fot. Bahrain-Victorious/ Bettini Photo

Po wczorajszym etapie Vuelta a Espana chyba nie ma już żadnych wątpliwości co do tego, kto będzie liderem Bahrain-Victorious przez resztę wyścigu. 

Przed hiszpańskim wyścigiem ekipie miał przewodzić Mikel Landa. Kolarz zapowiadał walkę o zwycięstwo, a jego ambicje miały pokrycie w rzeczywistości, bo przecież chwilę wcześniej wygrywał Vuelta a Burgos. Niestety w docelowym wyścigu właściwie od szóstego etapu regularnie przyjeżdża za najlepszymi. Po wczorajszym występie, który zakończył na 103. miejscu jasnym jest, że jego szanse choćby na awans do czołowej „10” spadły niemal do zera. Teraz zajmuje 22. miejsce i do 10. Felixa Grossschartnera traci już ponad 11 minut.

Kraksa, której uległem podczas Giro zatrzymała mnie na dłuższy czas. Niestety nie znalazłem ciągłości w treningach i sądzę, że właśnie to może być główny powód moich kłopotów

– tłumaczył słabszą dyspozycję w rozmowie ze Spaziociclismo.

Niespodziewany lider

Duże straty poniesione na poprzednich etapach powinny zapewnić mu zwiększone możliwości udziału w ucieczkach i walki o zwycięstwa etapowe. Natomiast o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej ma powalczyć Jack Haig. Australijczyk miał być liderem podczas Tour de France, ale niestety, tak samo jak kilka tygodni wcześniej Landa, już na jednym z początkowych etapów wyścigu ucierpiał w kraksie i musiał się wycofać.

Teraz jego zadaniem miała być pomoc Hiszpanowi i w związku z tym nie przejmował się stratami czasowymi z pierwszych etapów. Po szóstym etapie do Roglicia tracił trzy minuty, a do pozostałych głównych faworytów – ponad dwie. Na szczęście dzień później uczestniczył w ucieczce dnia, która okazała się dla niego „kartą wyjścia z więzienia”. Nadrobił nad faworytami dwie minuty, dzięki czemu znalazł się w czołowej „10” klasyfikacji generalnej.

Dostał drugie życie i doskonale je wykorzystuje. Aktualnie wygląda na najmocniejszego kolarza obok trójki Roglic-Mas-Lopez. W niedzielę był najszybszy z grupy, która przyjechała do mety pół minuty po Hiszpanie i Słoweńcu. Za to wczoraj wraz z Masem i Lopezem przez jakiś czas tworzył trzyosobową koalicję uciekającą przed Eganem Bernalem, a goniącą Primoża Roglica.

Spodziewałem się po nich większego wysiłku. Przyznaję – na podjeździe nie nadawałem tempa, ale to dlatego, że osiągnąłem już wtedy swój limit. Ale na zjeździe próbowałem zachęcić ich do współpracy . Oni niby wyszli do przodu, tyle że nie zaangażowali się zbyt mocno

– mówił później w rozmowie ze  SpazioCiclismo.

Mimo wszystko oba cele trójki zostały osiągnięte. Nie pozwolili się doścignąć Eganowi Bernalowi, który dojechał do mety 37 sekund za nimi, a także dogonili Primoża Roglica, choć akurat to drugie wynikało tylko z upadku Słoweńca w samej końcówce. Dlatego choć po wczorajszym etapie spadł na 6. miejsce w klasyfikacji generalnej (wyprzedziło go dwóch uciekinierów), nie powinien narzekać. Najlepszy wynik w karierze (a być może nawet podium wyścigu) wciąż jest w jego zasięgu.

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments