fot. Getty Images

Finał tegorocznej edycji wyścigu La Flèche Wallonne jest dowodem na to, że bardziej doświadczeni kolarze nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Rywalizacja ramię w ramię pomiędzy Julianem Alaphilippem a Primožem Rogličem, z weteranem weteranów Alejandro Valverde w tle, pokazuje, że doświadczenie i mocna głowa wciąż mają w tym sporcie znaczenie. Na 85. edycję Walońskiej Strzały spoglądamy ustami głównych bohaterów dzisiejszego spektaklu oraz przez pryzmat faktów, statystyk i odrobiny naszych przemyśleń.  

Zwycięstwo Juliana Alaphilippe’a w Walońskiej Strzale jest jego trzecim w tęczowej koszulce mistrza świata. W ubiegłym sezonie Francuz wygrał Brabancką Strzałę, a nieco ponad miesiąc temu etap w Tirreno-Adriatico. Przed startem Walońskiej Strzały nie był pewny swojej dyspozycji, umniejszając nieco swoje szanse na zwycięstwo. Być może daje mu nieco o sobie znać zmęczenie, ponieważ w tym roku mistrz świata startował także w brukowanych klasykach. Nie brakowało mu jednak motywacji i mocnej głowy, które w połączeniu z doświadczeniem dwukrotnego zwycięzcy tego wyścigu, przyniosło mu najwyższy stopień podium.

– Byłem bardzo zmotywowany i chciałem pokazać, że mam mocną głowę. Dałem więc z siebie absolutnie wszystko. Od początku sezonu nie wygrywam zbyt wiele, ale mimo to nie przestałem czerpać radości z kolarstwa. Chciałem ponownie unieść ręce w geście triumfu. Fakt, że stało się to w tym pięknym wyścigu, nieco ponad miesiąc od mojego zwycięstwa w Tirreno-Adriatico, czyni mnie tym bardziej szczęśliwym

– przyznał Julian Alaphilippe, który jest szóstym kolarzem w historii, który ma na koncie trzy zwycięstwa w La Flèche Wallone. Przy okazji wydaje się być najbardziej godnym sukcesorem spuścizny Valverde i kto wie, czy w przyszłości przynajmniej nie zrówna się z jego imponującą listą pięciu triumfów.

Podczas, gdy Alaphilippe ponownie rywalizował na znakomicie rozpoznanym terytorium, to debiut w drugim akcie ardeńskiego tryptyku zaliczył Primož Roglič. Nie da się ukryć, że Słoweniec prezentował się znakomicie jak na pierwszy start w tym wyścigu, jednak zabrakło mu nieco timingu i doświadczenia w tej konkretnej imprezie, które to są nieodzowne w tak specyficznej kolarskiej końcówce, jaką jest finisz na Mur de Huy.

– Julian był najsilniejszym kolarzem na podjeździe. Zasłużył na zwycięstwo. Ostatni podjazd jest naprawdę bardzo trudny, ale pasuje mi. Znajdowałem się na dobrej pozycji, więc zaatakowałem. Kiedy czujesz, że masz dobre nogi, musisz po prostu zaatakować. Niestety zostałem doścignięty tuż przed metą. Takie jest kolarstwo

– skomentował występ Primož Roglič w charakterystycznym dla siebie stylu. Także typ ścigania w Walonii odpowiadał jego kolarskiej osobowości. Zawsze jestem z przodu i jak jestem mocny, to jadę do przodu. A że Roglič prawie zawsze jest mocny, to trudno się dziwić, że był dziś tam, gdzie był.

Jako trzeci na metę, zaraz za Francuzem i Słoweńcem, na metę wjechał wydający się być kolarsko nieśmiertelny Alejandro Valverde, który w najbliższą niedzielę skończy 41 lat. Poprzedni dziwny z powodu pandemii koronawirusa sezon nastręczył kolarzowi Movistaru problemów z utrzymaniem rytmu przygotowań, ale w tym przypomina najlepszą wersję samego siebie. Dzisiejsze podium w Walońskiej Strzale jest jego dziewiątym w karierze.

– Przede wszystkim chciałbym podziękować drużynie, która wykonała dzisiaj bardzo dobrą pracę. W końcówce o zwycięstwo walczyło wielu zawodników, było trochę niebezpiecznie, a ja zająłem złą pozycję. Wiedziałem, że trzeba być dobrze ustawionym [na Mur de Huy], ale niestety nie mogłem tego dokonać. Wreszcie udało mi się przesunąć do przodu, ale kosztowało mnie to dużo wysiłku. Wystarczyło na trzecie miejsce. Jestem zadowolony, chociaż uważam, że miałem na tyle dobre nogi, aby być nieco wyżej

– analizował za metą swój występ Alejandro Valverde.

Kolejny dobry występ kolarza pochodzącego z Murcji sprawił, że nie przesądza on zakończenia kariery po tym sezonie, pomimo że z taką myślą go rozpoczynał. Na pytanie dziennikarza przeprowadzającego z nim wywiad emitowany podczas transmisji telewizyjnej, czy jest to jego ostatnia Walońska Strzała, odpowiedział:

– Nie wiem, czy jest to moja ostatnia Walońska Strzała, czy będę ścigał się jeszcze jeden sezon. Ten rezultat dodaje mi wiele motywacji, także przed wyścigiem Liege-Bastogne-Liege. Tam już nie tak ważne jest pozycjonowanie w końcówce, a największą rolę odgrywa forma, która w moim przypadku jest wysoka

– zakończył pewny siebie “El Bala”, który jak na razie jest jedynym kolarzem w historii posiadającym w palmares pięć zwycięstw w Walońskiej Strzale (2006, 2014-2017).

Wszyscy trzej kolarze spotkają się ponownie już w najbliższą niedzielę, kiedy to zostanie rozegrany czwarty, a w tym sezonie konkretnie trzeci, monument sezonu, czyli “Staruszka”. Spośród nich tylko Alaphilippe nie ma na koncie zwycięstwa w Liège. Roglič po pamiętnym “ograniu” Francuza w poprzedniej edycji tego wyścigu ma jedno, zaś Valverde cztery. Jeśli idzie o morale, to cała trójka ma wysokie, zatem ponownie można spodziewać się fascynującej walki.

fot. Deceuninck-Quick Step / Wout Beel

Na zakończenie jeszcze słowo o posiadaczu koszulki arc-en-ciel, jak w swoim ojczystym języku nazywa ją Alaphilippe. Od momentu, gdy po solowym rajdzie zdobył złoto w Imoli, nie było wyścigu, w którym byłby niewidoczny. Wygrywa, ucieka, pracuje dla kolegów, atakuje, a jeśli nie, to jest członkiem drużyny, który ją spaja, motywuje i prowadzi. Takich mistrzów świata nam trzeba. A Walońskiej Strzale startował pięć razy i jego najgorszą lokatą jest druga. Jedynym, który jak dotychczas zdołał go pokonać jest Alejandro Valverde.

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Bossco
Bossco

szkoda, że w Polsce nie ma takich kolarzy