fot. Jumbo-Visma

Wout Van Aert (Jumbo-Visma) nie powiedział zbyt wiele po swoim zwycięstwie w sprincie z peletonu na Polach Elizejskich. Bo i trudno było silić się o pogłębione analizy. Belg był najwyraźniej pod wrażeniem swojego geniuszu.

Triumfował na etapie z dwoma podjazdami na Mont Ventoux, w jeździe na czas, na inny etapie sprinterskim był drugi, a teraz wygrał w najbardziej prestiżowym sprincie na świecie na Polach Elizejskich w Paryżu.

– Właściwie nie mogę w to uwierzyć. Ten Tour de France był niesamowity. To był rollercoaster. Ukończyć wyścig z trzema zwycięstwami w kieszeni to coś, co przekracza moje oczekiwania. Zwycięstwo takie jak to jest bezcenne, chociaż dzisiaj mam samolot do Tokio. Dziękuję mojej małej rodzinie, a zwłaszcza Mike’owi Teunissenowi, który wyprowadził mnie na znakomitą pozycję przed finiszem. Było to kluczowe, aby po ostatnim prawym zakręcie być na dobrej pozycji. Byłem pewny, że Mike potrafi to zrobić i rzeczywiście tak się stało

– powiedział zaraz po przekroczeniu linii mety Wout Van Aert, który sprawił, że Mark Cavendish nie pobił słynnego rekordu Eddy’ego Merckxa, który ma na koncie 34 zwycięstwa.

Organizatorzy na mecie zanotowali mu prędkość 69,2 km/h. Podano również interesującą statystykę, że jest pierwszym kolarzem od 1979 roku, który wygrał etap sprinterski, górski oraz czasówkę w jednej edycji.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments