fot. Giro d'Italia

Ścigający się w Israel Start-Up Nation Dan Martin sięgnął wczoraj po etapowe zwycięstwo w Giro d’Italia, kompletując tym samym skalpy we wszystkich Wielkich Tourach.

Irlandczykowi udało się wczoraj zabrać do wieloosobowego odjazdu dnia, który rozpoczął wspinaczkę pod Alpe di Mera półtorej minuty przed peletonem. Wydawało się, że harcownikom nie uda się jako pierwszym dojechać do mety zlokalizowanej na szczycie wymagającego podjazdu. I rzeczywiście – prawie wszyscy z nich zostali doścignięci przez faworytów. Z przodu utrzymał się jedynie Dan Martin, który kreskę przeciął 13 sekund przed drugim Joao Almeidą (Deceuninck – Quick-Step).

– Przyjechałem na Giro wygrać etap. To, że kręciłem głową za finiszem świadczy o tym, że po prostu nie mogłem uwierzyć, że mi się udało. Wiedziałem, że to jedna z ostatnich szans. Ponieważ wcześniej traciłem czas, mogłem spróbować dążyć do celu poprzez zabranie się w ucieczkę. Otrzymywałem informacje od dyrektorów sportowych na temat tego, co się działo za mną. Gdy do mety zostało 3,5 kilometra, naciskałem tak mocno, jak tylko mogłem, ponieważ wiedziałem, że podjazd w końcówce będzie się wypłaszczał

– mówił Dan Martin cytowany przez biuro prasowe Israel Start-Up Nation.

Triumfując na wczorajszym odcinku Giro d’Italia, Irlandczyk dodał do swojego palmares etap trzeciego Wielkiego Touru. Wcześniej dwukrotnie triumfował na etapach Tour de France i Vuelta a Espana.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments