fot. Tour de France

Kolarstwo to sport w wielu względach wyjątkowy. Indywidualny, acz na sukces pracuje drużyna. Klubowy, acz wielką wagę przywiązuje się do narodowości zawodników. W tym wszystkim niezwykłą wagę odgrywają też różne regiony i przywiązanie się kibiców oraz kolarzy do tychże.

Nie ma co się mocno czarować – chyba każdy fan kolarstwa wie jak wygląda baskijska flaga. Nie ma najprawdopodobniej drugiego takiego sportu, w którym aż tak mocno eksponowano by przywiązanie do małych, lokalnych ojczyzn. Tegoroczne Tour de France zaczęło się w Bretanii, więc i Francuzi wyszli ze swoimi czarno-białymi flagami mocno manifestując miłość do swojego domu.

fot. Tour de France

Skąd to wynika? Oczywiście to co znajdą Państwo poniżej to moje prywatne przemyślenia, z którymi rzecz jasna można polemizować, ale wydaje mi się, że to w sporej części zasługa charakterystyki sportu. Większość dyscyplin związana jest z dość konkretnymi arenami i barwami klubowymi, w kolarstwie zaś wyścigi zwiedzają często ogromne obszary, a sami widzowie kibicują często bardziej swoim faworytom jak konkretnym klubom. Wszystko to sprawia, że łatwiej jest im zwyczajnie wyjść na trasę z flagą swojego ukochanego regionu jak zespołu, z którym identyfikują się znacznie słabiej. Ponadto takie imprezy to często jedyna okazja do dumy z swojego pochodzenia, a jednak potrzeba przynależności to jedna środek piramidy Maslowa.

Zresztą to nie tylko kibice są mocno związani z regionami. Same wyścigi często już w nazwie mają nie kraj, a właśnie konkretne miejsce. Wyścig Dookoła Kraju Basków, Walencji, Andaluzji, Walonii… Przykładów można by mnożyć w nieskończoność, a każdy z nich pięknie łączy lokalne społeczności ponad podziałami politycznymi, klubowymi i innymi. Czy ktoś jest w stanie sobie wyobrazić wyścigi we Flandrii czy Walonii bez flag tychże regionów?

fot. Itzulia Basque Country

Celowo nieco pomijam tu sztandarowy przykład tego sportu, bowiem łączy on dowolne przemyślenie. Z jednej strony duma z pochodzenia, z drugiej jakże ważne lokalne wyścigi, z trzeciej wreszcie genialny system szkolenia sprawiają, że to własnie Kraj Basków będzie pierwszą myślą dla większości przy zapytaniu o kolarski region. To w połączeniu z faktem, że przez kilkadziesiąt lat istniały kluby zrzeszające niemalże wyłącznie Basków (samo Euskaltel – Euskadi na najwyższym poziomie funkcjonowało 20 lat) oraz faktem, że w tym regionie przywiązanie do małej ojczyzny jest tak wielkie jak chyba nigdzie na Ziemi daje nam region fanatycznych kibiców i podjazdy wprost usłane czerwono-zielono-białymi flagami.

Zamykając tekst klamrą związaną z Bretanią – dla tych widzów to jedna z niewielu okazji do wyjścia i dumy z pochodzenia. Niby mają swoje Tro-Bro Léon czy Bretagne Classic – Ouest-France znane lepiej jako Grand Prix Plouay, ale to jednak Wielka Pętla jest magnesem dla kibiców by znaleźć się przy trasie. Nam przed telewizorami zostaje cieszyć się ich radością, tym, że po bardzo ciężkim okresie znowu mogli stać przy trasie.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments