fot. ASO / Pauline Ballet

Jeszcze kilka lat temu prywatny plac zabaw Albasiniego, Costy i Sagana oraz miejsce zsyłki tych kolarzy, dla których zabrakło miejsca w składzie na Criterium du Dauphine. Dziś wyścig, który nie tylko stanowi równie dobrą rozgrzewkę przed Wielką Pętlą, ale wygrywa rywalizację o rozbudzające masową wyobraźnię nazwiska. Już w niedzielę startuje 85. edycja Tour de Suisse, która upłynie pod znakiem powrotów z przeróżnych podróży.

Z krainy zwątpienia powraca Tom Dumoulin, z kolejnego skoku w bok z kolarstwem górskim Mathieu van der Poel, a Julian Alaphilippe po prostu z jak najbardziej zasłużonej przerwy. Wszyscy trzej wybrali zaś Tour de Suisse, który również powraca po tym, jak pandemia wymazała go z kalendarza startów w ubiegłym sezonie.

O ile wiele wyścigów zmuszonych jest poszukiwać swojej nowej tożsamości, by skutecznie konkurować o zainteresowanie mediów z głośniejszymi imprezami, Tour de Suisse od lat wierny jest sprawdzonemu formatowi, podczas gdy atrakcyjniejszą listę startową zawdzięcza przede wszystkim subtelnym zmianom terminów. A ponieważ Szwajcarzy znani są ze swojego pragmatyzmu, peleton w ciągu najbliższych ośmiu dni pokona trasę, której projekt musiał zostać schowany do szuflady 12 miesięcy temu.

Długa zima i obfitująca w opady wiosna sprawiły, że śnieg na alpejskich przełęczach ma się wyjątkowo dobrze, a tym samym wymusiły na organizatorach wprowadzenie pewnych zmian w przebiegu piątego, szóstego i ósmego etapu. W efekcie otrzymujemy nieco łatwiejszy niż zwykle wyścig, co paradoksalnie może przełożyć się na bardziej zaciętą rywalizację, bo usunięcie najtrudniejszych podjazdów przy aż dwóch odcinkach jazdy indywidualnej na czas znacznie poszerza spektrum pretendentów do tytułu. I choć nie jest to rezultatem świadomych decyzji, przyznać trzeba, że całkiem nieźle wpisuje się w charakter trasy nadchodzącej edycji Tour de France, którą już za kilka tygodni zmuszona będę nazwać zbalansowaną.

Trasa

Etap 1, 6 czerwca (ITT): Frauenfeld > Frauenfeld (10,9 km)

Prologi nie są już w modzie, a drużynowa jazda na czas całkiem poszła do piachu, dlatego 85. edycja Tour de Suisse rozpocznie się bardzo krótkim odcinkiem jazdy indywidualnej na czas. Pierwsza sekcja jest dość kręta, ale po jej pokonaniu zawodnicy będą już mogli zrobić właściwy użytek ze swojej mocy, a przewyższenie na poziomie 36 metrów nie pozostawia wątpliwości, że we Frauenfeldzie zatriumfuje specjalista w tej dyscyplinie.

Etap 2, 7 czerwca: Neuhausen am Rheinfall > Lachen (178 km)

W poniedziałek zawodnicy zmierzą się na trasie liczącej 178 kilometrów i 2392 metry przewyższenia, której pierwszą część uświetni zjawiskowy przełom Renu, a drugą kategoryzowane podjazdy. Szczyt najtrudniejszego i zarazem ostatniego z nich – Litschstrasse (2,4 km, śr. 8,3%) – przypada zaledwie 10 kilometrów od linii mety, co zwiastuje pierwszy z wyczekiwanych pojedynków specjalistów od pagórkowatych wyścigów jednodniowych.

Etap 3, 8 czerwca: Lachen > Pfaffnau (182,1 km)

Trzeciego dnia uczestnicy szwajcarskiej etapówki pokonają nieco dłuższy dystans i większe przewyższenie (odpowiednio 182,1 kilometra i 2492 metry), ale w połączeniu z profilem etapu tworzą one obraz odcinka ze wskazaniem na sprinterów.

Etap 4, 9 czerwca: Sankt Urban > Gstaad (171 km)

Drugi i zarazem ostatni etap powinien być dedykowany sprinterom. Wszystko, jednak będzie zależeć od tempa na podjeździe pod Saanenmöser Pass (7,5 km, 4,4%). Jeśli będzie ono wysokie ponownie większe szanse na sukces mogą mieć specjaliści od wyścigów klasycznych.

Etap 5, 10 czerwca: Gstaad > Leukerbad (175,2 km)

Pierwszy etap z metą na podjeździe 85. edycji Tour de Suisse stanowi kopię odcinka, który tę samą rolę odegrał przed trzema laty (2018). Już wówczas podejrzewaliśmy, że finałowy podjazd do Leukerbad nie jest wystarczająco trudny, by wykreować duże różnice w klasyfikacji generalnej wyścigu, co potwierdził triumf Diego Ulissiego (wtedy nie wspinał się aż tak dobrze, jak podczas niedawno zakończonego Giro d’Italia). Pewne nadzieje na wcześniejsze zawiązanie akcji daje jednak poprzedzająca go wspinaczka na bardziej stromy Erschmatt (8,0 km, śr. 8,5%). Przewyższenie tego dnia wyniesie 2501 metrów.

Etap 6, 11 czerwca: Fiesch > Disentis Sedrun (130,1 km)

Dziwny przebieg piątkowego odcinka nie pozostawia wątpliwości, że oryginalnie miał on wyglądać nieco inaczej. Centralny punkt zaplanowanej na ten dzień alpejskiej przygody miał stanowić Nufenenpass, czyli szwajcarski odpowiednik Passo dello Stelvio, ale po wymuszonym przez panujące tam warunki atmosferyczne obniżeniu pułapu powstał klasyczny etap zbyt trudny dla sprinterów, a jednocześnie zbyt łatwy dla pretendentów do tytułu. Można zatem oczekiwać, że na otwierającym rywalizację podjeździe pod Gotthardpass (8,5 km, śr. 7,2%) odjedzie liczna grupa, której peleton tego dnia już nie zobaczy.

Etap 7, 12 czerwca (ITT): Disentis Sedrun > Andermatt (23,2 km)

Drugi z etapów jazdy indywidualnej na czas to już zupełnie inna historia, bo jego zadaniem jest wprowadzenie solidnego zamieszania w klasyfikacji generalnej wyścigu przed ostatnią próbą w górach. Na dystans 23,2 kilometra składa się podjazd pod Oberalppass (9,5 km, śr. 6,5%) i zjazd do Andermatt, co faworyzuje wszechstronnych specjalistów od imprez etapowych.

Etap 8, 13 czerwca: Andermatt > Andermatt (159,5 km)

O jeden dzień krótszą edycję Tour de Suisse zwieńczy pojedynek w górach, podczas którego na dystansie 159,5 kilometra peleton pokona 3517 metrów przewyższenia. Z menu tego etapu wypadł doskonale znany Sustenpass, ale triumfatora wyścigu wyłonić pomogą wspinaczki na Oberalppass (10,9 km, śr. 5,5%), Lukmanierpass / Passo del Lucomagno (15,8 km, śr. 5,4%) i Gotthardpass (13,1 km, śr. 6,7%). 

Faworyci

W roli obrońców tytułu wystąpi ekipa INEOS, tym razem z Richardem Carapazem i Rohanem Dennisem najprawdopodobniej współdzielącymi przywództwo na szwajcarskich szosach. Ten pierwszy na papierze jest najlepszym góralem nadchodzącej edycji Tour de Suisse, podczas gdy ten drugi najlepszym specjalistą w jeździe indywidualnej na czas, więc warto z zainteresowaniem obserwować, która z tych supermocy okaże się bardziej przydatna. Intuicja podpowiada, że na nie najtrudniejszej trasie Australijczyk powinien być w stanie zyskać więcej niż Ekwadorczyk, ale tylko przy założeniu, że obaj będą w formie niwelującej ich słabsze strony.

Z doświadczonych kolarzy specjalizujących się w wyścigach wieloetapowych zobaczymy również Jakoba Fuglsanga (Astana-Premier Tech), Rigoberto Urana (EF Education-Nippo), Estebana Chavesa (Team BikeExchange), Domenico Pozzovivo (Qhubeka ASSOS) i Rui Costę (UAE-Team Emirates), a młodsze pokolenie reprezentować będą Mauri Vansevenant (Deceuninck-Quick Step), Lucas Hamilton (BikeExchange), Thymen Arensman (Team DSM), Pavel Sivakov (INEOS) i Neilson Powless (EF Education-Nippo).

Na osobną wzmiankę zasługuje Tom Dumoulin (Jumbo-Visma), który powróci do rywalizacji na szosie po ośmiomiesięcznej przerwie. Forma Holendra najprawdopodobniej pozostaje zagadką nawet dla niego samego, ale w przeszłości nie miał zwyczaju spadać poniżej określonego poziomu, a wytyczona przez organizatorów trasa z dwoma etapami jazdy na czas i długimi, regularnymi podjazdami zapewnia bardzo dużo wody na jego potężny młyn. 

Kolejną kategorię pretendentów do tytułu stanowią zawodnicy, którzy możliwie najdłużej będą udawać, że przyjechali do Szwajcarii walczyć o etapowe zwycięstwa. Na szczycie tej konkretnej listy znajduje się Julian Alaphilippe (Deceuninck-Quick Step), który bardzo ciężko pracował w ostatnich tygodniach nad jazdą na czas, a Tour de Suisse pozwoli mu te umiejętności przetestować przed uszytym na jego miarę Tour de France. Z oportunistycznym podejściem na starcie staną też Tiesj Benoot (Team DSM), Maximilian Schachmann (Bora-hansgrohe), Mathieu van der Poel (Alpecin-Fenix) oraz reprezentujący Szwajcarię Gino Mäder (Bahrain-Victorious) i Marc Hirschi (UAE-Team Emirates).

Wyścig Tour de Suisse 2021 rozgrywany będzie od 6 do 13 czerwca.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments