fot. A.S.O./Charly Lopez

Dziś popołudniu w Quillan, Bauke Mollema wygrał po raz drugi w swojej bogatej karierze etap wyścigu Tour de France. Holender ponad 40-kilometrów przed metą oderwał się od swoich współtowarzyszy ucieczki i triumfował “na solo” na czternastym etapie “Wielkiej Pętli”.

W bardzo podobnym stylu w 2017 roku zawodnik zespołu Trek-Segafredo wygrał swój pierwszy odcinek francuskiego Grand Touru. Na 15. etapie 104. edycji wyścigu Tour de France Mollema, również zabrał się w odpowiedni odjazd, a następnie nieco ponad 20-kilometrów przed końcową kreską skutecznie odjechał od swoich rywali.

Ten wyczyn zwycięzca wyścigu Il Lombardia z 2019 roku powtórzył, także dziś. Tym razem jego samotny atak trwał nieco dłużej, ponieważ na solową akcję 34-latek zdecydował się 41-kilometrów przed metą. Jak przyznał sam zainteresowany w rozmowie z dziennikarzami po przekroczeniu końcowej kreski, był to niezwykle trudny etap ze względu na zaciętą walkę wielu zawodników, którzy chcieli zabrać się do ucieczki.

To był bardzo trudny dzień. Do uformowania się odjazdu dnia doszło po 90-kilometrach jazdy. Jako drużyna byliśmy w każdej ucieczce. Na czele w odjeździe mieliśmy fajną grupę silnych kolarzy, ale nie współpracowaliśmy ze sobą zbyt dobrze. Czułem się mocny. Pomyślałem sobie, że zaatakuje z daleka. Było to trudne, ale miałem pewność, że mogę przez długi czas samotnie jechać na czele. Wiedziałem, że mam sporą szanse, aby to zrobić, więc pojechałem “full gas” i nie straciłem później zbyt wiele. Gdy miałem ponad 50 sekund przewagi na szczycie ostatniego podjazdu byłem pewien, że wygram ten etap

– powiedział 34-letni Holender.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments