fot. Cofidis, Solutions Credits

Pierwsza część sezonu nie była dla Szymona Sajnoka udana. Kolarz francuskiego Cofidisu nie prezentuje takiego poziomu, jaki by chciał. Ma jednak nadzieję, że wreszcie nadejdzie przełomowy moment, w którym pokaże na co go stać. Być może stanie się to podczas wyścigu Tour de Suisse (6-13 czerwca), w którym chce doszlifować formę przed nadchodzącymi mistrzostwami Polski, które odbędą się w jego rodzinnych Kartuzach. O wszystkim, co działo się u Szymona w ostatnich tygodniach, porozmawialiśmy przez telefon tuż przed startem Wyścigu dookoła Szwajcarii. Zapraszamy do czytania.

Rozmawiamy w sobotę po południu, niedługo po twoim przylocie do Szwajcarii. Jaki miałeś transfer i jak minęło tobie pierwsze popołudnie na wyścigu?

Transfer był w porządku. Leciałem przez Amsterdam do Zurychu, wszystko poszło sprawnie, tylko musiałem bardzo wcześnie wstać, bo o czwartej nad ranem, a tego nie lubię. Poza tym jednak wszystko w porządku. Potem zrobiliśmy krótki trening na trenażerach, bo padał deszcz i drużyna zdecydowała się na taki rodzaj aktywności. Następnie obiad i masaż.

Jak przebiegły twoje przygotowania do wyścigu? To przecież wymagająca „etapówka” z dwoma etapami jazdy na czas, ciężkimi górskimi odcinkami itd.  

Przed Tour de Suisse miałem wystartować jeszcze w wyścigu we Francji [Boucles de la Mayenne], ale ostatecznie z powodu pewnych komplikacji nie wystartowałem. Potem wróciłem do Polski i solidnie przez tydzień potrenowałem u siebie, na Kaszubach. Dopisywała pogoda i naprawdę solidnie popracowałem. Ten wyścig jest ciężkim wyścigiem i aby go przejechać czy coś w nim pokazać, trzeba być w naprawdę dobrej dyspozycji. W jakiej jestem, to za bardzo nie wiem, bo ostatnio się nie ścigałem. Zobaczymy, jak to będzie. Generalnie czuję się dobrze.

Dlaczego nie wystartowałeś w wyścigu Boucles de la Mayenne?

Zaraz po przylocie do Paryża zrobiono mi antygenowy test na koronawirusa, który dał wynik pozytywny. Potem zostałem poddany testowi typu PCR i pojechałem do hotelu oczekiwać na wynik, jednak ten nie przyszedł na czas, no i nie mogłem stanąć na starcie. Ostatecznie okazało się, że koronawirusa nie mam, ale było już za późno, abym mógł wystartować.

Z czterech wyścigów Challenge Mallorca, które odbywały się w maju, ukończyłeś tylko jeden – Trofeo Alcudia-Port d’Alcudia, na siedemnastym miejscu. Co było tego przyczyną?

 W sumie to nie wiem, dlaczego tak było na tej Majorce, ponieważ generalnie czułem się dobrze. Na pierwszym z tych wyścigów [Trofeo Calvia] trochę się zagubiłem, pojechała pierwsza grupa, a ja gorzej się poczułem, no i zjechałem. Na drugim z nich [Trofeo Serra de Tramuntana] najpierw pomagałem, a potem dojechałem do mety, ale z przekroczonym limitem. Złapałem jakieś grupetto, ale okazało się, że nie ukończyłem wyścigu w limicie czasu. Jeśli chodzi o trzeci z nich [Trofeo Andratx – Mirador des Colomer], to początkowo miałem tam w ogóle nie startować, ale okazało się, że trzeba pomóc Jesusowi Herradzie. Na początku zrobiłem więc swoje, a potem zjechałem. Natomiast ostatni z nich był płaski i już było całkiem w porządku. Na pewno nie jestem z tego zadowolony, bo powinienem kończyć takie wyścigi, no ale czasami tak bywa.

Mówiłeś jakiś czas temu, że potrzebujesz oswojenia się z nową sytuacją, nową drużyną, a także pewnego przełamania. Myślisz, że to jeszcze nie nastąpiło, że tego najbardziej teraz potrzebujesz, by zaprezentować się z lepszej strony pod względem sportowym?  

Tak, być może tak, chociaż tak naprawdę nie wiem, co jest tego przyczyną. Czasami ta noga po prostu nie funkcjonuje tak, jak powinna. Może rzeczywiście problem tkwi w mentalności. Dużo nad tym myślę, ponieważ to nie jest dla mnie dobra sytuacja, bo też chciałbym się pokazać w ekipie z jak najlepszej strony, chciałbym udowodnić, że stać mnie na więcej. Na pewno jest wiele do poprawy i cały czas szukam tej właściwej ścieżki. Trenuję nawet więcej niż kiedyś, staram się, ale chyba brakuje mi właśnie tego przełamania.

Tegoroczne mistrzostwa Polski odbędą się w Kartuzach, a więc w twoich rodzinnych stronach. Powiedz zatem, jaka to będzie trasa, czego można się spodziewać?

Jeśli chodzi o trasę wyścigu jazdy na czas, to będzie ona dość wymagająca, bo teren jest pagórkowaty, a znajdujące się na niej „hopki” będą powodowały zmianę rytmu, wyhamowywały, mówiąc wprost. Może także trochę powiać i to z niesprzyjających kierunków. Gdy tam trenuję, to często właśnie tak wieje. Z kolei na trasie wyścigu ze startu wspólnego bardziej wymagająca jest ta duża runda, bo znajduje się na niej cięższy podjazd, a później na tych małych jest pagórkowato – taka trasa na wymęczenie. Jeśli będzie szybkie tempo, to na pewno będzie ciężko. Trudno powiedzieć, jak to wszystko się potoczy, bo na MP różnie to bywa. Może być ucieczka, może być finisz z jakiejś grupy. Nie wiadomo.

Jaki scenariusz byłby najlepszy dla ciebie?

Coś tam na pewno mam przygotowane. Mi najbardziej zależy na tym, aby wyścig był ciężki od startu, aby po drodze zgubić jak największą liczbę kolarzy. Będę sam, więc najłatwiej byłoby mi finiszować z jak najmniejszej grupki. Szkoda, że te mistrzostwa w Kartuzach nie odbyły się wcześniej, bo miałbym wtedy przy sobie drużynę, ale mówiąc zupełnie poważnie, to oczywiście, że się cieszę. Będzie okazja pokazać się przed rodziną, a poza tym dochodzą mnie słuchy, że mój fanklub zamierza wspierać mnie na trasie. Poza tym, jeśli wszystko na Tour de Suisse potoczy się po mojej myśli, to powinienem mieć dobrą nogę. Gdy startowałem poprzednio w MP po tym wyścigu, to czułem się naprawdę dobrze przygotowany. Chciałbym tutaj doszlifować formę przed krajowym czempionatem.

Jest szansa na to, abyś wystartował w Igrzyskach Olimpijskich w Tokio na torze, pomimo że wziąłeś w tym sezonie udział tylko w jednych zawodach?

Szansa jest zawsze, chociaż rzeczywiście o te starty jest trudno, ponieważ odwołano teraz mistrzostwa Europy i w sumie nie ma możliwości pokazania się w jakichś prestiżowych zawodach. W tej chwili nie wiem, czy otrzymam powołanie, bo wystartowałem tylko w tych jednych zawodach w Czechach. Początkowo nie miałem go w planach, ale w związku z tym, że odwołano Puchar Świata w Newport, a potem nie polecieliśmy do Hongkongu, to postanowiłem tam pojechać, żeby się sprawdzić i przetrzeć trochę szlaki. Nie był to wyścig UCI, ale dobrze potrenowałem.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Cofidisu. Zaaklimatyzowałeś się już nieco bardziej w tej drużynie? Swoją drogą widzę w mediach społecznościowych, że po drodze jest tobie z Simone Consonnim.

Powoli docieram się z tą drużyną, poznałem wielu zawodników. Odnajduję się tutaj coraz lepiej. A co do Consonniego, to prawda – bardzo się polubiliśmy i znaleźliśmy wspólny język. Generalnie jednak z każdym mam dobry kontakt. Natomiast spośród dyrekcji, to bardzo dobrze współpracuje mi się z hiszpańskim dyrektorem Bingenem Fernandezem, ponieważ przekazuje wiele przydatnych rzeczy przez radio i fajnie prowadzi odprawy.

A jak twój francuski?

Jest dużo lepiej niż było, ale jeszcze nie mówię płynnie. Mam teraz u siebie w Kartuzach panią nauczycielkę i jak jestem w domu, to chodzę do niej na lekcje. Coś się jednak ruszyło [śmiech].

Rozmawiała Marta Wiśniewska

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments