fot. ASO / Aurelien Valiatte

Organizatorzy Tour de France 2022 zaprezentowali trasę. Peleton wróci w kilka legendarnych miejsc.

Przyszłoroczna edycja największego wyścigu na świecie rozpocznie się 1 lipca w Danii, gdzie odbędą się czasówka i dwa etapy ze startu wspólnego, a zakończy, jak zwykle w Paryżu. Po drodze wyścig zahaczy m.in. o Arenberg, gdzie zakończy się etap prowadzący po kilku sektorach bruków i legendarne Alpe d’Huez. Wyścig będzie składał się z 6 płaskich, 7 pagórkowatych i 6 górskich etapów, a także z dwóch czasówek.

Zdjęcie

1. etap: Kopenhaga-Kopenhaga (ITT), 13 km

Wyścig rozpocznie się jazdą indywidualną na czas, której trasę poprowadzono po ulicach Kopenhagi. Trasa będzie właściwie całkowicie płaska – jej najwyższy punkt będzie znajdował się na… 20 m n.p.m. Mimo to, charakter etapu gwarantuje, że to właśnie tu powstaną pierwsze różnice czasowe.

2. etap: Roskilde – Nyborg, 199 km

Dzień później swoją pierwszą szansę mogą otrzymać sprinterzy. Nie wiadomo jednak, jak wielu z nich zdoła dotrwać do finiszu. Choć etap będzie stosunkowo płaski, to peleton może porwać się na rantach.

3. etap: Vejle – Soenderborg, 182 km

Tu, jak zapewniają organizatorzy, wiatr powinien odgrywać zdecydowanie mniejszą rolę. Ci sprinterzy, którym nie powiodło się dzień wcześniej, tu dostaną szansę na rewanż.

Etap 4: Dunkierka – Calais, 172 km

Po zakończeniu ostatniego z duńskich etapów będziemy mieli dzień przerwy, którzy kolarze poświęcą na transfer do północnej Francji. Pierwszy etap w ojczyźnie wyścigu będzie prowadził po pagórkach, ale, o ile do gry znów nie wejdzie wiatr, powinni rozstrzygnąć go między sobą sprinterzy.

Etap 5: Lille – Arenberg, 155 km

Prawdziwe schody zaczną się jednak dopiero później. Już piątego dnia rywalizacji kolarzy czeka namiastka „Piekła Północy”. Wszystko dlatego, że na trasę wyścigu, po czterech latach przerwy, wróci w końcu bruk – na ostatnich 75 kilometrach będzie on stanowić blisko 30 procent. Na dodatek wszystko zakończy się w legendarnym Arenbergu.

Etap 6: Binche – Longwy, 220 km

Zresztą na pierwszy rzeczywiście płaski etap sprinterzy będą musieli trochę sobie poczekać. Wszystko dlatego, że dzień po brukowanym dojeździe do Arenbergu będzie pagórkowaty etap do Longwy. To właśnie tu będziemy mieli pierwszy finisz pod górę. Nie jest on jednak bardzo wymagający, o czym może świadczyć to, że ostatnim kolarzem, który tu wygrywał był Peter Sagan (Tour de France 2017).

Etap 7: Tomblaine – La Planche des Belles Filles, 176 km

Prawdziwa górska końcówka nadejdzie dopiero dzień później, kiedy kolarze po raz kolejny odwiedzą La Planche des Belles Filles – podjazd o krótkiej, acz bardzo intensywnej historii. To właśnie tu dwa lata temu Tadej Pogacar sensacyjnie odebrał Primożowi Rogliczowi. Tym razem jednak kolarze wjadą na słynny podjazd nieco inną drogą niż wtedy. Ich trasa będzie obejmować odcinek szutrowy, który po raz ostatni pokonywali w 2019 roku.

Etap 8: Dole – Lozanna, 184 km

Peleton wyjedzie z Francji. Finisz tego etapu będzie miał miejsce w Szwajcarii, jednak nie zmieni to znacząco charakterystyki wyścigu. Kolejny dzień i kolejny finisz pod górę. Tym razem jednak będzie on przypominał raczej Longwy niż La Planche des Belles Filles.

Etap 9: Aigle – Chatel, 183 km

W Lozannie kolarze będą mogli obserwować Alpy, jednak o prawdziwej potędze tych gór będą mieli okazję przekonać się dzień później. Do pokonania będą mieli m.in. Col des Mosses (13,3 km; 4,1%), Col de la Croix (8,1 km; 7,6%) i Pas de Morgins (15,4 km; 6,1%).

Etap 10: Morzine – Megeve

Kolejny etap znów zakończy się podjazdem – długim (20-kilometrowym!), lecz stosunkowo łagodnym, kończącym się w Megeve. Po raz ostatni miejscowość ta znalazła się na trasie wyścigu w 2016 roku, gdy kończyła się tu czasówka wygrana przez Chrisa Froome’a.

Etap 11: Albertville – Col du Granon, 149 km

To może być wielki powrót –  na trasę wyścigu po 36 latach wraca Col du Granon (11,3 km na 9,2%). Wcześniej kolarze pokonają również dwa podjazdy o zdecydowanie dłuższej historii – m.in. Col du Télégraphe (11,9 km na 7,1%), legendarny Galibier (17,7 km na 6,9%). To może być naprawdę emocjonujący etap.

Etap 12: Briancon – Alpe d’Huez

Dzień później na wymęczonych trudnymi podjazdami czekać będzie kolejny słynny podjazd – Alpe d’Huez. Podjazd o 21 zakrętach po raz pierwszy od czterech lat będzie metą etapu. W 2018 roku wygrał go Geraint Thomas, który kilkanaście dni później okazał się triumfatorem całego wyścigu.

Etap 13: Bourg d’Oisans – Saint-Etienne

Ostatnie dni drugiego tygodnia powinny przynieść chwilę oddechu dla faworytów. I chwilę chwały dla któregoś ze sprinterów, którzy w pierwszej części wyścigu byli permanentnie głodzeni.

Etap 14: Saint-Etienne – Mende

Sobota powinna być już zdecydowanie trudniejsza. Kolarze przejadą przez Masyw Centralny, by w końcówce pokonać przez Côte de la Croix Neuve i po krótkim wypłaszczeniu znaleźć się w Mende.

Etap 15: Rodez – Carcassone

Najszybsi zawodnicy zmierzą się w Carcassone, a więc tam, gdzie w tym roku Mark Cavendish wyrównał rekord Eddy’ego Merckxa, jeśli chodzi o zwycięstwa etapowe. Jak pamiętamy, Brytyjczykowi nie udało się niestety pobić tego wyniku. Miasto znane dzięki górującemu nad nim zamkowi może więc drugi rok z rzędu stać się świadkiem historycznych wydarzeń.

Etap 16: Carcassone – Foix

Kolejne trzy dni to kolejne góry – podczas 16. etapu zawodnicy pokonają m.in. Port de Lers (11,4 km, 7,9%) i Mur de Péguère (9,3 km, 7,9%), po których nastąpi zjazd i krótki płaski odcinek  To idealny teren dla uciekinierów.

Etap 17: Saint Gaudens – Peyragudes

Dzień później kolarze będą wspinać się na Col d’Aspin (12 km, 6,5%), Hourquette d’Ancizan (8,2 km, 5,1%), Val Louron-Azet (10,7 km na 6,8%) i kończące zmagania Peyragudes (8 km na 7,8%). To jeden z najtrudniej zapowiadających się etapów tegorocznego Touru.

Etap 18: Lourdes – Hautacam

Meta 18 etapu po ośmioletniej przerwie wróci na Hautacam. Gdy ostatnia wizyta kolarzy na tym podjeździe przyniosła zwycięstwo Vincenzo Nibalego i bohaterską (choć tym razem zakończoną niepowodzeniem) walką Rafała Majki z faworytami. Podobnie jak wtedy, Hautacam będzie ostatnim dużym podjazdem, który pojawi się na trasie wyścigu. Kolejne dni będą prowadziły po zdecydowanie bardziej płaskich terenach.

Etap 19: Castelnau-Magnoac – Cahors

Profil etapu może wskazywać na walkę sprinterów, ale już wielokrotnie zdarzało się, że ci odpuszczali przedostatni pasujący im etap i dawali się wykazać uciekinierom.

Etap 20: Lacapelle – Rocamadour

Tour de France widywał już czasówki o trudniejszym profilu, jednak trudność tego etapu nie polega na ukształtowaniu terenu. Czterdzieści kilometrów czasówki to niemal powrót do lat chwały Miguela Induraina, gdy indywidualna walka z czasem zajmowała zdecydowanie ważniejsze miejsce na trasie wielkich tourów. To właśnie tu ostatecznie rozstrzygną się losy klasyfikacji generalnej.

Etap 21: Paryż – Paryż

Tradycyjny etap przyjaźni. Ostatnia szansa dla sprinterów i zwieńczenie, miejmy nadzieję, udanego wyścigu.

 

guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Jaro
Jaro

Bruki na TdF się nie sprawdzają, słaby pomysł

jan
jan

Bardzo słaby ten tekst, napiszcie go z sensem

Jacek
Jacek

Hm, drugi etap bez różnic czasowych … Zobaczymy. Tuż przed metą w Nyborgu kolarze będą jechać kilkunastokilometrowym mostem nad morzem. Jechałem nim kiedyś (samochodem ☺️). Tam lubi powiać, i to bardzo. Wcześniej też sporo nad morzem. Pamiętacie, jak Nairo Quintana parę lat temu przegrał TdF, bo się zgubił gdzieś na rantach na jednym z pierwszych etapów? To było na jakichś nadmorskich groblach, w Holandii czy gdzieś? Czuję, że tu będzie walka na całego.