fot. Marta Wiśniewska / Naszosie.pl

Jak dotąd tą, która skradła show podczas mistrzostw Polski w Kartuzach jest Karolina Karasiewicz z drużyny TKK “Pacific” Toruń Nestle Fitness. Prawie 29-letnia zawodniczka ustrzeliła dublet – wygrała zarówno w jeździe indywidualnej na czas w Chmielnie, jak i w wyścigu ze startu wspólnego. Oto, jak skomentowała zaraz po zakończeniu rywalizacji zdobycie podwójnej korony. 

W wywiadzie, którego udzieliła dosłownie kilka minut po przekroczeniu linii mety wciąż rządziły nią emocje. Dziękowała wszystkim, którzy przyczynili się do jej sukcesu. Kaszuby, Kartuzy będą najprawdopodobniej miejscem, które zapamięta do końca życia. Żartowała, że kiedyś przyjedzie tutaj na wakacje.

– Mówiąc szczerze nie mogę w to uwierzyć, bo ja myślałam, że takie szczęście nie zdarza się takim osobom jak ja (śmiech). Chciałabym podziękować całemu mojemu zespołowi, trenerowi Leszkowi Szyszkowskiemu, rodzicom – zarówno moim, jak i moich koleżanek, za to że mnie wspieracie. Ja mogę wam podziękować właśnie tym zwycięstwem

– cieszyła się Karolina.

Następnie Karasiewicz przeanalizowała w skrócie przebieg wyścigu, który w zasadzie potoczył się całkowicie po jej myśli oraz całego zespołu z Torunia.

Być może od startu nie było pełnego gazu, ale już na pierwszej dużej rundzie peleton się porwał. Później wszystko się zjechało na zjeździe i potem na dojeździe do mniejszej rundy. Tempo było szarpane, ponieważ miały miejsce skoki, potem przestój, potem znowu skoki. I tak przez cały wyścig…

– opisywała.

Na taki rozwój wydarzeń drużyna “Pacific” miała przygotowaną taktykę. Wysyłać ewentualnie stacje przekaźnikowe lub próbować swoich sił z odjazdu.

Bardzo się cieszyłyśmy z tego, że Aurela Nerlo była z przodu, ponieważ naszym celem było zdobyć medal. Takie były założenia, żeby Aurela próbowała swoich sił na odjeździe, a dla mnie to był świetny układ, bo miałyśmy swoją zawodniczkę z przodu, która mogła walczyć o zwycięstwo. Ja mogłam skupić się na finiszu i nawet moja koleżanka Karolina Kumięga podjechała do mnie i powiedziała: “Spokój, wygrasz to”. Ja zaś pomyślałam sobie, że skoro “Kumi” tak mówi, to teraz muszę wygrać i nie ma zmiłuj

– mówiła “pół żartem, pół serio” Karasiewicz.

Ostatecznie wszystkie ataki zostały zniwelowane, zatem do głosu mogła dojść Karasiewicz, która rozpoczęła finisz jeszcze przed ostatnim lewym zakrętem, a więc około 250-300 metrów przed metą. Jak mówiła, myślała tylko o tym, aby się nie przestraszyć.

Myślałam tylko o tym, żeby się nie poddać, żeby nie spanikować, tylko być twardym i jechać swoje – wykorzystać pracę, którą dziewczyny włożyły na wyścigu. Chciałabym podziękować także organizatorom, ponieważ mistrzostwa są świetnie zorganizowane. Ponadto dziękuję kibicom, ponieważ naprawdę świetnie się jedzie, gdy państwo tutaj są i mnie dopingują. Dziękuję

– zakończyła Karolina Karasiewicz.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments