fot. Tour du Rwanda

Po ogłoszeniu dzisiaj gospodarza Mistrzostw Świata stało się jasne jedno – Afryce udało się zapukać do kolarskiego świata w sposób bardzo stanowczy i niewielka Rwanda będzie miała okazję pokazać, że na tym „końcu świata” ten sport też może być jak religia. Niestety sam ten obraz może przysłonić jedno – nie zawsze jest tam tak kolorowo…

1 stycznia to taka szczególna data. Nowy rok, cały świat świętuje, a w moim ukochanym serwisie Procyclingstats w zakładce „urodziny” dzieje się więcej niż jakiegokolwiek innego dnia. Przypadek? Otóż nie. To efekt tego, że Afryka to wciąż dla nas, ludzi wychowanych w kulturze europejskiej zupełnie inny świat. Wielu powie bieda i fakt, choć jest to z pewnością lekkie uproszczenie to wciąż jest ona obecna w sporej części kontynentu. O co mi więc chodzi z tymi datami urodzin? Otóż w wielu miejscach nie zwraca się uwagi na takie rzeczy, a przez to gdy przychodzi do uzupełniania rubryk w dokumentach UCI afrykańscy kolarze często dostają domyślnie po prostu 01.01.XXXX roku.

Mało? Aż przejdę do nowego akapitu by opisać historię Swayibu Kagibwamiego, „zawodnika” SKOL Adrien Niyonshuti Academy. Choć od 2 lat jest on zawodowcem to nigdy nie wziął udziału w imprezie UCI, a cały szkopuł tej persony polega na tym, że na imię mu Swayibu od ledwie kilku miesięcy. Przeszło rok spędził pod imieniem „XXX”, bo coś trzeba było wpisać w dokumenty dla Międzynarodowej Unii Kolarskiej. Jak więc chłopak nie mający nawet imienia czy daty urodzenia (w tym wypadku oficjalnie 01.01.2000) ma się piąć po szczeblach światowego sportu, który wymaga licznych podróży, znajomości języków i tak dalej?

Wyścig szczurów
Tu niestety dochodzę do bardzo smutnej konkluzji – kolarstwo zawsze będzie nieco za drogim sportem by mogło objąć swoim zasięgiem cały świat. Ktoś powie co to jest mieć rower i sobie jeździć, ale wtedy w kontrze przedstawię fakt, że my narzekamy, iż nasz Związek nie funduje kolarzom okazji do testów aerodynamicznych czy objeżdżenia ze światem. Gdzie więc mają się przyrównywać chłopacy z wiosek, dla których rower za 50 dolarów jest inwestycją całej rodziny, którą będą spłacać miesiącami?

I tak, bieda nie dotyka całej Afryki, to wręcz paskudna generalizacja, bowiem takie Kigali, gospodarz Mistrzostw Świata 2025 to miasto, które spokojnie mogłoby leżeć w Polsce i nadal byłoby perełką naszej architektury. Nim jednak do niego przejdę wytłumaczę nieco o co mi chodzi z nagłówkiem „wyścig szczurów”. Na łamach strony, na której niegdyś pisałem, przetłumaczyłem wywiad z Salimen Kipkemboiem, jednym z dwóch kenijskich kolarzy. Padło w nim wiele szokujących dla polskiego widza słów. Jaka była konkluzja? =

W wielu zakątkach Afryki twój kolega to zarazem twój największy wróg. Miejsca w ekipie były dwa, nikt za więcej nie chciał płacić, a zostanie zawodowym kolarzem pozwoliło wówczas 18-letniemu chłopakowi opłacić życie całej swojej, bardzo licznej rodziny. Miał jednak świadomość, że zdobywając kontrakt skazuje na niebyt kogoś ze swoich przyjaciół – zwyczajnie wydostać się z Kenii nie jest łatwo, a niestety alternatywnych ścieżek rozwoju nie ma. Może i my narzekamy, że z Polski juniorowi najłatwiej by się rozwijać się jest uciec na zachód, ale są miejsca na świecie, gdzie taka emigracja jest praktycznie niemożliwa, a w kraju nie ma perspektyw by rozwijać się na rowerze.

Dwa światy
Nie ma co udawać – Afryka to wciąż kontynent bardzo rozwarstwiony ekonomicznie. Z jednej strony przyzwyczailiśmy się już do kolarzy z RPA, Egipt w tym roku był gospodarzem torowych mistrzostw świata juniorów i bardzo stawia na tą dyscyplinę kolarską, niemniej w środku kontynentu nie jest tak kolorowo. W Erytrei czy Rwandzie funkcjonują programy dla najlepszych, które powoli pozwalają się przebijać największym talentom, a te odpowiednio szlifowane mogą mieć potencjał na światowe kariery. Wszystko jednak zależy od finansowania…

I tu wracamy do tego drugiego świata. Niedawno swoją akcję charytatywną w Rwandzie prowadziła formacja Israel Start-Up Nation. Dostarczyli oni rowery do jedynego (!) w całym kraju zespołu dla dziewcząt. Któraś z nich zapewne za 4 lata na tej ufundowanej w zbiórce internetowej maszynie stanąć może na starcie światowego czempionatu obok europejskich gwiazd w lśniących kaskach, na rowerach za miliony monet.

Genialne uwarunkowania
Tuż po ogłoszeniu gospodarza wylały się w internecie od razu wiadra pomyj – że Afryka to bieda, głód, syf, kiła i malaria. Otóż nie. Kigali przeszło 10 lat temu zakazało absolutnie używania foliowych woreczków czy reklamówek pod groźbą bardzo wysokich mandatów. Turyści jadący na mistrzostwa świata z pewnością zdziwią się na widok wielkich ogłoszeń na ten temat na lotnisku, a niejeden zapłaci za własną niewiedzę. W samym mieście jest kilka hoteli pięcio/czterogwiazdkowych, lotnisko, dobre szosy, nic tylko korzystać.

Gdzie w tym wszystkim genialne uwarunkowania? Otóż miasto leży na ponad 1500m n.p.m. i tym samym od urodzenia ci zawodnicy mają opcję rozwoju niewiele gorszą od Kolumbijczyków „jeżdżących i do szkoły, i ze szkoły pod górkę na 3km ponad poziomem morza”. To zresztą nie tylko kwestia samej Rwandy – tak dobrze jest też w kilku sąsiadujących państwach. To jak wielki potencjał drzemie w tamtejszych ciałach pokazują afrykańscy lekkoatleci – wyjątkowo szczupli, mający ogromny potencjał wytrzymałościowy. Gdyby tylko kolarstwo było tańsze to pewnie i na rowerze oglądalibyśmy niejednego takiego smukłego jegomościa odrywającego się od swoich europejskich kolegów w najtrudniejszym terenie.

fot. La Tropicale Amissa Bongo

Co mamy, jakie perspektywy?
Africa Tour to chyba obecnie nadal najbiedniejszy z „cyklów” UCI. Jest co prawda La Tropicale Amissa Bongo (2.1), które regularnie gości francuskie zespoły, super rozwija się Tour du Rwanda (2.1), na starcie którego zagościła już niejedna formacja WT, a w obliczu mistrzostw świata zapewne swoich sił spróbować tam będą chciały kolejne, ale to troszkę jak z Tour de Pologne – jedna duża impreza nie sprawi nagle, że do przodu pójdzie system szkolenia.

Mamy piękne, widowiskowe i chwytające mnie za serce rodzynki, ale to jest okazja do radości kolarstwem kilka razy do roku, a mówimy przecież nie o jednym kraju, a całym kontynencie! Nie wydaje mi się, żeby nagle miała tam nastąpić transformacja w stronę kolarstwa, a nawet jeśli to upłyną jeszcze całe długie lata nim to nastąpi. Chciałbym się mylić, ale nawet święto kolarstwa w Kigali nie jest moim zdaniem wystarczającym bodźcem do nagłych zmian.

Mistrzostwa Świata 2025 – czekam
Konkluzja? Na czarnym lądzie nadal jest ciężko, to zupełnie inny świat, a kolarze pokroju Daniela Teklehaimanota nie są w stanie nagle odmienić losów wielu innych chłopaków czy dziewcząt. To wciąż w bardzo wielu rejonach trudny, niebezpieczny teren, o czym przekonał się np. Awet Gebremedhin, który choć uciekł za młodu z Erytrei i przyjął szwedzkie obywatelstwo to wracając do rodziny utknął w wyniku wojny domowej w rejonie walk i w wyniku tego zakończył karierę.

Z drugiej strony będzie wreszcie w tych stronach wyścig z prawdziwego zdarzenia, który pokaże piękno regionu i wierzę, że pociągnie za sobą turystów, pieniądze i szanse dla choć jednego kraju by kolarstwo stało się ich sportem narodowym. Już dziś zaczynam odkładać na ten wyjazd, bo patrząc na zdjęcia i filmy z Tour du Rwanda wiem, że będzie to niezapomniane widowisko.

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Trynidada
Trynidada

jak zawsze trzeba być optymistycznie nastawionym, ja nie mogę już się doczekać tych mistrzostw