fot. UAE-Team Emirates

Za nami tradycyjnie nieco dłuższy niż ma to miejsce w kalendarzu tydzień zmagań. Bardzo pewnym liderem jest Tadej Pogačar, acz nie tylko on tworzył niesamowite widowisko.

Rywalizacja rozpoczęła się w Breście dnia 26 czerwca. Za nami 9 etapów, 8 unikalnych zwycięzców poszczególnych odcinków i wiele ciekawych historii napisanych przez 184 uczestników. Zaczęliśmy od nerwowych kraks i genialnych końcówek, przeszliśmy przez niesłychany powrót Marka Cavendisha, skończyliśmy z szeroko otwartymi ustami na widok formy Tadeja Pogačara. Niemniej po kolei…

Ah ta Bretania

Tour de France to impreza, która powinna przede wszystkim być dla poszczególnych miast i regionów okazją do promocji. Każdy płaci za to spore sumy, a jednak nie zawsze efekty mogą być bardzo pozytywne. Czyż bowiem nie będzie po tej edycji troszkę tak, że na myśl o północno-zachodniej Francji przypominać będziemy sobie za wąskie drogi i masę niebezpiecznych zdarzeń? Już pomińmy tą feralną panią kibic, o której czytać mogliśmy przez kilka dni stanowczo za dużo. Po prostu ktoś nie przemyślał tego, że pierwsze dni mogą być nerwowe, a takie trasy w połączeniu ze specyfiką dzisiejszego kolarstwa to mieszanka nazbyt wybuchowa.

Merci Poupou!

Gdy po wspaniałym ataku pierwszego dnia wygrywał Julian Alaphilippe wydawało się, że ciężko to już będzie przebić. Sprawdzam powiedział jednak ten, który nie wpisuje się w żadne schematy. Może i nie zdążył w specjalnie dedykowanym stroju, ale Mathieu van der Poel jak już coś zaplanował to musiał dopiąć. Była dedykacja dla zmarłego już niestety dziadka, trafiła się też wyjątkowo godnie broniona koszulka lidera klasyfikacji generalnej. Teraz Holender myśli już o igrzyskach w Tokio, niemniej dał on pierwszemu tygodniowi Wielkiej Pętli bardzo dużo.

Benoît Cosnefroy? W 2021 to Ide Schelling

Pewnie niewiele podsumowań zwróci uwagę na niepozornego Holendra, niemniej to co wyczyniał 23-latek warte jest podkreślenia. Niby te górskie premie były takie słabiutkie, niby nie nacieszył się koszulką w grochy długo, ale znalezienie się przez 3 kolejne dni w odjazdach w tak kluczowych momentach wyścigu jak jego początek to wyczyn nie z tej ziemi. Tylko układ wyścigu sprawił, że Ide nie stał się nowym Benoîtem Cosnefroyem dzierżącym trykot do połowy drugiego tygodnia.

„Dzika karta”

Ciężko mówić o drużynie Alpecin-Fenix jako o tej z drugiej dywizji, acz jednak na papierze to tam znajdują się kolarze tejże formacji. Na Wielkiej Pętli znaleźli się za sprawą wygrania rankingu drużyn PRT w roku 2020 co dało im automatyczną dziką kartę i chyba nikt nie może żałować, że to właśnie oni mają takie wyróżnienie. Po 3 etapach to kolarze tej formacji dwukrotnie mogli już świętować, a Tim Merlier jest póki co jedynym kolarzem z wygraną w obu tegorocznych wielkich tourach. Belg co prawda nie dał kompletnie sobie rady z górami, ale jeśli pomyśli o Vuelcie to może stać się 4. w historii kolarzem z wygraną na 3 GT w jednym sezonie.

On wrócił

Nie, nie mówimy o przygodach Harry’ego Pottera i Lordzie Voldemorcie, choć wydawało się, że Mark Cavendish podobnie jak postać z tej serii książek są już bardziej legendami jak realnymi zagrożeniami. Brytyjczyk z Wyspy Man to rzecz jasna bohater pierwszego tygodnia, a jego dość niespodziewany powrót z pewnością mocno napsuł krwi innym sprinterom. W stawce nie ma już Caleba Ewana i Tima Merliera, wczoraj limit czasu przekroczyli m.in. Arnaud Démare i Bryan Coquard, więc korzystający z usług niezastąpionego Michaela Mørkøva 36-latek może ponownie wrócić do myśli o ataku na rekord Eddy Merckxa. Licznik zwycięstw Marka wskazuje już 32 sukcesy, 2 do wyrównania wyczynu Belga, 3 od pobicia go i stania się legendą. Kto wie, może już za tydzień w podsumowaniu będziemy mogli pisać, że jest po wszystkim?

fot. A.S.O./Bernard Papon
W swojej lidze

„Rowerek, mój rowerek, jadę nim na spacerek” usłyszeć możemy w jednej z piosenek dla dzieci. Właśnie taką postawę wobec rywali zaprezentował Tadej Pogačar, który wygląda przy wszystkich jak na jakiejś przejażdżce. Trzeba uciec na kilka minut? Okej. Ktoś atakuje? A doskoczę sobie do koła. Jeśli młodego Słoweńca nie zatrzyma jakaś ogromna kraksa, kryzys bądź inne zdarzenie losowe to chyba nikt już nawet nie będzie myślał by z nim walczyć. Gdy sobie przypomnimy, że ma on 22 lata to śmiało można powiedzieć, że rozmyślania o rekordzie Lance’a Armstronga są już dziś nieprzesadzone.

Kto zrozumie Bahrain?

Bahrain – Victorious od lat zawodził, na papierze nieprzesadnie się wzmocnili wobec poprzednich sezonów, ale pierwszy tydzień Tour de France potwierdza, że zadomowili się oni na stałe w czołówce światowej. Coś wreszcie gra i po genialnym Giro d’Italia okraszonym wygranymi etapowymi czy 2. miejscem Damiano Caruso w klasyfikacji generalnej także i tutaj ekipa z Bliskiego Wschodu pokazuje na co ją stać. Raz zwycięski okazał się być Matej Mohorič, następnego dnia był to Dylan Teuns, do tego krótko najlepszym góralem mógł się tytułować Wout Poels. Dodajmy jeszcze prowadzenie w klasyfikacji drużynowej i możemy śmiało powiedzieć, że już po tygodniu kolarze tej ekipy wyścig mają rozliczony.

To będzie bardzo dziwna generalka

Kto przed wyścigiem spodziewał się, że tak się rozwinie Tour de France niech pierwszy rzuci kamieniem. Błyskawicznie wypadło nam wielu faworytów, z drugiej strony oglądamy też gigantyczne niespodzianki na plus. Już nawet nie chodzi o to, że do podium głośno puka Ben O’Connor po wczorajszym rajdzie. Cały szkopuł jest w tym, że jeśli kolarz z Australii wypadnie po tym pięknym rajdzie to kolejny w kolejce stoi Jonas Vingegaard. Duńczyk przed wyścigiem był z pewnością ustawiany przez ekspertów w hierarchii własnej ekipy niżej niż Sepp Kuss, Steven Kruijswijk czy przede wszystkim Primož Roglič, a jednak teraz walczy o wielkie cele. Wracając do reszty stawki – 14. kolarz traci już ponad 20 minut, więc i niespodzianki pokroju Alexeya Lutsenko w pierwszej dziesiątce są coraz bardziej możliwe…

Suche fakty

Podsumowując po pierwszym „tygodniu” przypominamy, że liderem Tour de France jest Tadej Pogačar (UAE-Team Emirates), 2:01 traci do niego Ben O’Connor (AG2R Citroën Team), a podium uzupełnia tracący 5:18 Rigoberto Urán (EF Education – Nippo). Na zielono oglądamy Marka Cavendisha (Deceuninck – Quick Step), w grochach jutro na trasę ruszy Nairo Quintana (Team Arkéa Samsic), a białą koszulkę w zastępstwie za Słoweńca nosi Jonas Vingegaard (Team Jumbo-Visma). Żółte kaski liderów klasyfikacji drużynowej zakładać z kolei mogą kolarze Bahrain – Victorious.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments