi się zarazić tą miłością jak największą rzeszę fanów – Rwanda ma bowiem swój urok, a ściganie tam jest co najmniej tak samo emocjonujące jak w największych imprezach na świecie.

Historia imprezy
Tour du Rwanda powstała w 2009 roku, a na starcie pierwszej edycji stanęło 63 kolarzy z różnych zakątków Afryki oraz Europy. Dominowali Marokańczycy, acz swoich sił próbowały reprezentacje tak egzotycznych państw jak Burundi, Gabonu, Wybrzeża Kości Słoniowej czy Ugandy. Po triumf sięgnął Adil Jelloul, a już trzeci w klasyfikacji generalnej Adrien Niyonshuti stracił przeszło 10 minut. Reprezentanta gospodarzy świat kojarzyć może z tego, że w barwach Qhubeki, a później Team Dimension Data, dotarł aż do poziomu World Touru – w 2016 roku oglądaliśmy go na starcie Tour de Pologne.

Edycja 2010 to już wielkie nazwiska, acz wówczas kompletnie nieznane. Wygrał Daniel Teklehaimanot, na podium stanęli Natnael Berhane i Reinardt Janse van Rensburg, czwarty był triumfator z 2009 roku, a piąte miejsce zajął Tsgabu Grmay. Jak widać Tour du Rwanda stało się trampoliną do World Touru dla wielu zawodników.

Rok później na starcie pojawiła się już ekipa „z wielkiego świata”. Team Type 1 – Sanofi, znane teraz jako Team Novo Nordisk, ustrzeliło dublet, a po wygraną sięgnął Kiel Reijnen przed Joeyem Rosskopfem. Przez kolejne lata w Rwandzie co roku pojawiały się jakieś europejskie ekipy, acz wyścig zaliczył pewną stagnację.

Przełom nastąpił w 2019 roku – wówczas Tour du Rwanda wyróżniono kategorią 2.1, a po wygraną sięgnął jadący w reprezentacyjnych barwach kolarz Astany – Merhawi Kudus. Za jego plecami sklasyfikowany został Rein Taaramäe, który od tamtej pory regularnie witał w Rwandzie na obozach przedsezonowych – wysokość nad poziomem morza, ciepło, baza hotelowa czy piękne podjazdy – wszystko to sprzyja wybieraniu właśnie tego kierunku zamiast tradycyjnej dla wielu kolarzy Hiszpanii.

Erytrejczyk triumfował także w 2020 roku – wówczas świat odkrył talent Natnaela Tesfatsiona. W ostatniej edycji triumfował Cristián Rodríguez z TotalEnergies, niestety Hiszpan nie przystąpi do obrony tytułu – ściga się obecnie na szosach Andaluzji. Kogo w tym roku odkryje ten wyścig? Najbliższy tydzień da nam na to odpowiedź.

Trasa
Podobnie jak w ostatnich latach tak i w tym roku na zawodników czeka 8 etapów, a właściwie patrząc na numerację odcinków to prolog oraz 7 dni zmagań ze startu wspólnego. Nie zabraknie klasycznych podjazdów, w tym legendarnego już odcinka Kigali-Kigali z brukowanymi podjazdami pod Mur de Kigali i Rebero, acz wyścig zwiedza coraz to nowe miejsca w tym środkowoafrykańskim kraju docierając do coraz odleglejszych od stolicy miast.

W tym roku pierwsze różnice w klasyfikacji generalnej powstaną już podczas premierowego odcinka. Czterokilometrowy prolog w stolicy Rwandy w kontekście całej imprezy będzie jednak zapewne niezbyt znaczący, bowiem później na kolarzy czekać będą dużo większe trudności.

Sama meta została ulokowana przy Kigali Arenie – nowym obiekcie, otwartej w 2019 roku hali widowiskowo-sportowej o pojemności 10 tysięcy miejsc. Wyglądem nieco przypomina katowicki Spodek i z pewnością ma szansę na osiągnięcie równie ważnego statusu w swoim kraju.

Profil prolog Rwanda 2022

Drugiego dnia obejrzymy zmagania na trasie Kigali – Rwamagana. Niech nikogo nie zmyli profil – to będzie jeden z prostszych odcinków w całym Tour du Rwanda, a pojazdy mają niewielkie nachylenie. Na wschód od stolicy na kolarzy czeka dziesięć rund, a 50-tysięczne miasto powinno być raczej świadkiem sprintu z mniejszej grupy.

Jedną z największych atrakcji w Rwamaganie jest lokalny, zabytkowy kościół. Czemu o tym wspominam? 2 tygodnie przed wyścigiem lokalny biskup spowodował wypadek, w którym zginął 18-letni rowerzysta Baptiste Niyogisubizo. Nie chcę tu pisać o wielkich tendencjach, ale z pewnością przed tego typu stronami świata jeszcze wiele wyzwań by zapewnić bezpieczeństwo cyklistom. Oby takich ofiar było jak najmniej. Jeśli gdzieś pojawi się minuta ciszy podczas wyścigu to właśnie z tego powodu.

Profil etap 1 Rwanda 2022

Trzeci dzień, czyli drugi etap, to hołd dla nowego sponsora głównego wyścigu – browaru Amstel. Tak się bowiem składa, że ta firma ma swoją siedzibę także w Rwandzie i to ona będzie celem etapu startującego tradycyjnie z stolicy, czyli Kigali. 2500m przewyższenia na 156km to już przyjemny poziom trudności dla ekip chcących robić różnice, zwłaszcza, że dla wielu kolarzy nowością może być wspinaczka na prawie 2500m.n.p.m.

Nachylenia podjazdów? Kanyinya to 5,5km o średnim gradiencie 7,3%, dalej do pokonania będzie Umurenge (5,6km; 4,6%), a po zawiązaniu ucieczki kolarzom przyjdzie podjechać pod Kivurungę (7,1km; 6,5%), Musanze (2,8km; 6,1%) oraz bardzo długi szczyt Bigogwe (25,8km; 2,2%).

Profil etap 2 Rwanda 2022

Trzeci etap zaprowadzi nas z Kigali do Gicumbi, a że będzie to dość krótki odcinek to spodziewać można się dość dynamicznej rywalizacji. Podjazd Tetero to 7,5km o średnim gradiencie 6,3%, rok temu sprawił on kolarzom dość duże problemy i praktycznie ustawił klasyfikację generalną. Poprzedza go m.in. znana już z drugiego etapu wspinaczka pod Kanyinya (5,5km; 7,3%).

Profil etap 3 Rwanda 2022

Organizatorzy najwyraźniej coraz lepiej radzą sobie z logistyką, bowiem choć przez cały wyścig kolarze ulokowani będą w jednym, 5-gwiazdkowym hotelu w stolicy, to etapy nie będą 100% związane z miastem Kigali. Świadczy o tym odcinek numer 4 z Muhanga do Musanze. 2300m przewyższenia na 125km to fajny kawał ścigania. Po drodze górskie premie, które wyścig dotychczas odwiedzał zdecydowanie rzadziej, zatem ciężko prognozować przebieg rywalizacji.

Parametry dla fanów cyferek? Tu wrażenie robi przede wszystkim Gitaba – 17,3km o średnim nachyleniu 4,8%. Poprawka pod Kadahendę także będzie trudna, to w sumie 7,8km o gradiencie wynoszącym 4,6%.

Profil etap 4 Rwanda 2022

Następnego dnia zawodnicy wrócą z Musanze do Kigali, po drodze pokonają zaś znane już z poprzednich dni podjazdy pod Kivurungę (7,1km; 5,4%) i Tetero (6,6km; 6,9%). To tu po raz pierwszy do przejechania będzie Mur de Kigali (500m; 7,4%), acz tym razem „ledwie” raz. Na metę ulokowaną pod przepięknym Kigali Convention Centre poprowadzi 900-metrowy podjazd o nachyleniu prawie 8%. Ten obiekt to prawdziwa perła architektury – polecam obejrzeć sobie zdjęcia z okolic końca tego odcinka.

Profil etap 5 Rwanda 2022

Szósty etap z pewnością zasłużył na miano królewskiego odcinka tegorocznego Tour du Rwanda. Na „rozgrzewkę” zawodnicy wjadą do Gicumbi (23,3km; 3,2%), następnie do pokonania będzie nieco hopek, zjazd i wspinaczka do Gako (8km; 4,6%). Finał to genialna wspinaczka pod Mont Kigali. Podjazd ten liczy sobie 5,9km o średnim nachyleniu 6,7%, ale swoją nieregularnością potrafi dać w kość nawet najlepszym wspinaczom. Ostatni kilometr ma aż 15%!

Profil etap 6 Rwanda 2022

Ostatni etap nie wygląda na bardzo groźny, ale niech to nikogo nie zmyli. Mur de Kigali to prawdziwa ściana i niejeden kolarz był już zmuszony do zeskoczenia z roweru by wbiec na jej szczyt. Wiadomo, wyścig się profesjonalizuje i coraz więcej zawodników radzi sobie z tym wzniesieniem w tradycyjny sposób, niemniej bardzo dynamiczny odcinek liczący ledwie 75km może przynieść niemałe roszady w klasyfikacji generalnej. Finał w postaci Canal Olympia to przedłużenie podjazdu pod Rebero – w tej wersji liczy aż 5,1km o średnim nachyleniu 6,5%.

Warto zwrócić mocno uwagę na ten odcinek także z tego powodu, że przed nami mistrzostwa świata 2025 w Rwandzie, a właśnie taki układ rundy jest wysoce prawdopodobny pod kątem zmagań w światowym czempionacie. W kolejnych latach zapewne niejeden kolarz wybierze się na rekonesans by poczuć w nogach przepiękny Mur de Kigali, na poboczu którego co roku ustawiają się gigantyczne tłumy fanów kolarstwa.

Profil etap 7 Rwanda 2022

Pogoda
Słońce, plaża, zimne piwko… A nie, to nie ta bajka. Prawdą jest, że temperatury będą bardzo przyjemne – utrzymywać powinno się mniej więcej 20-25 stopni Celsjusza. Niech nikogo nie zmyli jednak fakt, że wyścig jest w Afryce, bowiem kontynent to ogromny, a opady deszczu czy burze potrafią solidnie namieszać w tym regionie. Tak się składa, że oba te zjawiska są prognozowane na pierwsze dni zmagań, niewykluczony jest także dość porywisty wiatr. Tym samym niektórzy zawodnicy, co bardziej czuli na tego typu zmiany, mogą nagle tracić siły w walce o wygraną w całym wyścigu.

Lista startowa ekipa po ekipie (faworyci)
Z najniższymi numerami do rywalizacji przystąpią kolarze TotalEnergies. Do walki nie przystąpi broniący tytułu Cristián Rodríguez, a pod jego nieobecność zastąpić ma go przede wszystkim kończący karierę po tym sezonie Alexandre Geniez. Z większej grupy powalczyć może Sandy Dujardin, a na tytuł niespodzianki imprezy zapracować ma szansę Alan Jousseaume, acz ogólnie zestawienie takie 2/10 w wykonaniu tego Pro Teamu.

Jeśli mam krytykować francuską ekipę to nie wiem co powinienem zrobić z Israel – Premier Tech. Jedyna worldtourowa formacja na starcie wysłała do Rwandy praktycznie najgorszy garnitur. Do ostatniej chwili na szerokiej liście startowej był 2. przed rokiem James Piccoli, ostatecznie do rywalizacji przystąpi 3 kolarzy z Izraela, młody Australijczyk Alastair Mackellar oraz 18-letni Cole Kessler. Słabo, słabo…

Tym samym tytuł głównych faworytów otrzymać powinni kolarze Drone Hopper – Androni Giocattoli. Natnael Tesfatsion wygrał Tour du Rwanda 2020, Jhonatan Restrepo przez ostatnie 2 lata wygrał aż 5 odcinków tej imprezy, a pomagać im będą utalentowany Juan Diego Alba, 22-letni Didier Merchan i świetny w górach Daniel Muñoz. Potężne zestawienie w skali rywali.

Kolejne numery otrzymali kolarze Tarteletto – Isorex. Rok temu najlepszym góralem był Lennert Teugels, do Rwandy wybrał się też bardzo dynamiczny Gianni Marchand. Podobnie jakościowo prezentuje się Wildlife Generation Pro Cycling, gdzie o generalkę powalczyć może Jonathan Clarke, a sprinterem powinien być znany ze swojej bujnej czupryny Noah Granigan.

W 4-osobowym składzie do walki przystąpi B&B Hotels – KTM. Rok temu 3 etapy wygrał 4. w klasyfikacji generalnej tamtej edycji Alan Boileau, na Mont Kigali najlepszy był obecny i w tym roku Pierre Rolland. Ciekawie zaprezentować może się też Axel Laurance.

Wielką gwiazdę w skali tej listy startowej zabrała ze sobą reprezentacja Wielkiej Brytanii – Leo Hayter to ogromny talent i ma szansę, potocznie mówiąc, pozamiatać. Towarzyszyć będą mu m.in. utalentowany, 18-letni Jack Brough i rok starszy Robert Donaldson.

Z ekip drugiej dywizji na starcie znajdziemy jeszcze Burgos-BH z Ángelem Madrazo i szybkim Óscarem Pelegrím oraz Team Novo Nordisk. Obie te ekipy nie powinny jednak włączyć się do walki o triumf w generalce.

Dużo poważniej, a być może nawet najpoważniej na całej liście startowej, wygląda za to skład Bike Aid. O Henoku Mulubrhanie pisałem dzisiaj długi felieton/wywiad, powalczyć może także lubiący tego typu imprezy Nikodemus Holler, zawsze mocny Adne van Engelen i znany głównie z sukcesów w Azji Jesse Ewart.

Mimo mojego ogromnego szacunku nie napiszę nic dobrego o reprezentacji Rwandy, podobnie potraktować muszę jedyną ekipę z tego kraju – Benediction Ignite. Eric Manizabayo teoretycznie był 10. przed dwoma laty, Jean Bosco Nsengimana wygrywał nawet w 2015 roku, ale poziom rywali się zmienił.

Na starcie zobaczymy jeszcze reprezentację Algierii z mocnym Azzedine Lagabem i Hamzą Mansourim, dość anonimową kadrę Maroka, pochodzący z Tajlandii zespół Grant Thornton – Bike Zone oraz niemiecki Saris Rouvy Sauerland Team. Jeśli warto jednak na kogoś spojrzeć to prędzej na norweski Team Coop, który reprezentować będzie znany z World Touru Andreas Stokbro oraz zwycięzca Pucharu MON 2021 Louis Bendixen.

Listę startową zamyka ProTouch z Samuelem i Moise Mugishą – odpowiednio triumfatorem z 2018 roku i drugim kolarzem edycji 2020, w której trzeci był Kent Main, również obecny na starcie, oraz Terengganu Polygon Cycling Team, którego barw bronić będzie pięciokrotny triumfator etapowy z szos Rwandy Metkel Eyob oraz dobrze znany polskim kibicom Anatoliy Budyak.

Moja gawęda o przyszłości
Jeśli kogoś interesowała wyłącznie zapowiedź to w tym miejscu można już skończyć lekturę, natomiast przy okazji tego wyścigu chciałbym zawrzeć też garść prywatnych przemyśleń na temat kolarstwa w Rwandzie czy ogółem w całej Afryce oraz innych zakątkach świata, gdzie sporty rowerowe nie są (jeszcze) tak popularne jak w Europie.

Czy inne kontynenty są 100 lat za państwami z największymi tradycjami kolarskimi? Nie. World Tour dotarł przecież do Ameryki Północnej czy Chin, wielkie gwiazdy miały okazję ścigać się w Kolumbii czy Argentynie. Bardzo ciekawie przekazywane są imprezy z Tajlandii czy Malezji, zatem taką czarną plamą wydaje się być przede wszystkim Afryka. Czy aby na pewno?

Francuzi od lat ciekawie inwestowali w La Tropicale Amissa Bongo, acz wyścig ten zatrzymał się na kategorii 2.1 i nie zanosi się by na szosach Gabonu miał nastąpić szybki postęp. Inaczej sprawa wygląda z Tour du Rwanda – tu co roku pojawiają się nowi sponsorzy, a impreza ta moim zdaniem już za rok albo dwa powinna wskoczyć do „cyklu” Pro Series. World Tour byłby rzecz jasna przedwczesny, eliminowałby udział lokalnych ekip, więc w ogólności mógłby doprowadzić do zabicia sportu, acz już rzeczona półka niżej byłaby pięknym wyróżnieniem dla tego afrykańskiego państwa.

Niestety ale ciężko uprawiać jest kolarstwo bez pieniędzy, infrastruktury czy przede wszystkim stabilności. Różne rejony Afryki wciąż trapione są konfliktami zbrojnymi na tle etnicznym i religijnym, a to nie sprzyja sportowi. Zostaje więc emigracja do np. Włoch czy Francji, ale jak wiadomo na to zdecydować może się jedynie promil wszystkich potencjalnych kolarzy.

Należy cieszyć się z takiego rodzynka na mapie Czarnego Lądu, jakim to z pewnością jest Rwanda, niemniej upłynie jeszcze sporo wody w Nilu nim kolarstwo osiągnie status prawdziwie globalnego sportu. Mistrzostwa świata to piękny gest, oby poszły za nim także realnie postępowe działania.

Kto wie… Może za 10, 20 czy 40 lat zobaczymy więcej niż jednostkowych kolarzy z Rwandy, Erytrei, Etiopii, Kenii, Maroka, Algierii czy Burkina Faso na starcie największych imprez świata? Póki co cieszmy się jednak, że istnieje święto tego sportu w postaci Tour du Rwanda – impreza ta jest bowiem genialną reklamą kolarstwa w najczystszej postaci.

Mój typ
Na podium staną Natnael Tesfatsion, Henok Mulubrhan i Leo Hayter, acz nie mam pojęcia w jakiej kolejności.

Wyścig niestety na tym etapie swojego rozwoju nie jest jeszcze transmitowany w ogólnodostępnej telewizji. Skróty poszczególnych odcinków dostępne będę w francuskim Canal+ oraz we wszystkich mediach społecznościowych Tour du Rwanda (m.in. na tak nazywającym się kanale Youtube).

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Zdzislaw
Zdzislaw

No piękna inicjatywa która promuje piękny kraj Rwandę kiedyś był nazwany Szwajcaria Afrykanska. Kraj Tysiąca wzgorz i tysiąca jezior. Klimat fajny. No to że w marcu i kwietniu tutaj jest duża pora deszczowa i może splatać figla pogoda. Jestem zakochany w Rwandzie i siedzę od kilkunastu lat tutaj jako misjonarz z Ojczyzny naszej. Pozdrawiam serdecznie z Kinoni spod wołka u Muhabury. Strzałka. SAC.