Foto: Giro d'Italia

Kraksy wyeliminowały Giulio Ciccone (Trek-Segafredo) z walki o klasyfikację generalną Giro d’Italia i Vuelta a España, ale to nie zniechęca Włocha, by nadal próbować swoich sił na tym polu.

Ciccone przyjechał na tegoroczny wyścig Giro d’Italia w bardzo dobrej formie. W drugim dniu odpoczynku zajmował szóste miejsce w klasyfikacji generalnej, ale niestety na siedemnastym etapie do Sega di Ala miał kraksę i musiał wycofać się kolejnego dnia.

Przygoda z Vueltą także zakończyła się dla 26-letniego Włocha przedwcześnie. Zajmował dwunaste miejsce w ogólnym zestawieniu, ale z powodu kraksy opuścił wyścig szesnastego dnia rywalizacji.

– Gdybym nie doznał tego całego pecha, to z pewnością byłbym w stanie osiągnąć coś dobrego, a zwłaszcza w Giro d’Italia. W pewnym momencie byłem w tym wyścigu w znakomitej formie. Byłem blisko podium, gdy przewróciłem się na zjeździe z Sega di Ala. Gdy spojrzysz na moje wyniki z tego sezonu, to zdecydowanie są one poniżej moich oczekiwań. Jednak moje liczby są lepsze niż w 2019 roku. Wówczas koncentrowałem się tylko na zwycięstwach etapowych, a teraz musiałem walczyć w klasyfikacji generalnej

 – powiedział Ciccone włoskiemu dziennikowi „La Gazzetta dello Sport”.

26-latek nie zna jeszcze swojego kalendarza na sezon 2022, ale pewne jest to, że jak na razie nie wróci do roli łowcy etapów.

– Dopóki nie dowiem się, jaka jest moja rzeczywista wartość jako kolarza walczącego o klasyfikację generalną wielkiego touru, nie zamierzam zmieniać swojej roli. Gdybym ukończył w tym roku Giro albo Vueltę, wiedziałbym więcej. Nawet w Hiszpanii, gdzie nie byłem w najlepszej dyspozycji, byłem w stanie kręcić się obok pierwszej dziesiątki klasyfikacji generalnej. Oczywiście z takimi kolarzami jak Pogačar, Roglič czy Bernal zwycięstwo jest niemal niemożliwe. Jednak jak na razie będę liderem

– wyjaśnił Włoch.

Przyszłoroczna edycja wyścigu Giro d’Italia zawita w rodzinne strony Giulio Ciccone. Finisz dziewiątego etapu zostanie rozegrany bowiem na podjeździe Blockhaus w Abruzji. Ponadto na trasie będzie najmniej kilometrów jazdy na czas od 1962 roku, co również sprzyja kolarzowi Trek-Segafredo.

Giulio Ciccone odniósł się jeszcze do współpracy w drużynie Trek-Segafredo z Vincenzo Nibalim, który od przyszłego roku ponownie będzie zawodnikiem Astany.

– Rzeczy z nim nie potoczyły się tak, jak sobie to wyobrażaliśmy. Obaj mieliśmy trudne momenty i to z pewnością nie pomogło, ale pozostajemy dobrymi przyjaciółmi poza rowerem. W każdym przypadku brałem na siebie odpowiedzialność. Na Giro zostałem liderem po tym, jak on miał w kwietniu kraksę. Na Vuelcie tak samo

– zakończył Cicccone.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments