letour.fr

Po dwóch szalonych dniach uczestników 108. edycji Wielkiej Pętli nieodwołalnie czeka trzeci, którego może nie wynagrodzić nawet dzień wolny coraz wyraźniej majaczący na horyzoncie. Dodatkowe 1000 metrów przewyższenia na jeszcze krótszym dystansie, alpejskie przełęcze pokonywane przy akompaniamencie dudniącego deszczu i pierwszy finisz na podjeździe to przepis na spektakl, w którym po wczorajszej solówce lidera wyścigu niewielu kolarzy będzie miało odwagę odegrać główne role.

W niedzielę peleton Tour de France wedrze się w najwyższe partie Alp Zachodnich, czego dowodem będzie, jeśli pogoda pozwoli, widok strzegącego francusko-włoskiej granicy masywu Mont Blanc z Col des Saisies. Na dystansie zaledwie 144,9 kilometra zawodnicy pokonają dziś pięć premiowanych przełęczy, które złożą się na przewyższenie wynoszące robiące wrażenie 4624 metry, a wydarzenia na trasie zwieńczy pierwszy z zaledwie trzech zaplanowanych finiszów na podjeździe. 

Dzisiejszą rywalizację rozpoczną wątki historyczne, bo pierwszą przeszkodą na trasie po wyjeździe z Cluses będzie znane z wygranych przez Bernarda Hinaulta Mistrzostw Świata w 1980 roku Cote de Domancy (2,6 km, śr. 8,8%), przez które obecnie prowadzi rowerowy szlak jego imienia. To dobre miejsce na podjęcie próby zawiązania odjazdu dnia, jednak ze względu na lotny finisz już za Megave (Praz-sur-Arly, 32. kilometr), mogą one podobnie jak w sobotę spalić na panewce.

Kolejną pozycją w menu będzie wspomniany Col de Saisies (9,4 km, śr. 6,2%), który w pogodny dzień odegrałby rolę najlepszego punktu widokowego na najwyższe partie Alp Graickich, dziś po prostu dorzuci swoje trzy grosze do całkiem imponującej sumy przewyższeń. Warto spojrzeć na jego profil, bo zjazd i wypłaszczenie w pobliżu wierzchołka znacznie zaniżają jego statystyki, a w rzeczywistości ma on swoje momenty. 

Ważny dla losów etapu może okazać się również trudny bez względu na warunki atmosferyczne zjazd z Col de Saisies w kierunku Beaufort.

Następnie uczestnicy 108. edycji Wielkiej Pętli zmierzą się z widowiskowymi 26. serpentynami Col du Pre (12,6 km, śr. 7,9%), który w tym wariancie jest po prostu trzecią, najciekawszą pod kątem zarówno sportowego wyzwania, jak i walorów krajobrazowych trasą prowadzącą na Cormet de Roselend (5,7 km, śr. 6,5%). Warto w tym miejscu zaznaczyć, że trochę przypominający wczorajszy Col de Romme, Col du Pre to pierwszy podjazd kategorii HC tegorocznego Tour de France, a oddzielające go od łagodnej wspinaczki na Roselend wypłaszczenie wypełnia urokliwy zbiornik wodny o tej samej nazwie.

Krótką, ale trudną przeprawę zakończy dziś bardzo długi podjazd do Tignes (20,7 km, śr. 5,6%), który z pewnością powie Wam nieco więcej, kiedy nazwę go przedłużoną wersją Col de l’Iseran. Jako główna arteria prowadząca do ośrodków narciarskich w Val d’Isere jest spodziewanie regularny, ale perspektywa ponad 20-kilometrowej wspinaczki na wysokość przeszło 2100 m n.p.m. po tak szalonym pierwszym tygodniu zmagań musi odcisnąć piętno.

Oto, co na temat 9. etapu 108. edycji Tour de France napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 9, 4 lipca: Cluses > Tignes (144,9 km)

Pierwszy górski finisz w tegorocznej edycji Tour de France. Zanim jednak kolarze dojadą do Tignes, będą musieli podjechać między innymi pod Col du Pre (12,6 km; 7,7%) i Cormet de Roselend (5,7 km; 6,5%) – już tutaj, w przypadku wysokiego tempa, niektórzy mogą mieć problem z utrzymaniem się w czołówce. Finałową wspinaczkę można podzielić na dwie 10-kilometrowe części. Nachylenie pierwszej z nich, kończącej się 10 kilometrów przed metą, oscyluje w okolicach 6%. Po krótkim wypłaszczeniu droga znów zacznie się wznosić. Momentami nachylenie dochodzić będzie tam do 9,5% na kilometrze. Ważną rolę będzie odgrywać też wysokość, na jakiej położony jest ten podjazd.

Pogoda

Zimno i deszczowo. Kolarze rozpoczną zmagania przy ok. 18 stopniach Celsjusza, ale na przełęczach może ona spaść nawet do 5 stopni.

Faworyci

Najlepszą obroną jest atak. Nie rozumieją tego piłkarze, ale kolarze opanowali tę starą prawdę bardzo dobrze, czego dowodem była wczorajsza demonstracja siły Tadeja Pogacara (UAE-Team Emirates). Po 30-kilometrowym ataku solo w górach każdy, niezależnie od formy, powinien odczuwać zmęczenie, ale mam przeczucie, że jeszcze dziś żaden z liderów nie odważy się powiedzieć “sprawdzam”.

To jednocześnie jeden z ważniejszych dni dla kolarzy celujących w klasyfikację górską, bo podjazd kategorii HC w środkowej części etapu jest w tegorocznej edycji Wielkiej Pętli bardzo rzadkim kąskiem. W takiej sytuacji przed nami kolejny etap ze wskazaniem na ucieczkę, w której powinniśmy zobaczyć przede wszystkim znakomitych górali. Kandydatami są: Dan Martin (Israel Start-Up Nation), Wout Poels, Matej Mohoric (Bahrain-Victorious), Sepp Kuss (Jumbo-Visma), Ben O’Connor (AG2R Citroen), Miguel Angel Lopez (Movistar), Jakob Fuglsang, Omar Fraile (Astana-Premier Tech), Bauke Mollema (Trek-Segafredo), Esteban Chaves, Simon Yates (BikeExchange), Richie Porte (INEOS Grenadiers) i Julian Alaphilippe (Deceuninck-Quick Step).

Za ich plecami Richard Carapaz (INEOS Grenadiers) nie powinien ustawać w próbach, ale aktualnie dysproporcja sił wygląda na tak ogromną, że jeśli niepotrzebnie sprowokuje Pogacara, to 22-letni obrońca tytułu może nawet pojechać po etap.

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Pont
Pont

Takie ściganie to przerost formy nad treścią!