fot. Facebook / Marta Lach

Marta Lach (Ceratizit-WNT Pro Cycling) o godzinie 15 w sobotę wsiądzie do samolotu, którym poleci do Tokio. Niespodziewanie otrzymała powołanie na igrzyska olimpijskie, ponieważ okazało się, że kolarska reprezentacja kobiet ma do dyspozycji trzy miejsca. W wywiadzie dla Naszosie.pl opowiedziała o spełniającym się dziecięcym marzeniu. 

Wczoraj, tj. w piątek 16 lipca Marta Lach wraz z Katarzyną Niewiadomą oraz Anną Plichtą złożyły uroczyste ślubowanie olimpijskie oraz odebrały reprezentacyjne stroje. Dziś ruszają w podróż do Tokio, gdzie w wiosce olimpijskiej rozpoczną aklimatyzację i ostatnie przygotowania przed wyścigiem ze startu wspólnego, który odbędzie się za tydzień, w niedzielę 25 lipca. 

Była mistrzyni Polski ma za sobą bardzo pracowity sezon, w którym startowała w roli pomocniczki we wszystkich najważniejszych kobiecych wyścigach. Jechała między innymi w belgijskich i ardeńskich klasykach czy w La Course by Le Tour de France. W niedzielę ukończyła najtrudniejszy w kalendarzu wyścig etapowy dla kobiet – Giro d’Italia Internazionale Femminile. Teraz stanęło przed nią kolejne wyzwanie – wyjątkowy dla każdego sportowca start w igrzyskach olimpijskich.     

Jaka była twoja pierwsza myśl, gdy dowiedziałaś się, że jednak pojedziesz na Igrzyska Olimpijskie w Tokio? 

Nie wierzyłam w to, co się dzieje. Myślałam, że to jest żart, ale jednak okazało się, że jest to prawda (śmiech). Od razu musiałam załatwić test na COVID-19, ponieważ pierwszy test trzeba zrobić 96 godzin przed wylotem, a kolejny 72 godziny przed wyjazdem. Dowiedziałam się w ostatniej chwili, ale byłam i nadal jestem bardzo szczęśliwa. 

A jak zareagowali twoi najbliżsi, którzy zawsze mocno cię wspierają? 

Wszyscy są bardzo, bardzo szczęśliwi. Cieszą się, że jadę na igrzyska, bo wiedzą i wiedzieli, że zawsze było to moim marzeniem, ale także wielkim celem. Jednak najlepiej by było, gdybyś zadzwoniła do mojej mamy (śmiech).   

Wyjątkowo układa się dla ciebie ten sezon, ponieważ startowałaś właściwie we wszystkich najważniejszych wyścigach na świecie, zdobyłaś wiele bardzo cennego doświadczenia, no i jeszcze teraz okazało się, że zostałaś olimpijką. 

Rzeczywiście jest to dla mnie dobry sezon, chociaż wciąż jeszcze bez zwycięstwa. Tak się złożyło, że startowałam w bardzo prestiżowych wyścigach i nie było jakiegoś przysłowiowego „ogórka”, na którym mogłabym powalczyć o coś dla siebie. Dlatego też był to dla mnie wymagający czas – zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Pomimo to, krok po kroku, moje cele się spełniają. 

Co masz na myśli mówiąc, że był to dla ciebie niełatwy sezon? 

Jechałam w samych najważniejszych wyścigach na świecie, gdzie musiałam pracować dla swoich liderek, a wiadomo, że sportowiec z takim charakterem jak ja chciałby otrzymać wreszcie tę szansę dla siebie. Jestem typem zawodniczki, która chce wygrywać i myślę, że ma to swoje zalety, ale także wady. To jest moment, w którym czuję, że jestem w stanie pojechać tak samo jak moja liderka albo nawet lepiej. Jednak wiem, że jest to moja praca i muszę wywiązywać się z niej w stu procentach. Są to więc wymagające momenty pod względem mentalnym, a fizycznie też nie było łatwo, bo mamy rok olimpijski i poziom jest bardzo wysoki. 

Wczoraj złożyłaś ślubowanie olimpijskie. Z pewnością była to dla ciebie bardzo szczęśliwa, ale także wzruszająca chwila.

Dokładnie osiem lat temu przeżywałam podobną sytuację, bo jechałam wtedy na Europejski Festiwal Młodzieży Europy do Utrechtu i również mieliśmy ślubowanie w Polskim Komitecie Olimpijskim, odbieranie strojów, spaliśmy w tym samym hotelu… Także historia jakby się powtarza. Gdy wczoraj słuchałam Mazurka Dąbrowskiego, to łezka mi się w oku zakręciła, bo uświadomiłam sobie, że jestem w gronie najlepszych polskich sportowców i lecę na igrzyska. Coś pięknego – spełnienie celów i dziecięcych marzeń. 

Gdy jeszcze nie byłam kolarką, w sierpniu 2008 roku dodałam na Naszą Klasę (taki portal społecznościowy, który już nie istnieje) następujące zdjęcie: przerobiłam fotografię, jak wspinam się po pajęczynie na placu zabaw prosto do kółek olimpijskich. Ja po prostu od zawsze chciałam jechać na igrzyska olimpijskie. Nie miało dla mnie znaczenia, w jakiej dyscyplinie. Gdy dodawałam wtedy to zdjęcie, to uprawiałam pływanie. Wówczas odbywały się igrzyska w Pekinie, oglądałam je w telewizji i marzyłam o tym.  

Zastanawiałaś się już nad tym, jak ten olimpijski wyścig trzeba będzie rozegrać, jak trudna będzie trasa itd.?  

Oczywiście, że tak. Myślałam nawet o tym, gdy nie miałam jeszcze powołania do kadry olimpijskiej. Trasa na pewno jest bardzo ciężka, a temperatura i wilgotność dołożą swoją cegiełkę do tego, aby było jeszcze trudniej. Jednak warunki będą takie same dla wszystkich reprezentacji. Mam nadzieję, że my Polacy mamy na tyle silne organizmy, że będziemy w stanie szybko się zaaklimatyzować i poradzić sobie w tych warunkach. Natomiast co do naszej taktyki, to myślę, że sprawa jest jasna: Kasia [Niewiadoma] jest naszą liderką i będziemy jej pomagać w walce o medal. Jeśli uda nam się go zdobyć, to będzie nasz wspólny krążek i głęboko wierzę, że tak właśnie będzie. 

Jak się teraz czujesz pod względem fizycznym, w jakiej jesteś formie? 

Przejechałam kobiecy wyścig Giro d’Italia, bardzo ciężką „etapówkę”. W tym tygodniu odpoczywałam, także myślę, że to dobrze się złożyło w kontekście startu w igrzyskach. Stosunkowo późno dowiedziałam się, że jadę do Tokio, ale myślę, że Giro oraz wcześniejsze przygotowania zaprocentują. Od początku sezonu trenowałam z myślą o igrzyskach, dlatego też na przykład przed mistrzostwami Polski byłam na zgrupowaniu wysokościowym. Zobaczymy. Mam nadzieję, że będzie dobrze.

Rozmawiała Marta Wiśniewska

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments